Carrie Anne Fleming, aktorka znana widzom z ról w „iZombie” i „Nie z tego świata”, zmarła w wieku 51 lat.
Nie żyje Carrie Anne Fleming. Smutną wiadomość przekazał kolega z planu
Aktorka zmarła 26 lutego na raka, jak poinformował właśnie The Hollywood Reporter. Smutną informację o jej odejściu zamieścił w mediach społecznościowych Jim Beaver, aktor, który wcielał się w jej ekranowego męża w serialu „Nie z tego świata”.
W emocjonalnym wpisie wspomniał ich wspólną pracę oraz relację, jaka narodziła się poza planem. „Była wulkanem energii, dobrej woli i zadziwiająco dobrego charakteru, z porywającym śmiechem i absolutnie uroczą osobowością, której, jak się wydawało, nie dało się wyłączyć” – napisał.
Dodał także, że szczególnie zbliżył ich fakt, iż oboje mieli córki o tych samych imionach, choć zapisywanych nieco inaczej.
Kariera Carrie Anne Fleming. Od teatru po popularne seriale
Aktorka urodziła się 16 sierpnia 1974 roku w Nowej Szkocji w Kanadzie. Już od młodych lat interesowała się sztuką, rozwijając swoje umiejętności w Kaleidoscope Theatre oraz w grupie tanecznej Kidco Theatre Dance Group.
Po studiach i epizodzie pracy jako modelka rozpoczęła karierę ekranową. Jej pierwszą rolą był występ w filmie telewizyjnym „Viper” z 1994 roku. Kilka lat później pojawiła się także w komedii „Happy Gilmore” z Adamem Sandlerem, choć nie została wymieniona w czołówce.
Role w „iZombie” i „Nie z tego świata”
Największą rozpoznawalność przyniosły jej role w popularnych produkcjach telewizyjnych. W latach 2015–2019 wcielała się w postać Candy w serialu „iZombie”, którego główną bohaterką była rezydentka odkrywająca, że bycie zombie może mieć swoje zaskakujące zalety i pomagać w pracy z policją.
W „Nie z tego świata” pojawiła się w trzech odcinkach jako Karen Singer. Na przestrzeni lat występowała także w wielu innych serialach, takich jak „Supergirl”, „UnREAL”, „Continuum”, „The 4400”, „Smallville” czy „The Dead Zone”.
Czytaj też:
W sieci zadebiutowała nowa serialowa perełka. Dobrze znacie tę historię! Czytaj też:
Szok po słowach gwiazdora. „Dream team” Niemiec z Rosją? Będą konsekwencje
