W podcaście „Żurnalisty” Leszek Lichota wrócił do momentu, gdy zawodowa ambicja niemal kosztowała go zdrowie, a być może i życie.
Początki kariery i życie na dwa miasta
Leszek Lichota to dziś jeden z najbardziej charakterystycznych aktorów swojego pokolenia. Widzowie znają go z „Watahy”, nowej wersji „Znachora”, a także z produkcji takich jak „Prawo Agaty” czy „Dziki”. W rozmowie nie opowiadał jednak o kulisach znanych projektów, lecz o czasie, gdy próbował utrzymać się w zawodzie.
W podcaście wrócił też do castingu do serialu „Na Wspólnej”. Choć samo przesłuchanie po latach określił jako „kuriozalne”, role dostał, co bardzo go ucieszyło. Mnie to, że musiał łączyć pracę na planie serialu z pracą w teatrze w Poznaniu. Najpierw dojeżdżał pociągami, później, gdy już kupił samochód, zaczął pokonywać trasę autem. To właśnie ten okres okazał się najbardziej ryzykowny, a nawet mógł się — nie tylko dla aktora — skończyć tragicznie.
Dramatyczne chwile za kierownicą. „Zdarzyło mi się zasnąć”
Lichota przyznał, że w tamtym czasie zmęczenie organizmu było tak duże, iż zdarzało mu się zasypiać za kierownicą. „Chyba rok jeszcze jakoś jeździłem z Poznania albo porannym pociągiem na zajęcia i wracałem na wieczór na spektakl. A potem, jak już samochód sobie sprawiłem, to samochodem, ale samochodem niechętnie, bo było tak wcześnie, że zasypiałem” — wyznał.
I dodał: „Zdarzyło mi się ze dwa razy zasnąć w trakcie jazdy, także zmieniłem pas i się ocknąłem na innym pasie, więc raczej pociągiem i dopiero później nastąpił reset”.
Dziś mówi o tym wprost: zawodowa determinacja potrafi mieć bardzo wysoką cenę. W jego przypadku skończyło się na strachu i zmianie decyzji. Granica między ambicją a ryzykiem okazała się jednak niebezpiecznie cienka.
Czytaj też:
Robert Carradine nie żyje. Aktor od lat walczył z chorobą psychicznąCzytaj też:
Rodzina Violetty Villas zabrała głos w sprawie filmu. Jasne stanowisko
