Sydney Sweeney jak Marilyn Monroe? Za fasadą bogini kryje się bolesna prawda

Sydney Sweeney jak Marilyn Monroe? Za fasadą bogini kryje się bolesna prawda

Sydney Sweeney
Sydney Sweeney Źródło: Newspix.pl / Aurore Marechal/ABACAPRESS.COM
Nowa Marilyn? Sydney Sweeney coraz śmielej gra ikoną seksu, ale za niesforną kokietką kryje się bolesna przeszłość.

Biała suknia, platynowe fale i zmysłowość jak z innej epoki. Sydney Sweeney coraz częściej pojawia się w odsłonie, która przywołuje jedno z najbardziej ikonicznych nazwisk w historii popkultury. Porównania do Marilyn Monroe wracają jak bumerang – nie tylko ze względu na wygląd, ale też na historię o dwóch obliczach, o presji, seksualizacji i cenie, jaką płaci się za status ikony. I choć Sweeney funkcjonuje w zupełnie innych realiach niż Monroe, podobieństwa są na tyle wyraźne, że trudno je zignorować.

Marilyn Monroe – ikona, która nie miała wyboru

Marilyn Monroe przez dekady była symbolem seksu, amerykańskiego snu i blond bombshell w najczystszej postaci. Jej wizerunek budowano na sprzecznościach: była jednocześnie uwodzicielska i „niewinna”, potężna na ekranie, ale bezbronna w prywatnym życiu. Hollywood uczyniło z niej fantazję, jednocześnie odbierając jej całą resztę. Monroe wielokrotnie walczyła o to, by być traktowaną jak poważna aktorka, a nie tylko ciało – bez większego skutku. Jej życie było naznaczone samotnością, uzależnieniami i poczuciem, że publiczność kocha obraz, nie człowieka. Między innymi dlatego dziś każda próba „odtworzenia” Marilyn budzi niepokój.

Nowa ikona zmysłowości. Retro styl i świadome nawiązania

Sydney Sweeney coraz wyraźniej sięga po estetykę, która automatycznie uruchamia skojarzenia z Monroe. Podczas premiery filmu „Pomoc domowa” w grudniu 2025 r. zaprezentowała się w białej, marszczonej sukni z głębokim dekoltem i piórami – stylizacji bezpośrednio inspirowanej kreacją Marilyn Monroe z filmu „Słomiany wdowiec”. Do tego platynowe, hollywoodzkie fale i klasyczny makijaż z mocno podkreślonymi ustami. Dla jednych był to hołd dla legendy kina, dla innych czytelny sygnał: Sweeney pozycjonuje się jako nowa ikona zmysłowości.

Obserwatorzy zauważają, że to także próba odcięcia się od wcześniejszych kontrowersji reklamowych i nadania swojemu wizerunkowi bardziej „klasycznego” wymiaru. Media coraz częściej piszą, że podobnie jak Monroe, Sweeney łączy na ekranie erotyczny magnetyzm z emocjonalną kruchością. Różnica polega na tym, że Sweeney – przynajmniej teoretycznie – ma dziś więcej narzędzi, by tym obrazem zarządzać.

Dzieciństwo, które nie było bajką

Daleka była droga Sydney do czerwonych dywanów. Urodzona 12 września 1997 r. w okolicach Spokane w stanie Waszyngton dorastała w spokojnej, konserwatywnej okolicy, w wiejskim domu nad jeziorem, należącym do jej rodziny od pięciu pokoleń. Ten dom, jak sama mówiła, był jej „skarbem”.

„Wróciłam do domu, w którym dorastałam, a który moja rodzina wcześniej straciła. Właśnie go odkupiłam. To ten dom, w którym mieszkała moja rodzina przez pięć pokoleń… Kiedy był już w sprzedaży, zadzwoniłam do właścicieli i powiedziałam: »Chcę odkupić dom swojej babcii«” – opowiadała w jednym z wywiadów, odsłaniając swoje niewinne, sentymentalne oblicze.

Aktorstwo było dla niej naturalnym przedłużeniem dziecięcej wyobraźni. „Zawsze miałam to w sobie, w moich kościach” – mówiła, wspominając wyimaginowanych przyjaciół i światy, które tworzyła jako dziecko. Rodzice początkowo traktowali te marzenia jak fantazję. „Myśleli, że to jak chęć bycia księżniczką” – wspominała. Dopiero gdy 12-letnia Sydney przygotowała poważny, pięcioletni biznesplan, pokazując rodzicom, jak może wyglądać jej droga zawodowa, zgodzili się, by spróbowała.

Cena marzeń i wieczne poczucie winy

Przeprowadzka do Los Angeles okazała się brutalnym zderzeniem z rzeczywistością. Rodzina przez około osiem–osiem i pół miesiąca mieszkała w jednym pokoju w Holiday Inn w Burbank. „Przez osiem i pół miesiąca mieszkaliśmy w jednym pokoju. Mama i ja dzieliłyśmy łóżko, a tata i młodszy brat spali na kanapie” – wspominała aktorka.

W 2016 r. jej rodzice rozwiedli się po tym, jak ogłosili bankructwo. Sweeney mówiła wprost, że czuła się winna rozpadu rodziny i narastających długów. „Wyobraźcie sobie, że robi się coś, o czym marzy się od dzieciństwa, i czuje się, że właśnie to niszczy twoją rodzinę” – przyznawała. W wieku 18 lat miała na koncie około 800 dolarów i poczucie, że całe poświęcenie było na nic. To doświadczenie stało się dla niej motorem obsesyjnej pracy.

