Wyobraźcie sobie, że na zaliczenie roku w łódzkiej filmówce student kręci film, który trafia do kin, zdobywa pięć nagród na najważniejszym polskim festiwalu filmowym i wywołuje takie kolejki przed kasami, że dyrekcja kina nie wie, co ze sobą zrobić. Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak dokładnie tak zaczęła się kariera Władysława Pasikowskiego i jego filmu „Kroll” z 1991 roku. Teraz gdy tytuł wylądował na Netfliksie, nie ma lepszej okazji, żeby nadrobić zaległości albo odświeżyć sobie pamięć.
„Jak dla mnie lepszy od Psów”.- pisali o „Krollu” widzowie
Akcja rozgrywa się w polskiej jednostce wojskowej na przełomie lat 80. i 90. Szeregowy Marcin Kroll (Olaf Lubaszenko) dezertuje tuż przed ważnymi manewrami. Powód jest prozaiczny i bolesny zarazem: właśnie dowiedział się, że żona zdradza go z jego najlepszym przyjacielem.
W tym samym czasie w jednostce dochodzi do próby samobójczej młodego szeregowego Bieleckiego (Radosław Pazura) – ofiary brutalnej „fali”, czyli rytualnego znęcania się starszych roczników nad nowymi. Dowództwo wpada w panikę. Kroll był świadkiem zbyt wielu rzeczy. Trzeba go sprowadzić z powrotem, zanim zjawi się prokurator. W pościg ruszają porucznik Arek (Bogusław Linda) i sadystyczny kapral Wiaderny (Cezary Pazura). Mają jedną noc.
Obsada „Krolla" to dziś panteon gwiazd, tyle że tutaj wszyscy są jeszcze w głodni sławy, nieokrzepli i absolutnie przekonujący. Bogusław Linda gra oficera, który jest twardy, ale nie pozbawiony ludzkich odruchów. To rola sprzed Franza Maurera z „Psów” – bardziej powściągliwa, bardziej niejednoznaczna. Cezary Pazura jako kapral Wiaderny dostał za tę rolę nagrodę w Gdyni i trudno się dziwić: gra postać odrażającą i fascynującą jednocześnie, bez krzty komizmu, za który widzowie będą go później kochać.
Szara Polska, której już nie ma. Dlatego ten film wciąż tak wciąga
„Kroll” to też film-dokument pewnego klimatu. Transformacja ustrojowa dopiero się toczyła, stare reguły się sypały, nowe jeszcze nie wiadomo było, czy się przyjmą. Pasikowski uchwycił ten moment bezbłędnie: brudne korytarze koszar, smród papierosów wylewający się z ekranu, marazm i przemoc ukryta za wojskowym regulaminem. Do tego muzyka Michała Lorenca, hipnotyzująca i niepokojąca, która napędza napięcie lepiej niż większość współczesnych thrillerów i dialogi – twarde, obrazowe, pełne tekstów, które widzowie cytowali potem latami. Jak pisali w recenzjach sami widzowie: „skarbnica kozackich tekstów”.
Warto też pamiętać, że film był jednym z pierwszych, które tak odważnie i bez owijania w bawełnę pokazały problem fali w wojsku – zjawiska, o którym wszyscy wiedzieli, a które oficjalnie nie istniało.
„Kroll”" to teoretycznie thriller z jednostką wojskową w tle i odliczaniem czasu, ale pod spodem to historia o zdradzie, o granicy, za którą człowiek przestaje tolerować system i o poszukiwaniu zasad w chwili, gdy stare reguły przestają cokolwiek znaczyć. Jak ujął to inny widz: „Film o zasadach, ich braku i granicach ludzkiej moralności. Polskie kino sensacyjne w najlepszym wydaniu”.
Trzydzieści lat temu do kina na ten film ustawiały się kolejki. Netflix sprawił, że kolejka może być teraz o kilka kliknięć krótsza.
Czytaj też:
Wszyscy Polacy ja kochają, kiedyś wyglądała jak modelka. Poznajecie?Czytaj też:
3 mocne premiery od Netflix i jedna od HBO Max. Dzisiaj się dzieje na streamingach!
