„Problem trzech ciał” – recenzja. Twórcy „Gry o tron” znów dokonali niemożliwego

„Problem trzech ciał” – recenzja. Twórcy „Gry o tron” znów dokonali niemożliwego

„Problem trzech ciał”
„Problem trzech ciał” Źródło: Netflix
„Problem trzech ciał” ugruntuje mocną już pozycję duetu twórców „Gry o tron”. Dostaliśmy kolejny spektakl, od którego naprawdę trudno się oderwać.

Fanom sci-fi z pewnością obiła się o uszy trylogia „Problem trzech ciał” Liu Cixina, a tych, którzy nie są miłośnikami gatunku, do serialu przyciągnąć mogą znane nazwiska twórców. David Benioff i D.B. Weiss wracają w końcu z nowym projektem po wieloletnim sukcesie i trudnym do przełknięcia przez fanów zakończeniu „Gry o tron”. Współpracują przy tym z Alexandrem Woo, którego widzowie kojarzyć mogą z serii „Terror” czy „Czystej krwi”. Wśród producentów wykonawczych są też bardzo znane w Hollywood nazwiska, w tym Brad Pitt z ramienia Plan B Entertainment czy Rosamund Pike z Primitive Streak.

Powieść, której serialowa adaptacja zawitała właśnie na , Liu Cixin wydał w 2006 roku, jako pierwszą część cyklu „Wspomnienie o przeszłości Ziemi”. Książka otrzymała prestiżowe nagrody Hugo i Kurda Lasswitza, a później nominowana była też do Nebuli, Locusa, Prometeusza i Campbella.

Pozycja ta uważana jest za bardzo trudną do zekranizowania. Nie jest to jednak pierwsza taka próba. 30-odcinkową serię telewizyjną stworzyli wcześniej Yang Lei i Vincent Yang w rodzimych Chinach Liu Cixina. Powstała także adaptacja filmowa, która – wedle mojej wiedzy, wciąż jednak nie doczekała się swojej premiery.

W netfliksowej wersji większość akcji książki z Pekinu przeniesiona zostaje do Londynu, ponadto mamy do czynienia z międzynarodową obsadą, wśród których są:

  • Benedict Wong jako Da Shi – oficer wywiadu, badający przypadki tajemniczych zgonów wśród naukowców
  • Jess Hong jako Jin Cheng – fizyczka teoretyczna, która dąży do uzyskania odpowiedzi na najważniejsze pytania Wszechświata
  • Eiza González jako Auggie Salazar – pionierka nanotechnologii, zmuszona porzucić swoją pracę przez ultimatum postawione przez obcą cywilizację
  • Jovan Adepo jako Saul Durand – najbardziej utalentowany lecz najmniej zdeterminowany fizyk w grupie
  • Alex Sharp jako Will Downing – naukowiec, który porzucił wielką karierę, aby nauczać w szkole
  • John Bradley jako Jack Rooney – wygadany i uroczy naukowiec, który wykorzystał naukę do tego, by zbudować warte miliony funtów imperium przekąskowe
  • Rosalind Chao jako Ye Wenjie – genialna astrofizyczka, która pojawia się zarówno w scenach z przeszłości, jak i teraźniejszości i miała bezpośredni wpływ na to, z czym zmaga się świat
  • Liam Cunningham jako Thomas Wade – przywódca najbardziej elitarnej grupy wywiadowczej na świecie

Przy budżecie w wysokości 160 mln dolarów poprzeczka postawiona jest bardzo wysoko. Jednak już na etapie castingu udało się doborowo połączyć nieznane nazwiska z bardzo popularnymi aktorami, także tymi, których oglądać mogliśmy w „Grze o tron”. W czasach, gdy pochłaniamy krótkie treści w internecie z niespotykaną dotąd częstotliwością, czas, w którym przeciętny widz potrafi skupić sie na odcinku serialu, znacząco się skraca. W przypadku „Problemu trzech ciał” twórcy zaryzykowali – jeden odcinek trwa 56 minut. Uważam, że była to słuszna decyzja i zapewniam, że nie będziecie mieć ochoty wyciągnąć w trakcie seansu telefonu, aby między czasie ogarnąć maila czy pograć w Candy Crush. Fabuła pochłania widza, bo dzieje się naprawdę dużo.

Serial opowiada o brzmiennej w skutkach decyzji podjętej przez młodą kobietę, która rozchodzi się echem w czasie i przestrzeni, a jej konsekwencje wydają się nie mieć końca. Mamy dwie linie czasowe – jedną osadzoną w Chinach w latach 60. XX wieku, drugą w czasach współczesnych. Do tego wybrani bohaterowie pokazują nam świat przedstawiony w grze VR. Jest dużo o fizyce, trochę o historii Chin i od groma na temat ludzkich relacji. „Problem trzech ciał” nie cenzuruje nam życia i jest wielką alegorią tego, z czym na co dzień zmagamy się sami. W trakcie seansu uświadamiamy sobie, że serial niesie za sobą prosty przekaz – każdy z nas ponosi konsekwencje nie tylko wyborów naszych przodków, ale też światowych elit czy rządzących. Pokazuje nam też, ile my sami możemy zrobić dla przyszłych pokoleń, nawet na własnym, małym podwórku. Nie jest to jednak nachalna myśl serialu, a coś, z czym każdy zetknie się w jego różnych momentach, w odbiciu o własną wrażliwość.

Dlatego właśnie fakt, że większość z nas pewnie nie zrozumie za wiele z rozmów naukowców na temat różnych spraw dotyczącej szeroko pojętej fizyki, może tu nie mieć za dużego znaczenia. Benioff, Weiss i Woo z poszanowaniem materiału źródłowego pokazują nam podstawy zagadnień, jednak skupiają się przede wszystkim na uczuciach, człowieczeństwie, ludzkiej naturze, badaniu granic między dobrem a złem oraz zmuszają do kontemplacji nad naszym życiem. „Problem trzech ciał” jest powiewem świeżości, którego od dawna potrzebowaliśmy.

10/10. Polecam i czekam na kolejne części.

Czytaj też:
„Problem trzech ciał” już na Netflix. Poznajcie bohaterów serii
Czytaj też:
Te tytuły zadebiutują w tym tygodniu na Netflix. W końcu obejrzymy „Problem trzech ciał”!