Krystyna Romanowska: Co to znaczy zrobić dziś dobry festiwal? Taki, z którego wszyscy wyjadą zadowoleni?
Artur Rojek: Nie ma takich festiwali. Po prostu nie ma. Zupełnie inaczej patrzy na to organizator, a inaczej uczestnik. Dla osoby, która kupiła bilet, najważniejsze jest to, co zobaczy, co zje, jaki kupi merch, gdzie będzie spał i jak będzie działała cała infrastruktura. To jest naturalne. Tak właśnie powinno być. Organizacja festiwalu kończy się dla niego na tym, co widzi i czego doświadcza. Tymczasem dla organizatora najważniejsze są rzeczy całkowicie niewidoczne: formalności, logistyka, koordynacja setek ludzi, dopilnowanie tysięcy szczegółów i sprawienie, żeby wszystko zadziałało dokładnie wtedy, kiedy powinno. To właśnie ta niewidzialna część pracy jest najtrudniejsza.
Patrzysz na OFF Festival z perspektywy dziewiętnastu lat. Co najbardziej zmieniło się w byciu organizatorem?
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
