Miał być skromną komedią, został biografią pokolenia. Ten serial wykiwał PRL-owską propagandę

Miał być skromną komedią, został biografią pokolenia. Ten serial wykiwał PRL-owską propagandę

Dodano: 
Kadr z filmu „40-latek”
Kadr z filmu „40-latek” Źródło: Archiwum Filmu / Forum
16 maja 1975 roku Polacy poznali faceta z maluchem, frustrującą pracą i dobrym sercem. Pokochali go i tak już zostało.

Pół wieku później „Czterdziestolatek” jest czymś więcej niż serialem, jest biografią pokolenia, które już wie, że nie dostało tego, na co czekało. Przy tym niesamowicie ciepłą i zabawną.

„Czterdziestolatek” – komedia, która budzi nostalgię

Nie ma w historii polskiej telewizji drugiego takiego przypadku: serial, który miał być skromną, siedmioodcinkową komedią obyczajową, przerodził się w zjawisko. Jerzy Gruza i Krzysztof Toeplitz nakręcili go w 1975 roku bez wielkich ambicji, a jednak przez kolejne trzy lata i czternaście dodatkowych odcinków Polacy siedzieli przy ekranach i oglądali siebie — trochę śmieszniejszych, trochę bezradniejszych, całkowicie rozpoznawalnych.

Stefan Karwowski — inżynier budownictwa, mąż, ojciec, właściciel malucha i człowiek podchodzący do wszystkiego z jak najlepszą wolą — był w 1975 roku czymś niespotykanym na polskim ekranie: antybohaterem bez ideologicznego zadania. W erze gierkowskiej propagandy sukcesu to był akt niemal wywrotowy. Miliony widzów rozpoznali w nim siebie i to jest klucz do trwałości serialu po pięćdziesięciu latach.

Gruza nie kpił z PRL-u z zewnątrz. Wchodził do środka, do przeciętnego mieszkania, na zebranie w biurze, do kolejki po mięso i stamtąd wyławiał absurd z czułością, nie złością. Dlatego serial nie starzeje się w stronę goryczy jak inne komedie tamtej epoki. Starzeje się w stronę nostalgii.

„Czterdziestolatek” był serialem o człowieku, który wierzy, że jak dobrze pracuje i uczciwie żyje, to coś z tego wyniknie. Pół wieku później to zdanie brzmi trochę jak żartu.

Nieśmiertelny serial, który pokazywał nas w krzywym zwierciadle

Drobna ciekawostka, która wiele mówi o stosunku twórców do własnego materiału: w jednym z odcinków pada informacja, że Trasa Łazienkowska zostanie otwarta 22 lipca 1974 roku. W rzeczywistości stało się to trzy dni wcześniej. Gruza wiedział o tym i zostawił datę — bo 22 lipca, jako święto państwowe PRL, brzmiała bardziej po peerelowsku. To małe, intymne mrugnięcie do widza. Ktoś, kto rozumiał absurd systemu, musiał je dostrzec.

Serial zostawił po sobie rzeczy, których żadna produkcja telewizyjna nie planuje. Rondo Czterdziestolatka w Warszawie upamiętnia nie polityka ani artystę, lecz fikcyjnego inżyniera z malucha, to dość wyjątkowa forma pomnika. Kultowe cytaty weszły do codziennego języka. Rodzina Karwowskich stała się punktem odniesienia dla kilku pokoleń, a kontynuacje — pełnometrażowy film z 1976 roku i serial z 1993 roku — nie dorównały oryginałowi, co jest najlepszym dowodem, że siłą pierwszej serii nie była fabuła, lecz klimat epoki uchwycony tylko raz.

Pięćdziesiąt lat i nic nie stracił na popularności. „Czterdziestolatek” wciąż jest dostępny na TVP VOD i YouTube i wciąż cieszy się ogromną popularnością.

Czytaj też:
Netflix zasypał widzów nowościami. Wielkie powroty i głośne premiery na 2026 rok
Czytaj też:
Widzowie oszaleli na punkcie tego serialu. Platforma podjęła decyzję o jego losach

Źródło: WPROST.pl