Pawlicki czuje się zastraszany przez „obrońców życia”. „Grożą mi śmiercią”

Pawlicki czuje się zastraszany przez „obrońców życia”. „Grożą mi śmiercią”

Antoni Pawlicki
Antoni Pawlicki Źródło: Newspix.pl / Michał Pieściuk
– Po zatrzymaniu samochodu aktywistów pro-life wylało się na mnie wiadro pomyj. Nigdy nie doświadczyłem takiego hejtu– powiedział w rozmowie z „Twoim Stylem” aktor Antoni Pawlicki.

W wywiadzie, którego udzielił magazynowi „Twój Styl”, Antoni Pawlicki przyznał, że nigdy wcześniej nie doświadczył hejtu na taką skalę jak po zatrzymaniu furgonetki pro-life na ulicach Warszawy. – Samochód jeździ po mieście, a przechodnie słyszą homofobiczne hasła i teorie. Moim zdaniem to oszczerstwa, a komunikat jest skonstruowany tak, by oddziaływał na emocje, manipulował i skłócał ludzi. Całe zdarzenie nagrywałem. Część filmu zamieściłem w sieci – nie tę najbardziej drastyczną i wylało się na mnie wiadro pomyj. Nigdy nie doświadczyłem takiego hejtu – powiedział aktor.

Zatrzymanie furgonetki odbije się na karierze Pawlickiego?

Pawlicki podkreślił, że rozumie, iż każdy może mieć inne poglądy, ale nie oznacza to, że można obrażać drugą osobę. – Ludzie, rozumiem, że macie inne poglądy, ale żeby tak obrażać? Grozić mi śmiercią? Jak to się ma do postulatów obrony życia? – pytał. Aktor dodał, że liczy się również z konsekwencjami swojego postępowania w życiu zawodowym. – Obawiam się, że moi pracodawcy zaczną traktować mnie zbyt poważnie. Powiedzą: on nie będzie w tej roli wiarygodny, bo lata po mieście i zatrzymuje jakieś furgonetki. Czym innym są konsekwencje bronienia moich poglądów, które ponoszę ja, Antoni Pawlicki, osoba prywatna, a czym innym te, które ponoszę jako aktor – stwierdził.

Jak doszło do zatrzymania furgonetki?

Pod koniec listopada Antoni Pawlicki jechał ulicami Warszawy swoim autem marki Ford. W pewnej chwili zauważył furgonetkę oklejoną emblematami fundacji Pro-Prawo do Życia. Aktor postanowił uniemożliwić przejazd samochodu. Do jego akcji dołączyło dwóch rowerzystów. – Postanowiłem zatrzymać się na środku drogi w Warszawie, ponieważ zobaczyłem tę szatańską ciężarówkę, finansowaną przez Ordo Iuris, czyli zagraniczną sektę międzynarodową, neokatolicką, która znowu jeździ po Polsce… po Warszawie i rozwozi te szatańskie teorie – tłumaczył Pawlicki.

Na nagraniu opublikowanym na Instagramie widać, że w pewnej chwili do aktora podeszła kobieta twierdząc, że powinien odjechać. Odpowiedział, że zepsuł mu się samochód, a pani "jest na żywo w internecie". Kobieta odeszła deklarując, że ma zamiar wezwać policję. – Niech pani wzywa policję, nie mamy z tym problemu – powiedział. Antoni Pawlicki przyznał, że choć cała akcja, którą określił mianem "obywatelskiego zatrzymania" trwała około 8 minut, nie udało się całkowicie zatrzymać furgonetki. – Wszyscy się nawzajem filmujemy no i tyle z tego wyszło. Ja chyba jadę, bo mi się wydaje, że już wystarczającą szopkę zrobiliśmy. I tak tego nie powstrzymamy. Zróbmy obywatelskie zatrzymania co chwilę – zaapelował.

Czytaj też:
Odważne zdjęcie gwiazdy Polsatu. „W stroju kąpielowym przy - 20 stopniach”