Kacper Kuszewski: W zeszłym roku zdiagnozowano u mnie ADHD

Kacper Kuszewski: W zeszłym roku zdiagnozowano u mnie ADHD

Kacper Kuszewski
Kacper Kuszewski Źródło: Paweł Paprocki
W Polsce zaczęto mówić o tej przypadłości dopiero jak kończyłem studia, wtedy też stwierdziłem, że na pewno miałem ją w dzieciństwie – wszystkie symptomy się zgadzały – tym bardziej, że uważano, że to choroba wieku dziecięco i się z niej wyrasta. Dziś już wiemy, że to cecha neurologiczna na całe życie. W dorosłym życiu często przejawia się w inny sposób niż w dzieciństwie np. w postaci perfekcjonizmu. Poszedłem to sobie zdiagnozować, bo do dziś mam pewne problemy w funkcjonowaniu związane z ADHD – wyznał Kacper Kuszewski. – Bardzo niewygodnie czuję się uwięziony w wizerunku, który mam, szkoda mi jednak czasu, żeby to zmienić, kształtować i próbować przekonywać świat, że jestem kimś innym, ale prawda jest taka, że ja nie jestem taki grzeczny, spokojny i „od do” – dodał.

Katarzyna Burzyńska-Sychowicz, „Wprost”: Jak wyglądało pana dzieciństwo w artystycznym domu?

Kacper Kuszewski: Mama była aktorką, tata reżyserem i aktorem teatralnym. Razem ze starszą o cztery lata siostrą zostaliśmy zapisani przez rodziców do szkoły muzycznej i oboje ją ukończyliśmy. 12 lat nauki – moja siostra grała na skrzypcach, ja początkowo na fortepianie, następnie na klarnecie. W dzieciństwie moim placem zabaw było zaplecze teatru, garderoby, magazyny rekwizytów… Oczywiście na tyle, na ile mi na to pozwalano – szybko musiałem nauczyć się zasad panujących za kulisami, wiedziałem, jak się zachowywać. Dużo czasu spędzałem też na widowni, oglądając próby czy spektakle, również te dla dorosłych.

Teatr był moim nawet nie drugim, ale pierwszym domem, mam z tego okresu bardzo intensywne wspomnienia. Jednocześnie towarzyszyła mi muzyka – tak się rozgrywało moje dzieciństwo.

Teatr i muzyka jako składowe dzieciństwa to było błogosławieństwo czy przekleństwo?

Zawsze są plusy i minusy; z perspektywy czasu wiem, że teatr był bezdyskusyjnym plusem – to był mój żywioł, mój świat, miejsce, gdzie czułem się bezpiecznie, tam powstawała inna, niecodzienna, ciekawsza rzeczywistość. A jeżeli chodzi o szkołę muzyczną, to wtedy dla mnie, dziecka ruchliwego i nadpobudliwego, siedzenie przed instrumentem godzinami było torturą. Natomiast dziś niezwykle wysoko to cenię, bo to też mnie ukształtowało. W szkole muzycznej była zupełnie inna hierarchia wśród dzieciaków: nie było ważne, jak wyglądasz, ile pieniędzy mają twoi rodzice, czy jesteś popularny, liczyło się, jak grasz na instrumencie. Kiedy komuś szło dobrze, był szanowany, ceniony i ludzie się z nim liczyli.

Czyli miarą człowieka był talent. Panu mówiono, że go pan ma?

Mówiono mi, że jestem muzykalny, ale nauczyciele twierdzili też, że jestem leniwy. W zeszłym roku zdiagnozowano u mnie ADHD. W Polsce zaczęto mówić o tej przypadłości dopiero jak kończyłem studia, wtedy też stwierdziłem, że na pewno miałem ją w dzieciństwie – wszystkie symptomy się zgadzały – tym bardziej, że uważano, że to choroba wieku dziecięco i się z niej wyrasta. Dziś już wiemy, że to cecha neurologiczna na całe życie. W dorosłym życiu często przejawia się w inny sposób niż w dzieciństwie np. w postaci perfekcjonizmu. Poszedłem to sobie zdiagnozować, bo do dziś mam pewne problemy w funkcjonowaniu związane z ADHD.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.