„Za bardzo seksualizowano mnie w liceum”

Przełomem w jej karierze była rola Cassie Howard w „Euforii”. Przyniosła nagrody, popularność i status symbolu seksu, ale też lawinę komentarzy sprowadzających aktorkę wyłącznie do ciała. Sama Sweeney otwarcie mówiła, że była seksualizowana jeszcze w liceum. „Za bardzo seksualizowano mnie w liceum, bo miałam piersi” – wspominała, zauważając gorzką ironię w tym, że publiczność zaczęła traktować ją dokładnie tak samo, jak jej serialową bohaterkę.

„Czuję się dehumanizowana, kiedy ludzie wciąż seksualizują moje ciało” – mówiła, podkreślając brak kontroli nad tym, jak jest postrzegana. Jednocześnie tłumaczyła, że Cassie komunikuje się poprzez ciało, bo nie zna innego języka: „To jedyny sposób, w jaki nauczyła się komunikować”.

Ten archetyp hiperseksualnej, a jednocześnie naiwnej blond kobiety stał się dla Sweeney zarówno przekleństwem, jak i kapitałem. Podobnie jak w przypadku Marilyn Monroe, seksualność daje jej widoczność, ale też odbiera możliwość pełnej kontroli nad narracją.

Sydney igra z ogniem. Geny, MAGA i pieniądze

W ostatnich latach wokół Sweeney narosło wiele kontrowersji. Reklama American Eagle z hasłem „My jeans are blue”, oparta na grze słów jeans i genes (ang. geny – przyp.red.), wywołała oskarżenia o rasowe podteksty i promowanie „dobrych genów”. Sama aktorka bagatelizowała te interpretacje, mówiąc: „Wszystko zależy od tego, co i kiedy mam do powiedzenia, a nie od tego, czy kiedyś w spocie reklamowym powiedziałam coś, co ludzie wzięli za komentarz do genów, ras czy czegoś innego”. Jeszcze większe emocje wzbudziła kampania z mydłem zawierającym rzekomą „wodę z jej kąpieli”. Dla jednych był to kampowy żart, dla innych przełomowy momentu, w którym — zgodnie z ich podejrzeniami — aktorka zaczęła świadomie monetyzować męskie pożądanie.

Do tego wracają echa incydentu z 2022 r., gdy zdjęcia z 60. urodzin jej matki z gośćmi w koszulkach i czapkach przypominających te z symbolem MAGA zostały odczytane jako polityczny manifest. Sweeney broniła się, twierdząc, że była to „niewinna impreza” bez intencji politycznych. „To był totalnie szczery relaks, zabawa, by uczcić 60. urodziny mojej mamy. To, że ktoś z przyjaciół mojej matki miał na sobie coś, co może przypominać polityczny symbol, a ktoś inny koszulkę, nie było moim, naszym czy jej wyborem, a i tak niewinnej imprezie nadano absurdalny polityczny charakter, którego nie było wcale” – przekonywała.

Ikona z wyboru czy z konieczności?

Przy tak wielkiej manipulacji mediami, z jaką mamy dzisiaj do czynienia, przy świadomej kreacji trudno o jednoznaczną odpowiedź, czy Sydney Sweeney odzyskuje kontrolę nad własną seksualnością, czy raczej godzi się na reguły systemu, który ją uprzedmiotowił. „Mam wrażenie, że ludzie widzą we mnie tylko dziewczynę z telewizji, która krzyczy, płacze i uprawia seks. Czasami wszystko to jednocześnie” – mówi z goryczą, przy innej okazji świadomie przyznając, że wiele z tego, co robi, to po prostu gra. Taka praca. Dla pieniędzy. „Bycie aktorem kosztuje mnóstwo pieniędzy. Muszę płacić mojemu prawnikowi, agentowi i PR-owcowi” – tłumaczy.

Wielu obserwatorów gwiazdy stawia tezę, że to właśnie wspomniana wcześniej trauma finansowa z dzieciństwa i lęk przed utratą stabilności pchnęły ją w stronę agresywnego marketingu opartego na kontrowersji. Sydney przekonuje, że jest sobą „Mam nadzieję, że nie muszę się specjalnie uczyć, co mówić w mediach, bo chcę być autentyczna, mówić tak, jak mówię w życiu. To, że jestem aktorką, nie znaczy, że moje słowa tracą ludzką, osobistą treść, więc nie chcę być jedynie przekazem, ale osobą, która rozmawia z sercem” – przekonuje.

Podobnie jak Marilyn Monroe, Sweeney funkcjonuje dziś między wizerunkiem a rzeczywistością, między potęgą obrazu a kruchością człowieka. Różnica polega na tym, że ona jeszcze żyje w środku tej historii i wciąż próbuje zdecydować, czy chce być ikoną na własnych warunkach, czy tylko kolejną blond bombshell, którą system wykorzysta do końca.

Galeria:
Sydney Sweeney jak Marilyn Monroe?
Czytaj też:
Izabella Miko w „Tańcu z Gwiazdami”, w sieci burza. „Przecież ona jest tancerką!”
Czytaj też:
To miniserial idealny? 6 mocnych odcinków i błyskotliwa fabuła