Wstydził się scen miłosnych. Niezwykłe losy legendarnego amanta PRL-u

Wstydził się scen miłosnych. Niezwykłe losy legendarnego amanta PRL-u

Dodano: 
Kadr z filmu „Życie na gorąco”
Kadr z filmu „Życie na gorąco” Źródło: archiwum Filmu / Forum
Leszek Teleszyński kończy 78 lat. Grał w filmach Hasa, Wajdy, a widzowie i tak zapamiętali go jako wzdychającego czule amanta.

On sam wolał grać role po prostu dobre niż być ikoną. Polskie kino nie zawsze pytało jednak o zgodę.

Leszek Teleszyński – amant mimo woli

Polskie kino lat 70. miało go za księcia. On sam wolał teatr. Leszek Teleszyński, urodzony 21 maja 1947 roku w Krakowie, stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych męskich profili na polskim ekranie i to bez jakiegoś szczególnego wysiłku z własnej strony. Wystarczyło, że został obsadzony w „Trędowatej” i „Potopie”, a Polska oniemiała i omdlewała. Szczególnie Polki.

Aktor wspominał później z rozbrajającą skromnością, że w okolicach tych premier krępowały go głównie dwa fakty: sceny miłosne, do których nie miał smykałki ekshibicjonisty, oraz widownia, która nagle zaczęła traktować go jak odpowiedź na jakieś pytanie, którego on sam sobie nigdy nie zadawał. Prywatnie był człowiekiem pełnym chłodnych gestów i dużej rezerwy. Na ekranie wyglądał jak ktoś, kto czyta romantyczne poezje przed snem.

Znacznie bardziej niż przed kamerą czuł się u siebie na scenie. Przez dekady związany z Teatrem Polskim w Warszawie, nazywał go „drugą rodziną” i mówił to naturalie, bez cienia patosu. Teatr dawał mu to, czego kamera nie potrafiła: poczucie obecności w całości, a nie tylko jako przystojna twarz w kadrze. Współpracował z Wojciechem Hasem, Andrzejem Wajdą— nazwiska, które wystarczyłyby każdemu innemu aktorowi jako program minimum na całe życie. Teleszyński traktował je jak równie ważne punkty na mapie, nie kamienie milowe.

Lata 70. przyniosły mu też historię, którą plotkarska pamięć epoki pamiętała dłużej niż niejeden film. W 1973 roku zakochany w Irenie Szczurowskiej, aktorce będącej żoną Jarosława Abramowa-Newerlego, uznanego pisarza, trafił na pierwsze strony. Romans był głośny. Teleszyński próbował rozmawiać o nim później z dystansem i odrobinę żartem, mówiąc, że „nie był ani pierwszym, ani ostatnim, który zakochany był w mężatce”. On jednak był na widoku i to wystarczyło, żeby na lata przykleić mu łatkę skandalisty, która zupełnie nie pasowała do jego charakteru.

Spokojny człowiek, któremu przyklejono łatkę skandalisty

Burzliwą młodość zakończył z Jolantą, kobietą, z którą związał się dopiero po 50-tcce. Mówił o tym z ciepłą, lekko ironiczną nutką w głosie. Wcześniej były zerwane zaręczyny w młodości, podobno pod presją rodzicielskich oczekiwań i przez lata wracające pytanie, czy to był słuszny wybór. Ostatecznie uznał, że miłość jest „najbardziej męczącą, a jednocześnie najciekawszą postacią” w każdej historii.

Ostatnie lata przyniosły mu pracę w „Złotopolskich”, serialu, który dla wielu widzów był pierwszym punktem kontaktu z aktorem kojarzonym wcześniej głównie z kinem lat 70. Współpracownicy ze serialu mówią o nim konsekwentnie: spokojna, punktualna, niewalcząca o dodatkowe sceny obecność. On sam przyznał, że nigdy nie szukał reklam, reality show ani specjalnej widoczności. Dlatego dla części widzów jest wciąż odkryciem. To paradoks kariery prowadzonej bez karierowiczostwa.

W czwartek kończy 78 lat. Nie należy do tych aktorów, którzy jubileusze zamieniają w konferencje prasowe. Najprawdopodobniej ten dzień spędzi tak, jak preferował większość pozostałych: cicho, z dystansem do własnej legendy i świadomością, że dobra rola jest ważniejsza niż dobry PR.

Czytaj też:
„To jest nie do obrony”. Wielka awantura o reklamę z udziałem polskiej gwiazdy
Czytaj też:
Serial po latach trafił na Netflix. 7,9/10 od widzów i tytuł „najbardziej wciągającego”

Galeria:
Leszek Teleszyński kończy 78 lat