Cary-Hiroyuki Tagawa, ikona „Mortal Kombat” i „Człowieka z Wysokiego Zamku” zmarł w wieku 75 lat. Aktor zmarł w Santa Barbara, otoczony rodziną, a przyczyną były powikłania po udarze. Jego menedżerka, Margie Weiner, potwierdziła te informacje w emocjonalnym oświadczeniu. „Cary był wyjątkową osobą: hojny, troskliwy i bezgranicznie oddany swojej pracy. Jego strata jest nieoceniona. Moje serce jest z jego rodziną, przyjaciółmi i wszystkimi, którzy go kochali” – napisała.
Cary-Hiroyuki Tagawa nie żyje. Daleką miał drogę na szczyt
Choć debiutował wcześniej, przełom nastąpił w 1987 roku, kiedy pojawił się w „Ostatnim cesarzu” Bernardo Bertolucciego, filmie nagrodzonym Oscarami. Od tamtej pory jego nazwisko stało się rozpoznawalne w całym Hollywood. Grał w superprodukcjach takich jak „Pearl Harbor”, „Planeta małp” i „Licencja na zabijanie”. Publiczność kojarzyła go przede wszystkim z wyrazistymi, często mrocznymi postaciami. Jedną z najgłośniejszych była rola Shang Tsunga w „Mortal Kombat”, która do dziś ma status kultowej. W pamięć widzów zapisał się również w serialu „Człowiek z Wysokiego Zamku”, gdzie pokazał zupełnie inne oblicze – spokojne, subtelne, pełne psychologicznej głębi. Zagrał w filmowej adaptacji "Tekkena", a także użyczył głosu w kilku grach, takich jak "Soldier Boyz", "Batman: Rise of Sin Tzu" czy "World of Warcraft: Legion".
Gwiazdor sztuk walki przegrał walkę z udarem
Tagawa urodził się w Tokio, jednak jako dziecko przeniósł się z rodziną na południe Stanów Zjednoczonych. Jego ojciec, urodzony na Hawajach, służył w amerykańskiej armii i był przenoszony z bazy do bazy. Sam aktor wspominał, że mieszkał również w Honolulu i na wyspie Kauai. W wywiadzie z 2004 roku opowiadał, że jego rodzice nadali mu imię po Carym Grancie, a jego bratu – po Gregorym Pecku. Matka, Ayako, była aktorką teatralną, jednak paradoksalnie to ona próbowała odwieść syna od aktorstwa. Powtarzała, że Azjaci rzadko dostają dobre role.
Zanim jako 36-latek zdecydował się wejść do branży, imał się przeróżnych zajęć: był rolnym robotnikiem sezonowym, kierowcą limuzyny, rozwoził pizzę ciężarówką, a nawet pracował jako fotoreporter. Doświadczenie spoza filmu, jak później mówił, zahartowało go i dało mu dystans do świata show-biznesu. W 2005 roku wypowiadał się szczerze o realiach pracy w Hollywood: „Dobrą wiadomością dla azjatyckich aktorów i Hollywood jest to, że jest lepiej niż kiedykolwiek, ale złą wiadomością jest to, że niewiele się zmieniło. Możliwości nie wzrosły aż tak bardzo, ale komercyjnie jest większa ekspozycja”.
Gwiazdor kina akcji studiował też różne rodzaje sztuk walki, ale odrzucił je, gdy zorientował się, że nie interesuje go sama rywalizacja. Zamiast tego stworzył własny system treningowy – Ninjah Sportz – oparty na ruchach sztuk walki, ale pomyślany jako narzędzie terapeutyczne i rozwojowe. Pracował z zawodowymi sportowcami, m.in. mistrzem świata WBC Brianem Vilorią, a także wspierał sportowców z drużyny futbolowej Uniwersytetu Hawajskiego.
Czytaj też:
Dramat Kazika Staszewskiego. Kult wstrząśnięty: „Był bliski końca drogi”Czytaj też:
Masłowska kontra Englert. Spór o „kanapki z hajsem” rozgrzał sieć
