Doda ujawnia bagno w schronisku w Bytomiu. „Maltretowanie zwierząt na porządku dziennym”

Doda ujawnia bagno w schronisku w Bytomiu. „Maltretowanie zwierząt na porządku dziennym”

Doda walczy o poprawę bytu schroniskowych zwierząt
Doda walczy o poprawę bytu schroniskowych zwierząt Źródło: Instagram / Doda
Przez lata panowała zmowa milczenia. Doda ruszyła do akcji i poleciały pioruny. Gwiazda wypunktowała i wyciągnęła na światło dzienne obrzydliwe praktyki, do jakich dochodzi na styku polityki i biznesu, przez które giną niewinne zwierzęta.

Od pewnego czasu w całej Polsce grzmi o dramacie w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Bytomiu. Zawrzało, kiedy do akcji ruszyły gorące nazwiska polskiego show-biznesu. I miłośnicy zwierząt, gdyby ktoś nie pamiętał.

Plejada gwiazd w Bytomiu. Ruszyli na pomoc zwierzętom

O skandalicznych warunkach, w jakich w prywatnej placówce, prowadzonej od 2014 roku przez firmę należącą do Anny Kornas, przebywają psy i koty, alarmowali wolontariusze, społecznicy oraz lokalni politycy. „Zwierzęta są dręczone. Żyją w przepełnionych kojcach, które od lat pozostają niewyremontowane. Psy brodzą wokół własnych odchodów. Fekalia znajdują się nawet w wodzie, a szczury defekują do żywności” – grzmiał w rozmowie z Onetem bytomski radny Maciej Bartków (PiS). Polityk wspomniał też o zwierzętach z poderżniętym gardłem i o psie, którego żywcem zamknięto w chłodni. Naprawdę głośno o niewyobrażalnym skandalu zrobiło się, kiedy do akcji wkroczyli celebryci.

Z interwencją do Bytomia przyjechała Laluna. Znana z reality show „Królowe życia”, influencerka i zawodniczka freak fightów nie potrafiła ukryć emocji na miejscu i podczas transmisji na żywo w mediach społecznościowych, opowiadając historię psa Baxtera, od dawna kulejącego, ze śrutem w łapie, którym nie zainteresował się nikt z opiekunów w schronisku. Tym razem to słynąca z kontrowersyjnych zachowań i używania mocnych słów celebrytka musiała uspokajać wściekły — po tym, co zobaczyli i o czym sami wiedzą — licznie zgromadzony przed schroniskiem tłum miłośników zwierząt.

Do Bytomia na ratunek zwierzętom ruszył także Arkadiusz Tańcula, aktor, znany głównie z serialu „Lombard. Życie pod zastaw”, ale przede wszystkim bardzo popularny zawodnik freak fightów i influencer, występujący w galach takich jak "FAME MMA”, czy "Prime Show MMA". Prawdziwe szambo wylało się na światło dzienne, kiedy do akcji ruszyła Doda, od lata znana z tego, że los naszych braci mniejszych wyjątkowo leży jej na sercu.

„Jedna wielka pseudo-mafia powiązań”

Królowa polskiej sceny weszła tam, wbiła szpilę tam, gdzie inni się bali, lub zwyczajnie byli ignorowani. Na sam czubek góry lodowej, spotykając się twarzą w twarz z prezydentem miasta Bytomia Mariuszem Wołoszem i kierowniczką schroniska Anną Kornas. Gwiazda nie kryła targających nią ogromnych emocji. – „Niesamowite, jak pani potrafi ukrywać tak straszne rzeczy z taką kamienną twarzą!” – grzmiała artystka, patrząc prosto w oczy kobiecie, której zarzuca się nieludzkie traktowanie podopiecznych. – „Jesteś okropna, w piekle spłoniesz!” – wypaliła w końcu, wyraźnie przełykając łzy.

Trudno zresztą powstrzymać się od płaczu, widząc twarde i przerażające dowody, jakie przyniosła i przytoczyła na spotkaniu Doda. Z przedstawionych przez piosenkarkę raportów wynika, że w schronisku dochodziło do masowych, nieuzasadnionych eutanazji zdrowych zwierząt.

– „Pani uśpiła psa, który przeżył w chłodni dwa dni z zawiązanym pyskiem!” – krzyczała Doda. Kiedy kierowniczka próbowała oponować, twierdząc, że to były „tylko dwie, trzy godziny”, piosenkarka nie wytrzymała: „Dwie, trzy godziny w chłodni? Mogę panią zamknąć na dwie, trzy godziny w chłodni?!”.

