Polacy żyją dziś finałem przebojowego serialu HBO pt. „Niebo. Rok w piekle”, inspirowanego historią Sebastiana Kellera opisaną w książce „Niebo. Pięć lat w sekcie”. Jak się okazuje, po rozpadzie sekty jej guru, Bogdan Kacmajor, który był pierwowzorem postaci granej przez Tomasza Kota, miał kolejne wielkie plany. Chciał wejść w świat show-biznesu?
Jak rozpadło się Niebo?
„Niebo. Rok w piekle”, dramat psychologiczny przeobrażający się w thriller inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, należy do najpopularniejszych produkcji na platformie HBO Max. Jego akcja rozgrywa się na początku lat 90., a historia opowiada o młodym, pełnym ideałów chłopaku, który rezygnuje ze studiów i trafia do religijnej sekty.
Realna, nie serialowa, sekta „Niebo”, w pełnej wersji Zbór Chrześcijański Leczenia Duchem Bożym „Niebo”, przez lata funkcjonująca na marginesie państwa i zdrowego rozsądku, rozpadła się na początku XXI wieku. Punktem zwrotnym był rok 2000, kiedy to zapowiadany przez Kacmajora koniec świata nie nastąpił, a wspólnota pogrążyła się w chaosie. Sam Kacmajor ostatecznie wyemigrował do Wielkiej Brytanii i słuch po nim zaginął. Według wszelkich dostępnych źródeł internetowych i medialnych zmarł w 2022 roku w Northampton. Jak się teraz okazuje, przed śmiercią odbył długą rozmowę, poruszającą wiele ważnych tematów, o której dotąd praktycznie nic nie wiedział.
Bogdan Kacmajor planował zmontować „supergrupę”. Ostatnia rozmowa guru Nieba?
Półtoragodzinną rozmowę z Bogdanem Kacmajorem, niewykluczone, że jedną z ostatnich z założycielem sekty Niebo, odbył, nagrał, a od pewnego czasu udostępnia w odcinkach w sieci Mateusz Kosnowicz. Jak nam przekazał, Kacmajor zadzwonił do niego we wrześniu 2022 roku. Chciał, by Mateusz „grał na gitarze w jego »supergrupie« muzycznej, którą planował założyć”.
Jako że niedoszły muzyk u Kacmajora bardzo interesował się tematem, rozmowa szybko zeszła na sektę Niebo, kontrowersje związane z przyjmowaniem do sekty i leczeniem ludzi, a także układami lidera sekty i jego zarobkami. Jak wynika z nagrań, do których dotarliśmy, Mateusz szybko zdobył zaufanie Kacmajora, który bez ogródek opowiadał o tym, jak to naprawdę, czyli jego zdaniem, z sektą było.
Lider Nieba miał „konszachty” z Bogiem
Kacmajor podczas długiej, wylewnej rozmowy opowiedział m.in. o swoich początkach z robotą — bo tak ją zarejestrował — związaną z „leczeniem ludzi przez nakładanie rąk”. Podtrzymuje, że dostał dar od Boga. „Przychodził gość, ja mu nakładałem ręce i mówiłem mu na co choruje i z czego go wyleczę, a z czego nie” – mówi na jednym z filmów i z chełpliwą pewnością w głosie zapewnia, że doskonale wiedział, na co dany człowiek choruje. „Czułem jego choroby w sobie” – mówi.
On sam miał mieć raka mózgu, tak mu powiedziała jedna lekarka, ale rak „poszedł w p**du”. Na pytanie, jak to możliwe, zareagował w swoim stylu: „U pana Boga wszystko jest możliwe, a ja z panem Bogiem mam takie konszachty trochę, wiesz. On do mnie gada, ja do niego gadam i wszystko jest w porządku”.
Każdy popełnia błędy. Prorocy i królowie też
Poza tym z Kacmajorem miało być wszystko w porządku. W rozmowie zapewnia, że nie ma schizofrenii, IQ średnie, a że w sekcie źle się działo? „Tam były błędy, każdy popełnia błędy […] królowie i prorocy świata” – tłumaczy na jednym z filmików i zapewnia: „Nie mam się czym martwić”.
Kiedy sekta jeszcze działała, też się nie martwił, bo miał wśród swoich „pułkownika policji” i dzięki temu „miał spokój”. Jak tacy ludzie trafiali do „Nieba”, które dla wielu okazało się Piekłem? Naganiali ich inni, którzy zostali przez Kacmajora „uzdrowieni”. „Najwięcej było ich w białostockim, lubelskim, Gdańsk, Gdynia” – wymieniał guru, dodając z dumą: „Czasami to tysiąc osób dziennie przychodziło”. Wspomina też o kobiecie, której nawet nie zdążył rąk nałożyć, a ona już poczuła, że jest zdrowa i sama „zaczęła naganiać ludzi”.
„Za 2 dni roboty potrafiłem kupić traktor”
Kacmajor nie ukrywa w rozmowie, że na takim uzdrawiającym biznesie nieźle zarabiał. Pomijając gospodarkę, zwierzynę w obejściu, miał też całkiem nowoczesne i drogie ruchomości. „Za dwa dni nakładania rąk w białostockim potrafiłem kupić traktor nówka. Samochód to żeśmy za dwa dni kupili pracy” – opowiada na filmie. „Kasy było strasznie dużo, potwornie. W ciągu roku mogłem zbudować dwa domy” – przyznaje, jednocześnie podkreślając, że tak naprawdę to „nie dom, ale taka poczekalnia dla ludzi, żeby tam sobie siedzieli”. I czekali, aż przyjdzie guru i ich uzdrowi.
Jednocześnie przekonuje, że nie robił tego dla kasy. „Chciałem, żeby ludzie o różnym intelekcie i fachu żyli sobie razem” – zapewnia swojego rozmówcę. Lekko spina się, kiedy rozmowa schodzi na książkę, na podstawie której powstał przebojowy serial HBO Max. Kiedy słyszy nazwisko autora, wypala: „Nigdy ktoś taki nie był w sekcie, a jeśli był, to napisał pod fałszywym nazwiskiem”. Zapowiada, że on sam opisze kiedyś „całą prawdę” o sobie i o sekcie.
Nie zdążył. Jest za to książka, wciąż leci serial. Także Mateusz docelowo planuje upublicznić całość rozmowy w sieci. Dotychczas opublikowane filmiki, podzielone tematycznie, można znaleźć na jego profilach na Facebooku i platformie YouTube.
Czytaj też:
Sekty na ekranie. Co oglądać po „Niebo. Rok w piekle”?Czytaj też:
Nowy mocny thriller w bibliotece HBO Max. Na piątek? Idealny!
