6 thrillerów, które nie miały słabego odcinka. Te seriale to arcydzieła

6 thrillerów, które nie miały słabego odcinka. Te seriale to arcydzieła

Kadr z 2. sezonu serialu „Mindhunter”
Kadr z 2. sezonu serialu „Mindhunter” Źródło: Netflix
Dobry serial potrafi wciągnąć od pierwszej minuty. Znacznie trudniej utrzymać ten poziom przez kilkanaście, kilkadziesiąt, a czasem nawet ponad sto odcinków.

Nawet produkcje uznawane za wybitne miewają momenty, w których napięcie siada, fabuła zaczyna się dłużyć albo twórcy podejmują decyzje, które nie wszystkim przypadają do gustu. Są jednak seriale, które wyjątkowo dobrze poradziły sobie z tym wyzwaniem.

Serialowe thrillery, które nie zaliczyły wpadki. To mistrzostwo

Wśród nich znalazły się zarówno mroczne historie o seryjnych mordercach, jak i opowieści o płatnych zabójcach, przestępcach czy galaktycznej rebelii. Łączy je jedno: konsekwentna wizja twórców i fabuły, które potrafią utrzymać uwagę widza przez cały czas.

Sześć wymienionych seriali pokazuje, że utrzymanie wysokiego poziomu przez cały czas trwania produkcji jest możliwe, choć wymaga od twórców bardzo precyzyjnej wizji. „Mr. Robot”, „Zadzwoń do Saula” i „Andor” różnią się od siebie niemal wszystkim, ale każdy z nich konsekwentnie rozwija własny pomysł na historię, a to w telewizji, gdzie nawet świetne produkcje potrafią czasem zgubić drogę, jest już osiągnięciem.

„Mr. Robot”. Thriller, który od początku wiedział, dokąd zmierza

„Mr. Robot” (2015–2019) to postmodernistyczny thriller, w którym Sam Esmail miał wyjątkowo dużą kontrolę nad kształtem całej historii. Twórca wykorzystał pomysły inspirowane klasykami lat 90. i rozwinął je w czterosezonową opowieść o mrocznych stronach amerykańskiego społeczeństwa.
Esmail napisał scenariusz do każdego odcinka, a trzy ostatnie sezony także wyreżyserował. Dzięki temu serial zachował spójny styl i charakter. Historia była prowadzona jak jedna długa opowieść, ale twórca nie bał się eksperymentów, które pozwalały przełamywać schemat i utrzymywać uwagę widzów.
To właśnie konsekwencja okazała się jednym z największych atutów „Mr. Robot”. Serial przez cztery sezony rozwijał własną wizję, zamiast tracić ją wraz z kolejnymi etapami historii.

„Mindhunter”. Mroczna podróż do początków profilowania

„Mindhunter” (2017–2019) zakończył swoją historię po zaledwie dwóch sezonach, ale zdążył zapisać się jako jeden z najbardziej charakterystycznych thrillerów kryminalnych. Dużą rolę odegrał w tym David Fincher, reżyser filmów „Siedem” i „Zodiak”, który doskonale znał język opowieści o seryjnych mordercach.
Serial został zainspirowany autobiografią agenta FBI Johna Douglasa. Jego fikcyjnym odpowiednikiem jest Holden Ford, grany przez Jonathana Groffa. Bohater, będący obsesyjnym byłym agentem terenowym FBI, próbuje stworzyć nową metodę analizowania zachowań przestępczych po serii brutalnych zbrodni, które wstrząsnęły Stanami Zjednoczonymi w latach 70.
„Mindhunter” pozwala widzom przyjrzeć się początkom zainteresowania psychologią seryjnych morderców. W serialu pojawiają się również postacie inspirowane prawdziwymi zbrodniarzami, wśród nich Charles Manson i Syn Sama. Całość wyróżnia się spokojnym, konsekwentnym stylem i atmosferą, która nie potrzebuje nieustannej akcji, by budować napięcie.

„Hannibal”. Seryjny morderca w wyjątkowo artystycznym wydaniu

„Hannibal” (2013–2015) był dla Bryana Fullera wyjątkowo ambitnym przedsięwzięciem. Historia Hannibala Lectera była już wcześniej przenoszona na ekran, a jej najbardziej znaną odsłoną pozostaje „Milczenie owiec”. Fuller zdecydował się jednak nadać materiałowi zupełnie nowy charakter.
W centrum serialu znaleźli się Will Graham, grany przez Hugh Dancy'ego, Jack Crawford, w którego wcielił się Laurence Fishburne, oraz doktor Hannibal Lecter, którego zagrał Mads Mikkelsen. Bohaterowie współpracują przy śledztwach dotyczących seryjnych morderców, jednocześnie coraz bardziej zbliżając się do prawdziwej natury Lectera.
Serial stopniowo odsłania prawdę o swoim głównym bohaterze, prowadząc do finału uznawanego za jeden z najlepszych w XXI wieku. Szczególnie wyróżniała go eksperymentalna forma i odważne podejście do ekranowego języka.