Wstrząsające opisy nie miały końca. Mowa była o psach z poderżniętymi gardłami, kotach z pogruchotanymi miednicami i zwierzętach, którym wpisywano fikcyjne diagnozy, byle tylko pozbyć się „problemu”. – „Chciałabym zobaczyć, jaki on (weterynarz — przyp.red.) ma rezonans, że stwierdza nowotwory mózgu! [...] To jest jedna wielka pseudo-mafia powiązań polityczno-biznesowych!” – oskarżała Doda [14:03].

Schronisko dla zwierząt „maszynką do zarabiania pieniędzy” i „pralnią faktur”?

Sporo smrodu wprowadził wątek finansowy. Doda, przygotowana do spotkania niczym rasowy prawnik z amerykańskiego filmu, z plikiem faktur, punktowała każdą nieprawidłowość. W trakcie spotkania pada konkretne oskarżenie m.in. o fakturę z marca 2025 roku na drewniane budy za ponad 12 tysięcy złotych, których Doda nie mogła doliczyć się w schronisku. Zamiast nich, według relacji piosenkarki, na posesji kierowniczki miało pojawić się jacuzzi. „Gdzie są te budy? Bo na razie to stoi u pani jacuzzi na tę fakturę wystawioną!” – grzmiała Doda podczas spotkania. „Pani chce mi powiedzieć, że kupiła budy za 3000 złotych za sztukę? Ja zamawiam po 100 bud dziennie i najdroższa kosztuje tysiąc!” – wyliczała.

Kolejnym kontrowersyjnym punktem był zakup garażu, który miał zostać sfinansowany ze środków Stowarzyszenia Pomocy Porzuconym i Dręczonym Zwierzętom. Doda przytoczyła fakturę z października 2023 roku na kwotę 30 tys. złotych za garaż, który według jej wiedzy nigdy nie powstał na terenie schroniska, a zamiast tego stoi przy prywatnym domu kierowniczki. Gdy Anna Kornas próbowała się bronić, twierdząc, że ma prawo postawić garaż na własnym terenie, Doda natychmiast ucięła dyskusję stwierdzeniem, że sprawę tę będzie musiał wyjaśnić urząd skarbowy oraz prokuratura.

Podsumowanie jest wyjątkowo wstrząsające. „Miasto Bytom ci tego nie wybaczy! Pieniądze to nie wszystko, musisz sobie spojrzeć w twarz pod koniec życia” – powiedziała już spokojnie patrząc prosto w oczy Anny Kornas.

Wizyta w samym schronisku była dla artystki ciosem prosto w serce. Mimo że przed jej przyjazdem próbowano „posprzątać” i ukryć krew oraz odchody, o których mowa w notatkach służbowych, Doda nie dała się nabrać na „pudrowanie rzeczywistości”. – „Mam złamaną psychikę przez to... Nie sądziłam, że tyle schronisk jest prowadzonych przez sadystów! To biznes, gdzie krzywda zwierząt jest najbardziej opłacalna” – wyznała łamiącym się głosem.

„Panie prezydencie, niektórzy politycy nie mają serca”

Gwiazda nie oszczędziła też prezydenta Bytomia, stawiając Mariusza Wołosza pod ścianą i oskarżając o wieloletnie zaniedbania. Doda podkreśliła na spotkaniu, że mieszkańcy od lat słali dowody na patologie, a on nie reagował. „Mieszkańcy pana miasta od kilku lat bezskutecznie proszą o pomoc [...] i nic. W końcu osoby sławne [...] muszą same wziąć sprawy w swoje ręce” – przyznała.

Piosenkarka postawiła też jasne żądania. Naciskała na prezydenta, by ten zagwarantował, że schronisko nie zostanie przejęte przez kolejną „spółkę-słupa” powiązaną z obecną kierowniczką. Domagała się transparentnego przetargu opartego na miłości do zwierząt, a nie na „pralni pieniędzy”. „Panie prezydencie, ja wiem, że niektórzy politycy nie mają serca... Jak można tak robić zwierzętom?!” – rzuciła niemal już płacząc.

Co na to Kornas i Wołosz? Zastosowali pozycję żółwia. Schowani w sobie przyjęli postawę defensywną, tłumacząc się literą prawa i polityczną nowomową – „Podjęliśmy kroki, kontrole nie wykazały nieprawidłowości, czekamy na reakcję prawników” – co momentami doprowadzało Dodę do jeszcze większej frustracji. W końcu prezydent Wołosz wielokrotnie próbował skierować rozmowę na inne tory, skupiając się na zapowiedzianej na sobotę akcji adopcyjnej, prosząc Dodę o pomoc w znalezieniu domów dla psów, co miało być „bezpiecznikiem” dla zwierząt w tym trudnym okresie przejściowym.

