„Byłam okradana”. Sprawa Edyty Górniak ma zaskakujący finał

„Byłam okradana”. Sprawa Edyty Górniak ma zaskakujący finał

Edyta Górniak
Edyta Górniak Źródło: Newspix.pl / Michal Piesciuk
Dramatyczne wyznania, oskarżenia o wieloletnie okradanie i mocne słowa o stanie przedzawałowym. Prokuratura podjęła decyzję.

Edyta Górniak publicznie mówiła o podłym procederze, którego miała paść ofiarą, i o osobistym dramacie, jaki się za tym krył. Teraz w sprawie zapadła decyzja prokuratury, a jej finał może zaskoczyć wielu obserwatorów.

Edyta Górniak o „okradającej” ją osobie. Długo ignorowała sygnały

Miniony rok wokalistka wielokrotnie określała jako jeden z najtrudniejszych w swoim życiu. W rozmowach z mediami ujawniała, że przez lata miała być okradana przez osobę, której ufała bezgranicznie. Jak wynikało z jej relacji, sprawa dotyczyła finansów jednej z firm należących do artystki.

W wywiadzie dla Wirtualnej Polski Górniak przyznała, że długo ignorowała sygnały ostrzegawcze. Tłumaczyła to brakiem wiedzy księgowej i nadmiarem obowiązków. „Niestety muszę przyznać, trochę ze wstydem, po prawie trzech latach intuicji, że nie wszystko się zgadza w mojej księgowości” — mówiła otwarcie.

Przełom miał nastąpić w połowie roku, gdy artystka zorientowała się, że nie chodzi o drobne nieścisłości, lecz o poważny problem. Z jej słów wynikało, że za całym procederem stała księgowa zatrudniona w łódzkiej firmie Górniak, której powierzono prowadzenie spraw finansowych. „W połowie roku dowiedziałam się, że byłam okradana. Narosło bardzo dużo różnych problemów przez kilka lat. Przy okazji jestem naprawdę szczerze wdzięczna Urzędowi Skarbowemu w Łodzi, który bardzo mi pomógł. Pomogła mi policja” — podkreślała wokalistka. Sprawa została zgłoszona odpowiednim służbom i trafiła do prokuratury.

Dramatyczne wyznanie o zdrowiu i kobiecym zaufaniu

Edyta Górniak nie ukrywała, że cała sytuacja odbiła się także na jej zdrowiu. Szczególnie bolesny był dla niej fakt, że zawiodła ją inna kobieta.

„Bardzo trudny temat. Powiem wprost. Jestem kobietą, matką, samotnie wychowuję mojego syna. Nie mam męża, brata, ojca. Szkoda, że kobieta kobiecie, bo to była pani księgowa potrafi z premedytacją po prostu doprowadzić do takiej sytuacji, że mam stan przedzawałowy. A naprawdę tak było w tym roku” — wyznała.

Zbadali, ale coś zupełnie innego, niż sugerowały słowa artystki

Gdy sprawa trafiła do prokuratury, okazało się jednak, że przedmiotem postępowania nie było rzekome wieloletnie okradanie piosenkarki. Śledztwo, jak informuje „Fakt”, dotyczyło podejrzenia ukrywania dokumentów księgowych po rozwiązaniu umowy z firmą prowadzącą księgowość Edyty Górniak.

Postępowanie obejmowało okres od sierpnia do listopada 2025 r. i zostało wszczęte na podstawie art. 276 Kodeksu karnego. W jego trakcie zabezpieczono dokumentację i przesłuchano świadków.

Jest decyzja prokuratury

Finał sprawy okazał się inny, niż mogły sugerować medialne wypowiedzi artystki. Prokuratura zdecydowała o umorzeniu postępowania.

„Postępowanie zostało umorzone postanowieniem zatwierdzonym przez prokuratora z Prokuratury Rejonowej Łódź-Śródmieście w dniu 30 grudnia 2025 r. Powodem był brak w czynie znamion czynu zabronionego. Z informacji widniejących w aktach wynika, że postępowanie doprowadziło do zwrotu brakujących dokumentów. Decyzja o umorzeniu nie jest prawomocna. Przyjęty w opisie czynu czasookres wynika z faktu, iż w sierpniu 2025 r. Edyta G. rozwiązała umowę z podmiotem, który prowadził jej księgowość” — przekazał „Faktowi” prok. Paweł Jasiak, rzecznik prokuratury w Łodzi.

Czytaj też:
„Że komuś w mordę dałam?”. Doda wściekła po atakach w sieci
Czytaj też:
Wieniawa wściekła po aukcji WOŚP. „Te komentarze są przerażające”

Źródło: WPROST.pl