Bartosz Gelner w „Pytaniu na śniadanie” nawiązał do Tuska. Prowadzący zaniemówili

Bartosz Gelner w „Pytaniu na śniadanie” nawiązał do Tuska. Prowadzący zaniemówili

Bartosz Gelner
Bartosz Gelner Źródło: Newspix.pl
W niedzielnym wydaniu śniadaniówki TVP doszło do zaskakującej sytuacji. Bartosz Gelner nie gryzł się w język.

Kilka dni temu ogłoszono, że nową szefową „Pytania na śniadanie” została Kinga Dobrzyńska, która z Telewizją Polską jest związana od 1993 roku. Chociaż nie ujawniła ona planowanych zmian w formacie, widzowie mogą już zaobserwować pierwsze nowości. Przede wszystkim w sobotę 6 stycznia w śniadaniówce na kanapie zasiadły pary homoseksualne i po raz pierwszy od ośmiu lat ich nie oczerniano. Co więcej, dzień później też doszło to niecodziennej sytuacji.

Bartosz Gelner o Tusku w „Pytaniu na śniadanie”

W niedzielę 7 stycznia o 20:20, na antenie TVP1 zostanie pokazany pierwszy odcinek nowego serialu historycznego pt. „Zatoka szpiegów”. Obraz ten przenosi widzów do Gdyni i Gdańska w 1940 roku, a kluczową postacią jest młody oficer, który staje się szpiegiem dla aliantów. W główną rolę Franza Neumanna wcielił się Bartosz Gelner.

W związku z premierą owej produkcji na antenie Telewizji Polskiej, aktora zaproszono do „Pytania na śniadanie”. 35-latek pojawił się w śniadaniówce TVP po raz pierwszy od ośmiu lat i nie potrafił ukryć swojej ekscytacji. Od samego początku rozmowy w studio zwracał na siebie uwagę i cały czas się rozglądał. Z kolei gdy został przedstawiony przez prowadzących (którymi byli Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski), skomentował swoją długą nieobecność u publicznego nadawcy. Przy okazji nawiązał do odgrywanej przez siebie postaci w serialu i... Donalda Tuska.

– Ja to dzisiaj w ogóle jestem taki podekscytowany, żeby nie powiedzieć podniecony po prostu, że jestem tu u państwa w „Pytaniu na śniadanie”, co jest niesamowitym doświadczeniem. Szczególnie po ośmiu latach mojej nieobecności tutaj. A przyszedłem jako szpieg i to jeszcze niemiecki, czyli najgorzej, i to jeszcze z Trójmiasta – powiedział.

Widać było, ze prowadzący nie wiedzieli, jak zareagować na jego słowa. – Ale polskiego pochodzenia – wtrąciła jedynie Cichopek. – Dobrze, że nie nazywam się Donald, tylko Franz – dodał Bartosz Gelner, po czym zapadła cisza. Prezenterzy przemilczeli ten komentarz, starając się panować nad mimiką. Finalnie, po kilku sekundach, aktor zaczął opowiadać o serialu.

Czytaj też:
Gelner zażartował z Jana Pawła II? Prowadzący złapał się za głowę
Czytaj też:
„Z samotnością jest jak z depresją”. Bartosz Gelner dla „Wprost” o roli w „Pokoleniu Ikea”

Opracowała:
Źródło: WPROST.pl / Plejada