„Barry”. Kiedy komedia spotyka brutalny thriller

„Barry” (2018–2023) wymyka się prostemu zaszufladkowaniu. Serial Billa Hadera zaczyna się jako czarna komedia o płatnym zabójcy, który postanawia zostać aktorem. Z czasem historia staje się jednak coraz bardziej mroczna, a światy Hollywood i zawodowych morderców zaczynają się ze sobą niebezpiecznie splatać.
Hader występował w serialu, współtworzył go, pisał scenariusze i reżyserował jego odcinki. Dzięki temu „Barry” potrafił płynnie łączyć absurdalny humor z brutalnością i napięciem charakterystycznym dla kryminałów.
Najciekawszym elementem pozostaje tytułowy bohater. Serial potrafi wzbudzać wobec niego sympatię, jednocześnie konsekwentnie przypominając, jak niebezpiecznym i zaburzonym człowiekiem jest w rzeczywistości. Hader wykorzystał swoje doświadczenie komediowe, by stworzyć postać, która w jednej chwili może być niezręczna i zabawna, a w następnej naprawdę przerażająca.

„Zadzwoń do Saula”. Spin-off, który dorównał oryginałowi

„Zadzwoń do Saula” (2015–2022) udowodnił, że spin-off nie musi być jedynie dodatkiem do popularnego oryginału. Serial rozwijający historię Jimmy'ego McGilla, zanim ten stał się Saulem Goodmanem, potrafił stworzyć własną, niezwykle złożoną opowieść.
Produkcja działa jednocześnie jako prequel i sequel „Breaking Bad”. Większość historii rozgrywa się przed wydarzeniami znanymi z oryginalnego serialu, ale pojawiają się również fragmenty pokazujące przyszłość bohaterów.
Twórcy zdołali budować napięcie mimo tego, że widzowie znali losy wielu postaci. Jimmy, Mike i Gus Fring mają już ustaloną przyszłość, a mimo to ich kolejne decyzje potrafią trzymać w napięciu. Duża w tym zasługa Rhei Seehorn, która stworzyła postać Kim Wexler. Jej skomplikowana i destrukcyjna relacja z Jimmym stała się jednym z najważniejszych elementów całej historii.

„Gwiezdne wojny: Andor”. Thriller szpiegowski w galaktycznym wydaniu

„Gwiezdne wojny: Andor” (2022–2025) odszedł od wielu elementów kojarzonych z uniwersum „Gwiezdnych wojen”. Zamiast kolejnej historii o Jedi, Skywalkerach i Mocy serial skupił się na początkach Rebelii oraz walce z Imperium Galaktycznym.
Cassian Andor, grany przez Diego Lunę, został wcześniej przedstawiony w filmie „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie”. W serialu jego historia została rozwinięta, a bohater trafia w sam środek rodzącego się ruchu oporu. Ważną rolę odgrywa również Stellan Skarsgård jako szpieg Rebelii oraz senator Mon Mothma, w którą wciela się Genevieve O'Reilly.
Jednym z największych atutów „Andora” jest jego struktura. Serial został podzielony na trzyodcinkowe historie, które tworzą zamknięte fabularne całości. Każdy sezon składa się z czterech takich wątków, dzięki czemu 24 odcinki można traktować niemal jak osiem dodatkowych filmów z uniwersum „Gwiezdnych wojen”.
Produkcja wyróżniała się również stroną realizacyjną. Zamiast polegać przede wszystkim na cyfrowych tłach i technologii „The Volume”, twórcy wykorzystali prawdziwe scenografie, lokacje i duże grupy statystów. Dzięki temu „Andor” stał się nie tylko częścią większego uniwersum, lecz także samodzielnym thrillerem szpiegowskim.
Czytaj też:
Co oglądać po „Lioness”? 8 seriali o szpiegach na SkyShowtime, Netflx, HBO Max
Czytaj też:
SkyShowtime dorzuca nowe filmy i seriale. Jest wśród nich polska perełka

Źródło: WPROST.pl