Rojek zaskakuje po 19 latach OFF Festivalu: Dziś prawdopodobnie bym tego nie zrobił

Rojek zaskakuje po 19 latach OFF Festivalu: Dziś prawdopodobnie bym tego nie zrobił

Artur Rojek
Artur Rojek Źródło: Facebook / Artur Rojek
Dzieci były małe, usypialiśmy je, wchodziliśmy na górę i do późnej nocy siedzieliśmy przy komputerach. Nie wspominam tego jako romantycznego czasu, za którym dziś szczególnie tęsknię. To była po prostu bardzo ciężka praca – mówi Artur Rojek o początkach OFF Festivalu.

Krystyna Romanowska: Co to znaczy zrobić dziś dobry festiwal? Taki, z którego wszyscy wyjadą zadowoleni?

Artur Rojek: Nie ma takich festiwali. Po prostu nie ma. Zupełnie inaczej patrzy na to organizator, a inaczej uczestnik. Dla osoby, która kupiła bilet, najważniejsze jest to, co zobaczy, co zje, jaki kupi merch, gdzie będzie spał i jak będzie działała cała infrastruktura. To jest naturalne. Tak właśnie powinno być. Organizacja festiwalu kończy się dla niego na tym, co widzi i czego doświadcza. Tymczasem dla organizatora najważniejsze są rzeczy całkowicie niewidoczne: formalności, logistyka, koordynacja setek ludzi, dopilnowanie tysięcy szczegółów i sprawienie, żeby wszystko zadziałało dokładnie wtedy, kiedy powinno. To właśnie ta niewidzialna część pracy jest najtrudniejsza.

Patrzysz na OFF Festival z perspektywy dziewiętnastu lat. Co najbardziej zmieniło się w byciu organizatorem?

Artykuł został opublikowany w 33/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.