Pogotowie wydało oświadczenie ws. śmierci Gabriela Seweryna. Tłumaczy, że ratownicy byli ofiarami

Pogotowie wydało oświadczenie ws. śmierci Gabriela Seweryna. Tłumaczy, że ratownicy byli ofiarami

Gabriel Seweryn
Gabriel Seweryn Źródło: Instagram / @gabriel_seweryn
Przedstawiciele Pogotowia Ratunkowego w Legnicy postanowili odnieść się do stawianych im zarzutów. Twierdzą, że nie mają sobie nic do zarzucenia.

We wtorek około godziny 18:00 stwierdzono zgon Gabriela Seweryna. Od tamtej pory wokół śmierci bohatera „Królowych życia” narosło sporo spekulacji, gdyż wcześniej tego dnia chciał, by karetka zabrała go do szpitala, jednak ratownicy medyczni mieli odmówić mu pomocy. W sieci krąży fragment jego transmisji na żywo na Instagramie, w którym widać, że był roztrzęsiony. – Przyjechali i co? Boże. Przyjechało pogotowie i cyrki odstawiają, zamiast mi pomóc. Mnie tu dusi i nikt nie chce mi nikt pomóc. (...) Ja naprawdę umrę. Chcę, żeby ludzie wiedzieli, jakie mam problemy. Jak mnie szykanują. Niech zobaczą, że to ja – krzyczał. Teraz pogotowie w Legnicy wydało oświadczenie i odniosło się do tych wydarzeń.

Oświadczenie pogotowia w Legnicy ws. Gabriela Seweryna

Choć Gabriel Seweryn miał we wtorek wezwać karetkę, pogotowie około godziny 13:30 mu nie pomogło, ponieważ – według ratowników – projektant i jego partner byli agresywni. Zaprzeczają temu jednak wypowiedzi świadków obecnych na miejscu wydarzenia, którzy przyglądali się całemu zajściu. Wiadomo, że medycy na miejsce wezwali wówczas policję, natomiast celebryta dojechał do szpitala taksówką. Finalnie około godziny 15:30 Gabriel Seweryn został przyjęty na SOR z objawami bólu w klatce piersiowej. – Wykonano badania laboratoryjne, podłączono pacjentowi płyny i podano mu leki. Po około dwóch godzinach, kiedy się już wydawało, że będzie lepiej, doszło do nagłego zatrzymania krążenia – tłumaczyła rzeczniczka Głogowskiego Szpitala Powiatowego Ewa Todorov.

Przebieg sprawy wywołał falę negatywnych komentarzy nie tylko wobec partnera bohatera „Królowych życia”, ale także Pogotowia Ratunkowego w Legnicy. W piątek 1 grudnia przedstawiciele placówki postanowili odnieść się do stawianych im zarzutów i opublikowali w mediach społecznościowych oświadczenie. Wyjaśniają w nim, że takie postępowanie – udzielanie pomocy medycznej w asyście policji – jest standardową procedurą w przypadku osób zachowujących się agresywnie. Wszystko po to, by udzielić odpowiedniej pomocy, ale równocześnie zadbać o bezpieczeństwo medyków.

„W związku z zaistniałym zdarzeniem w dniu 28 listopada 2023 w Głogowie Pogotowie Ratunkowe w Legnicy informuje, że: udzieliliśmy pomocy medycznej pacjentowi w zakresie, na jaki pacjent pozwolił; ratownicy Zespołu Ratownictwa Medycznego stali się ofiarami agresji; bezpieczeństwo naszych ratowników jest najwyższym priorytetem; udzielając pomocy, ratownik powinien w pierwszej kolejności zadbać o bezpieczeństwo swoje, a następnie o bezpieczeństwo poszkodowanego i świadków zdarzenia” – czytamy w pierwszej części wpisu.

W kontynuacji pogotowie podkreśliło, że ratownicy byli gotowi do udzielenia pomocy, lecz do tego potrzebna była obecność policjantów. Ci jednak zjawiła się na miejscu dopiero wtedy, gdy celebryta już je opuścił. „Zespoły ratownictwa medycznego nie odmawiają pomocy nawet wtedy, gdy narażone są na agresję, wymagają wtedy jednak wsparcia funkcjonariuszy Policji. Taka sytuacja miała miejsce podczas opisywanego zdarzenia. Zespół mimo zagrożenia oczekiwał na pomoc, która była konieczna, aby skutecznie i bezpiecznie wykonać medyczne czynności ratunkowe. Wszystkie wpisy w mediach społecznościowych z niepotwierdzonymi informacjami godzącymi w imię naszej firmy zostaną zgłoszone do Prokuratury” – oświadczyło Pogotowie Ratunkowe w Legnicy.

facebook

Komentarze internautów na temat śmierci bohatera „Królowych życia”

Większość osób jest wzburzonych zachowaniem ratowników. W sieci możemy przeczytać m.in. komentarze: „Nie odpuszczają. Na filmach widać co innego”, „Facet umarł, ale ofiarami stali się oni” czy „Gabriel stał się ofiarą śmiertelną niekompetencji ratowników”. Niektórzy jednak mają odmienne zdanie i bronią medyków. Jedną z takich osób jest Jan Świtała, autor książek „Polski SOR. Uwaga, będzie bolało” i „Halo, pogotowie? Jak ratować życie i nie przesadzić”. W mediach społecznościowych stwierdził, że medycy nie zasłużyli na krytykę, jaka ich spotkała.

„Bezpieczeństwo ratującego jest najważniejsze. Fundamentalną zasadą, której jesteśmy uczeni na studiach, jest to, że jeżeli czujemy, że nie jest bezpiecznie, to robimy krok do tyłu. Tak samo zachowa się każdy medyk i medyczka ratunkowa na całym świecie. Każdy i każda z nas ma do kogo wracać z dyżurów. (…) Głęboko solidaryzuje się z Ratownikami Medycznymi z Legnicy. Nie zgadzam się na obrzucanie ich błotem, tylko dlatego, że ktoś miał okazję ponieść konsekwencje własnych wyborów. Nie są mordercami, ich postępowanie nie miało żadnego wpływu na dalsze losy denata” – napisał w poście.

Czytaj też:
Reżyser „Królowych życia” nie utrzymywał kontaktu z Gabrielem Sewerynem. „Bardzo żałuję”
Czytaj też:
Krzysztof Ibisz o śmierci Gabriela Seweryna. „Co jest z nami nie tak?”

Opracowała:
Źródło: WPROST.pl