„To jest nie do obrony”. Wielka awantura o reklamę z udziałem polskiej gwiazdy

„To jest nie do obrony”. Wielka awantura o reklamę z udziałem polskiej gwiazdy

Maja Ostaszewska
Maja Ostaszewska Źródło: Newspix.pl / ALEKSANDER MAJDANSKI
Maja Ostaszewska mocno oberwała od internautów. Zarzuty o hipokryzję należą do najdelikatniejszych. Aktorka zareagowała.

Znana twarz, dwa tygodnie i lawina komentarzy wystarczyły, żeby sprawa pozornie błaha — współpraca aktorki z polską marką obuwniczo-galanteryjną — zamieniła się w gorącą i starą jak świat debatę o hipokryzji, granicach aktywizmu i aktywności… za kasę.

Obrończyni zwierząt Maja Ostaszewska w reklamie skórzanej marki. W sieci reakcja natychmiastowa

8 maja Maja Ostaszewska publikuje emocjonalny apel w sprawie obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Uwaga Polowanie”, wymierzonej w prawo łowieckie. Kilka kadrów niżej trzyma transparent z hasłem o oddaniu losu dzików w ręce ekspertów, a nie myśliwych. Nic dziwnego, od lat jest jedną z bardziej rozpoznawalnych twarzy ruchu prozwierzęcego w Polsce. Aż tu nagle, dokładnie 25 kwietnia, pojawia się post oznaczony jako „współpraca reklamowa”, a w nim ta sama aktorka aktywistka, ale wokoło nie transparenty, lecz reklamowane torebki i buty są wykonane ze skóry naturalnej.

Na reakcję oburzonych, a nierzadko i wściekłych internautów nie trzeba było długo czekać. Jeden z pierwszych krytycznych głosów należał do Macieja Kaweckiego, popularyzatora nauki. Twierdzi, że jego komentarz pod postem aktorki zniknął, a konto zostało zablokowane. Kawecki odniósł się do sprawy obszernie we własnych mediach.

„Jestem głęboko poruszony i zawiedziony postawą Mai Ostaszewskiej. Nie da, po prostu nie da się tego pogodzić z aktywizmem prozwierzęcym. To jest nie do obrony” — napisał Maciej Kawecki.

W swoim wpisie Kawecki rozwinął argument, który pojawił się też w komentarzach pod oryginalnym postem: przemysł skórzany nie jest wyłącznie ubocznym produktem hodowli mięsnej, lecz realnym czynnikiem napędzającym jej opłacalność. To argument merytoryczny, który trudno zbagatelizować. Ostaszewska zresztą nie próbowała.

Ostaszewska wydaje oświadczenie. Odpiera zarzuty o hipokryzję

Aktorka odpowiedziała na krytykę dwuetapowo. Najpierw krótko, pod samym postem podkreśliła, że konkretne produkty ze zdjęć nie są ze skóry zwierzęcej, że marka posiada certyfikaty środowiskowe i należy do polskich liderów w ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych. To nie zakończyło dyskusji — wręcz przeciwnie, część internautów uznała tę odpowiedź za unik. Potem przyszło nagranie.

„Nigdy nie udawałam i nikogo nie oszukiwałam, że w mojej szafie — poza różnymi innymi materiałami — nie znajdują się prawdziwe skóry. Mam skórzane buty. Widzieliście mnie w nich Państwo na wielu premierach, spotkaniach prasowych, wywiadach, festiwalach. Nie przebieram się na manifestacje dotyczące praw zwierząt, chodzę na nie tak, jak jestem ubrana tego dnia” — przekazała na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych Maja Ostaszewska.

Ostaszewska mówi tym razem wprost: może i jestem niespójna, tak jak wszyscy, ale nie zamierzam tego ukrywać. Dodała, że marka, z którą współpracuje, przyciągnęła ją właśnie kierunkiem zmian — ponad 70 proc. torebek w kolekcji wykonano ze skóry alternatywnej, firma konsekwentnie szuka kolejnych zamienników i posiada certyfikaty wpisujące się w zrównoważony rozwój.

„Ważne jest dla mnie to, jak marki pozyskują te skóry. Nigdy w życiu nie podpisałabym kontraktu z marką, która hoduje zwierzęta po to, by je zabić na produkty, które będą sprzedawane” — podkreśliła aktorka.

„Maju, dostałaś łomot”. Gwiazdy stają w obronie koleżanki

Nagranie podzieliło komentujących, część uznała je za szczere i wystarczające. W obronie aktorki stanęły m.in. Karolina Korwin Piotrowska i Krzysztof Zalewski.

„Maju, dostałaś łomot za Konstytucję, za obronę praw kobiet, za obronę praw zwierząt. To świadczy jedynie o tym, jak potężny jest twój głos — inaczej nie zawracaliby sobie tobą głowy” — pocieszała Hanna Lis.

Z kolei eksperci od wizerunku mówią o „wyraźnym zgrzycie”, o czym informuje już branżowy portal Wirtualnemedia.pl. Problem w tym, że to nie pierwszy przypadek, kiedy twarze znane z takich czy innych pięknych ideologii, a nawet aktywności, tę samą twarz wynajmują na potrzeby kampanii reklamowych marek, które już nie zawsze tak miło się kojarzą.

Czytaj też:
Serial po latach trafił na Netflix. 7,9/10 od widzów i tytuł „najbardziej wciągającego”
Czytaj też:
Wielkie emocje po Eurowizji. Polska punktacja wywołała skandal

instagram
Źródło: WPROST.pl