Kinomanów zelektryzowała informacja, iż Netflix szykuje serial „Noce i dnie” – nową adaptację powieści Marii Dąbrowskiej. Poruszony, ale raczej na „nie”, jest także Karol Strasburger. Aktor zrywający niegdyś nenufary ostro zareagował.
„Noce i dnie” w wersji na Netflix
Netflix szykuje serial „Noce i dnie” w reżyserii Kamili Tarabury. Produkcja ma być wnikliwym obrazem związku na tle epoki pełnej niepokojów. Serial na podstawie jednej z najważniejszych polskich powieści międzywojennych pięciokrotnie nominowanej do Literackiej Nagrody Nobla Marii Dąbrowskiej, ponownie przedstawi widzom cztery pory roku relacji Barbary i Bogumiła Niechciców, ale w odświeżonej wersji. Netflix podkreśla bowiem, że przede wszystkim będzie to portret kobiety – nieprzewidywalnej i pełnej wielu sprzeczności.
Romantyczna Barbara oraz pragmatyczny Bogumił mogą stać się zwierciadłem dla współczesnych związków, ukazując uniwersalne konflikty i dylematy, które towarzyszą nam od pokoleń. Ten plan nie przypadł do gustu Strasburgerowi, który w obrazie w reżyserii Jerzego Antczaka z 1977 roku zagrał postać Józefa Toliboskiego.
Karol Strasburger w kultowej roli
To właśnie obecnemu gospodarzowi „Familiady” i Jerzemu Antczakowi zawdzięczamy jedną z najbardziej ikonicznych scen w historii polskiej kinematografii. Karol Strasburger jako Toliboski wchodzi do stawu, brodząc po pas w wodzie w białym garniturze, by zerwać nenufary jako wyraz miłości dla Barbary Niechcic (Jadwiga Barańska). Scena rozgrywa się w romantycznej, podniosłej atmosferze, kontrastującej z codziennością życia pod zaborami.
Karol Strasburger miał pięć garniturów na zmianę, a że woda była pełna pijawek, które gryzły aktora, to do garnituru założył długie gumiaki pożyczone od straży pożarnej.
„Uważam, że to przedsięwzięcie jest niepotrzebne”
Dziś uważa, że stworzenie nowej wersji to zupełnie niepotrzebny i nietrafiony pomysł, na dodatek skazany na nieuchronne i najpewniej bolesne porównania z arcydziełem sprzed lat. „To z mojej strony trochę niezręczne, bo nie jest moją rolą mówić, co powinno się robić, a czego nie. Uważam jednak, że to przedsięwzięcie jest niepotrzebne” – tłumaczy w rozmowie z „Plejadą”, mając na uwadze swoją rolę.
Podkreśla, że film „Noce i dnie” wciąż obecny jest w przestrzeni publicznej, są powtórki w telewizji, organizowane są różne wydarzenia związane z produkcją, dlatego też „robienie czegoś podobnego w momencie, gdy ten film wciąż tak silnie funkcjonuje, mija się z celem”.
„Noce i dnie” na nowo. Jak to przyjmą widzowie?
Problemem mogą być nieuchronne porównania z genialnym pierwowzorem, a także próba pisania klasyka na nowo. „Trudno będzie stworzyć coś porównywalnego jakościowo – to był film kostiumowy, realizowany przez trzy lata, z ogromnymi nakładami finansowymi. W zestawieniu z dzisiejszymi produkcjami, które powstają szybko i jak najniższym kosztem, wszystko to wydaje mi się trochę niezrozumiałe” — mówi w rozmowie z „Plejadą” Karol Strasburger. „Choć oczywiście nie można nikomu odmówić prawa do podjęcia takiego działania. Żyjemy przecież w wolnym kraju, przynajmniej do pewnego stopnia” – dodaje zapobiegawczo.
Zdaniem Strasburgera, lepiej byłoby nakręcić coś zupełnie od nowa. „Jeśli ktoś chce dziś opowiedzieć historię o samotności, kobiecie uwikłanej w miłość i podobnych tematach, to może lepiej byłoby napisać własny scenariusz, zamiast sięgać po Marię Dąbrowską i „Noce i dnie”, a jednocześnie próbować opowiedzieć tę historię na nowo po swojemu. Trochę mnie to dziwi, że robi się coś w oparciu o literaturę, a chce się zrobić jakieś swoje spojrzenie” – przyznaje aktor w wywiadzie dla „Plejady”.
Każdemu daje jednak prawo wyboru. „Sztuka jest wolna i każdy ma prawo realizować to, co chce. Jeśli ktoś ma odwagę i potrzebę, by coś zrobić, to jego sprawa i jego problem. Podobnie jak to, jak zostanie to przyjęte i czy widzowie będą chcieli to oglądać” – podsumowuje.
„Z szacunku to nie na miejscu”
W rozmowie aktor pokusił się także o bardzo obrazowe porównanie. „Jeśli ktoś stworzył już dobrego Mercedesa, to robienie kolejnego, trochę innego »Mercedesa« nie ma sensu. Albo, jeśli Leonardo da Vinci namalował »Damę z łasiczką«, to nie maluje się drugiej takiej samej. Oczywiście, jeśli ktoś zrobi coś zupełnie inaczej, nie można mu tego zabronić. Moja rola jest więc – tak jak wspomniałem – mocno niezręczna, bo nie chcę występować jako ktoś, kto komuś odbiera prawo do robienia filmu. Niech robią” – zapewnia Strasburger, który przyznaje, że jest w specyficznej sytuacji, jako osoba mocno związana zarówno z filmem, jak i z samym Jerzym Antczakiem.
„Z szacunku do Jadwigi Barańskiej i do filmu, który wciąż niesamowicie tętni życiem, robienie dziś czegoś podobnego wydaje mi się nie na miejscu. Ale jak mówiłem — biznes jest biznes. Najgorsze jest chyba to, że ktoś może chcieć oprzeć się na nazwie i sukcesie tamtego filmu, zrobić coś własnego, licząc, że widzowie przyjdą z sentymentu. Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale niech robią, nic na to nie poradzę…” — podsumowuje swoją opinię Karol Strasburger.
Czytaj też:
Netflix odsłania karty na 2026 rok. Te polskie produkcje to prawdziwe perełki!Czytaj też:
4 nowe seriale z mega wynikami na Netflix. Polacy pokochali te tytuły