Co dalej? Prezydent rozwiązuje umowę, zarządca uderza w urząd

Doda zwróciła się bezpośrednio do prokuratury oraz Urzędu Skarbowego. „Bardzo proszę Urząd Skarbowy i prokuraturę o pilne sprawdzenie tych faktur. Wszystkie numery faktur mam ja” – mówiła. Do wszystkich wystosowała bardzo ważny apel, by nie ulegać tzw. emocjonalnym adopcjom, nie rzucać się instynktownie na ratunek zwierzętom, tylko dobrze przemyśleć, czy jesteśmy gotowi na przyjęcie pod swój dach nowego stworzenia, czy zapewnimy mu odpowiednie warunki i aby na pewno — co najgorsze, ale często się zdarza — nie porzucimy przy pierwszych problemach.

Prezydent miasta Mariusz Wołosz 15 stycznia rozwiązał umowę z dotychczasowym operatorem schroniska. „Niepokoje społeczne, które wzbudza kwestia zarządcy, sprawiły, że Schronisko Bytom przestało spełniać swoją podstawową funkcję – nie jest już azylem dla zwierząt w trudnej sytuacji” – przekazał na swoim profilu w mediach społecznościowych. Jak się okazuje, na niewiele to się zdało, dwa dni później poinformował bowiem, iż „mimo żądania ze strony Miasta, zarządca bytomskiego schroniska odmówił otwarcia obiektu w sobotę, 17 stycznia”.

Zarządca schroniska nie tylko nie chce przyjąć wypowiedzenia, nie tylko się broni, ale przeszedł już do kontrofensywy. Całą sprawę sprowadza do ataków i pomówień pod swoim adresem. Czuje się pokrzywdzony, zwraca uwagę na winy urzędników miejskich i podkreśla, że stał się obiektem nieprawdopodobnego hejtu.

Nie ma winnych, są tylko pomówieni

Była kiedyś taka mocna piosenka z tekstem „nie ma winnych, są tylko zadziwieni, nie ma winnych, są tylko zaskoczeni” (zespół Abaddon – przyp.red.). W Bytomiu są „pomówieni”. Tak broni się zarządca w oświadczeniu — niepodpisanym — opublikowanym na profilu schroniska: „Decyzja podjęta wczoraj przez Prezydenta Miasta Bytomia, jest zarówno dla mnie, jak i moich pracowników niezrozumiała i oburzająca, a to z uwagi na fakt, iż narracja prowadzona ze mną przez Urząd Miasta w ostatnich miesiącach była zupełnie odmienna od tej, jaka została zaprezentowana na konferencji oraz w informacji zamieszczonej dnia 15 stycznia 2026 r. na stronie Urzędu Miasta Bytomia. [...] Czytając treść publikacji ze strony Urzędu Miasta Bytom z dnia 15 stycznia 2026 r. ma się wrażenie, że decyzje wydane przez Powiatowego Lekarza Weterynarii nie zostały wykonanie z winy Zarządcy. Otóż odpowiedzialność za ich niewykonanie spoczywa na Urzędzie Gminy Bytom. [...] Jestem od wielu miesięcy obiektem ataków, pomówień, znieważeń, które w sposób niebywały obciążyły nie tylko mnie, ale również moich oddanych pracowników i wolontariuszy. Otrzymujemy niezliczoną ilość gróźb, a skrzynkę zalewa hejt. Wiemy, kto jest za to odpowiedzialny i dlaczego do tego doszło. To będzie już przedmiotem postępowań sądowych — nie pozwolę na szarganie mojego imienia dla celów politycznych i biznesowych”.

Dosłownie minuty temu prezydent Wołosz opublikował kolejną uspokajającą informację o tym, jak to wszystko gra. „Dzisiaj przez cały dzień w schronisku będą przedstawiciele Urzędu Miejskiego. O obecność poprosiłem też radnych, którzy przygotowali raport dotyczący funkcjonowania dotychczasowego zarządcy. Zadaniem urzędników i radnych będzie pilnowanie, aby zwierzęta trafiały w dobre ręce. [...] Obecnie zwierzęta w schronisku są bezpieczne i zaopiekowane”. Warto sprawdzić, czy tak rzeczywiście jest, jak bowiem piszą internauci w komentarzach pod licznymi doniesieniami w mediach społecznościowych, nie tylko w Bytomiu tym ludziom już nikt nie wierzy.

Czytaj też:
Burza po ogłoszeniu nazwiska w „Tańcu z gwiazdami”. Widzowie zarzucają „ustawkę”
Czytaj też:
No to mamy posprzątane. Po co w ogóle jedziemy na Eurowizję?

Źródło: WPROST.pl