Bielska Zadymka Jazzowa to impreza z bogatą historią, jak to się ładnie mówi – kultowa, choć tak naprawdę nic to nie mówi o wydarzeniu, które przypomina i skupia przez kilka dni wszystko to, co w jazzie najlepsze i czego jeszcze na świecie nie zagrano. Wybiegając w artystyczną przyszłość. Żeby nie było zbyt dostojnie, bawi przy tym lepiej niż 100 dancingów razem wziętych.
Pociąg do jazzu, czyli jedyna taka Bielska Zadymka Jazzowa
Letnia edycja, która odbyła się w dniach 18–21 czerwca 2026 roku, pokazała, czemu ten festiwal od ćwierć wieku nie ma sobie równych: bo tu nie trzeba być miłośnikiem jazzu, żeby jazz polubić. Tutaj nie gra się w jednym miejscu, w hali, czy filharmonii. Tu jazz rozbrzmiewa na dziedzińcu zamkowym, na ulicach, w pociągu, a nawet w czynnym… domu pogrzebowym. I każdy może dołączyć do tej zabawy.
Zadymka zaczęła się w 1999 roku jako lokalna inicjatywa środowiska muzycznego skupionego wokół Stowarzyszenia Sztuka Teatr. Przez blisko trzy dekady urosła do formatu, który trudno ogarnąć, nawet wzrokiem. W zimowych edycjach publiczność schodzi 320 metrów pod ziemię do kopalni Guido w Zabrzu albo wspina się na Szyndzielnię — ponad tysiąc metrów nad poziomem morza. Latem Zadymka wychodzi na ulicę.
Piątek 19 czerwca zaczął się na peronie. Specjalny skład Kolei Śląskich, z biletem będącym zarazem przepustką na koncert, zabrał publiczność z Bielska-Białej do Czechowic-Dziedzic, na scenie stanął Renegade Brass Band z Wielkiej Brytanii, a za konsoletami DJ-e. Pociag do Hip-Hop Jazzu to jeden z tych pomysłów, które dobrze oddają charakter Zadymki. Festiwal nie czeka, aż publiczność przyjdzie do niego, sam do niej wychodzi, za każdym razem z nowym formatem, nową muzyką.
Muszą przy tym pracować tęgie głowy, skoro jak wylicza Jerzy Batycki, dyrektor festiwalu, w ciągu 28 lat przez zadymkowe sceny przewinęli się prawie wszyscy najwybitniejsi muzycy jazzowi, polscy i zagraniczni.
![]()
Muzyka świata w domu pogrzebowym na cmentarzu
W sobotę 20 czerwca odbył się jeden z najbardziej niezwykłych jak dla mnie, również przez oprawę, koncertów tegorocznej zadymki. W upalny wieczór tłumy spragnionych dobrych dźwięków znalazły odrobinę. odrobinę zaledwie cienia w Sali Ceremonii (wciąż aktywnej!) przy Cmentarzu Żydowskim w Bielsku-Białej. Zebrali się tam dla nowego konceptu Michała Barańskiego, wybitnego muzyka jazzowego, dla którego nie ma artystycznych granic, bo co rusz je przekracza. Kontrabasista, instrumentalista grał ze Zbigniewem Namysłowskim, Tomaszem Stańką i Michałem Urbaniakiem, ma na koncie dwa Fryderyki za Album Roku Jazz i Artystę Roku Jazz. Po fascynacji polskim folkiem Barański wybrał się do Indii po naukę muzyki karnatyckiej i konnakolu, czyli perkusji wokalnej wybijanej głosem, której nie znajdziecie w programie żadnej polskiej akademii muzycznej, której wykonań na żywo też raczej ze świecą szukać.
Efektem tych poszukiwań jest płyta „No Return, No Karma”, wydana w prestiżowej serii Polish Jazz wytwórni Warner Music, z której dźwięków, może nie przy świecach, ale równie nastrojowo (ten cmentarz za otwartą dla ochłody bramą!) mogliśmy wysłuchać w sobotę. Tego nie ma co nawet opisywać i nie, nie jest to frazes. Mini fragmentu posłuchajcie.
A niedziela, niedziela, będzie dla nas, czyli całe Bielsko bawi się na jazzowo
Kulminacją edycji letniej była niedziela 21 czerwca na czele z głośną Paradą Nowoorleańską. Centrum Bielska-Białej zamieniło się na kilka godzin w ruchomą scenę, gdzie na rogatkach grano jazz tradycyjny, folk, etno, elektryczny, new, fusion i co tam jeszcze sobie dopiszecie.
Mnie (nie tylko mnie!) wyrwała wraz z chodnikiem na pewno grupa perkusyjna Walimy w Kocioł, która przechodzi od jazzu poprzez rytmy kubańskiego i inspiracje tradycyjnymi perkusistami japońskimi do… hitów Rammstein z taką łatwością, z jaką ja wychylam kolejną filiżankę espresso. Oddajmy jednak cześć i innym, bo przy siedmiu punktach rozlokowanych wzdłuż trasy grali uczestnicy konkursu zespołów ulicznych. Przechodnie zatrzymywali się, słuchali, tańczyli, dawali się wciągnąć w zabawę.
Organizatorzy wymyślili elegancki mechanizm oceniania: cztery tysiące specjalnych festiwalowych banknotów, każdy o wartości pięciu złotych, w sumie pula dwudziestu tysięcy złotych, trafiło do rąk publiczności. Widzowie wrzucali je do futerałów i kapeluszów tych muzyków, którzy najbardziej im się spodobali. Zwycięstwo i dodatkową premię tysiąca złotych, ufundowaną przez prezydenta Bielska-Białej Jarosława Klimaszewskiego, zgarnął Jerry Brass Band, podobnie zresztą jak w roku ubiegłym.
![]()
W trakcie podliczania mamony i długo po na scenie plenerowej grała Original Prague Syncopated Orchestra z Czech, prezentując jak to kiedyś z jazzem i swingiem było i jak się przy nim bawiono. Wisienką na torcie, na którą z rozkoszą było patrzeć, były pokazy taneczne szkół Swing City Bielsko i TWO TO JAZZ. Panie w stylizacjach i makijażach z epoki i panowie wywijający w polskim upale, jakby wciąż byli w jakiejś zadymionej salce Nowego Orleanu sprzed stu lat to widok naprawdę niezapomniany. A w tym wszystkim najfajniejsze jest to, że do tańca i zabawy dali się zaprosić (niektórzy sami się prosili!) także mieszkańcy Bielska, turyści, przyjezdni na chwilę. Bo jazz, to nie (tylko) trudne dźwięki i wielogodzinne improwizacje, ale przede wszystkim niczym nieskrępowana wolność, radość i zabawa. Nostalgia, odrobina smuteczku, refleksji też. Dla każdego, co tam lubi.
Czytaj też:
To najczęściej słuchana piosenka Beatlesów. Nigdy nie była wielkim przebojem Czytaj też:
Piosenka sprzed 200 lat dziś przyciąga tłumy turystów. Znasz ją od dziecka, ale czy znasz te miejsca?
