Oceniali to na własnych zasadach – liczyły się okładki prestiżowych magazynów, częstotliwość pojawiania się na afiszu i kariera w demoludach. Dziś tamte twarze wracają w zbiorowej pamięci jako ikony nieprzemijającego piękna. Z okazji Dnia Kobiet przypominamy wyjątkowe gwiazdy, które do dziś nie dają o sobie zapomnieć.
Pierwsza Dama i dziewczyna z piosenki
Na szczycie każdego zestawienia nieodmiennie pojawiają się dwa nazwiska. Beata Tyszkiewicz, nazywana „Pierwszą Damą Polskiego Kina”, uosabiała arystokratyczną elegancję i klasyczny wdzięk. Grała u największych reżyserów epoki, Wajdy i Hasa, a jej ekranowy wizerunek eleganckiej damy, zapamiętany choćby z roli Izabeli Łęckiej w „Lalce”, sprawił, że porównywano ją do Catherine Deneuve. Ponadczasowa uroda, nienaganne maniery i kostiumowa gracja złożyły się na wizerunek, który do dziś pozostaje wzorcem klasycznego piękna.
Tuż obok stoi Pola Raksa – przez wielu uznawana wprost za „najpiękniejszą aktorkę w dziejach polskiej kinematografii". Jak śpiewał Perfect, z jej twarz „każdy by się zabić dał". Marusia z „Czterech pancernych i psa” stała się narodowym ideałem dziewczęcej, słowiańskiej urody. Eterycznej, świeżej i nieosiągalnej zarazem.
Polska Marilyn Monroe i towar eksportowy
Kalina Jędrusik to osobny rozdział. Współczesne zestawienia nie mają wątpliwości: to „polska Marilyn Monroe” i „symbol seksu PRL-u". Łączyła zmysłowy głos, pełną kształtów sylwetkę i skandalizujący wizerunek, który ówczesna władza i żony dygnitarzy przyjmowali z wyraźnym dyskomfortem. Jej dekolty w „Kabarecie Starszych Panów” przeszły do legendy. Wyznaczała standardy kobiecości, których Polska Ludowa oficjalnie nie akceptowała, a nieoficjalnie adorowała.
Zupełnie innym typem urody była Barbara Brylska – chłodna, posągowa, niemal marmurowa. W Polsce zapamiętano ją z „Faraona” i „Anatomii miłości”, ale prawdziwą gwiazdą stała się za wschodnią granicą. Dzięki radzieckiej „Ironii losu” jej twarz stała się wzorcem kobiecości dla milionów widzów w ZSRR, gdzie do dziś pozostaje ikoną. Była polskim „towarem eksportowym” najwyższej próby.
Eteryczne ideały i magnetyzm lat osiemdziesiątych
Anna Dymna zachwycała inaczej – naturalnością, czystością i wielkimi, sarnimi oczami. Jako Ania z „Nie ma mocnych” czy Marysia Wilczurówna ze „Znachora” uosabiała typ urody delikatnej i szczerej, pozbawionej kalkulacji. Uchodziła za jeden z najpiękniejszych kobiecych ideałów lat 70. i 80., łącząc „słowiańską” urodę z dużą wrażliwością ekranową.
Grażyna Szapołowska reprezentowała zupełnie inny klimat – dojrzały, zmysłowy, nieco niepokojący. Królowa ekranu późnego PRL-u, ikona filmów Kieślowskiego, w tym „Krótkiego filmu o miłości”, uosabiała kobiecość świadomą i tajemniczą. Materiały radiowe z epoki wymieniały ją w jednym szeregu z Tyszkiewicz i Brylską jako jedną z najpiękniejszych kobiet polskiego show-biznesu. Bywała określana mianem femme fatale rodzimego kina.
Twarze lat sześćdziesiątych, które wyprzedziły epokę
Teresa Tuszyńska, modelka i amatorka aktorka, miała najbardziej „fotomodelkową" twarz tamtej epoki. Jej rola w „Do widzenia, do jutra” u boku Cybulskiego to pokaz nowoczesnego, zachodniego stylu, który w polskim kinie tamtych lat był czymś egzotycznym. Małgorzata Braunek z kolei wnosiła na ekrany powiew wolności i hipisowskiego luzu. Jej Oleńka Billewiczówna w „Potopie” budziła kontrowersje – niektórzy uważali ją za zbyt współczesną – ale to właśnie jej delikatna uroda i swobodny uśmiech stały się ikoną dekady.
Elżbieta Czyżewska, nazywana niekiedy „Cybulskim w spódnicy”, łączyła walory amantki z charyzmą aktorki dramatycznej. Jej żywa, niepowtarzalna uroda szczególnie mocno wybrzmiała w kinie lat sześćdziesiątych, czyniąc z niej ulubienicę publiczności – dopóki nie zdecydowała się wyjechać z kraju.
Barbara Kwiatkowska-Lass, pierwsza żona Romana Polańskiego, miała urodę porcelanowej lalki. Zachwyciła widzów w „Ewie chce spać”, a jej twarz otworzyła jej drzwi do kariery na Zachodzie. Ewa Krzyżewska zapisała się w pamięci jako „dama z Popiołu i diamentu”. Jej rola barmanki Krystyny to jedna z najbardziej ikonicznych scen polskiego kina, a sama aktorka reprezentowała typ urody tajemniczej, nieco mrocznej i niezwykle filmowej.
Seksbomby, ikony i gwiazda, która podbiła Hollywood
Irena Karel – blond włosy, wydatne usta, rola Ewy Nowowiejskiej w „Panu Wołodyjowskim” – była przez krytyków porównywana do Brigitte Bardot. Ewa Wiśniewska, piękna i elegancka, wyróżniała się silną osobowością sceniczną i uchodziła za ikonę klasy zarówno na ekranie, jak i na scenie. Maria Probosz z kolei była największą seksbombą schyłkowego PRL-u o drapieżnej urodzie i odwadze, która wyróżniała ją na tle epoki.
Osobnym przypadkiem jest Joanna Pacuła. Zaczynała w Polsce, między innymi w „Barwach ochronnych”, ale jej szlachetna, niezwykła uroda szybko została dostrzeżona za oceanem. Kariera w Hollywood i nominacja do Złotego Globu uczyniły z niej jedyną aktorkę PRL-u, której twarz dosłownie podbiła świat
Czytaj też:
Gwiazda w żałobie przeraźliwie straciła na wadze. Odpowiada na hejt w dramatycznym przesłaniuCzytaj też:
Idolka nastolatek prowadziła sektę. Znakowali kobiety jak bydło
Kobiety PRL-u na Dzień Kobiet
