„Legia. Do końca” – emocjonalna seria, jakiej w Polsce jeszcze nie było. Rinke Rooyens: Staliśmy się częścią rodziny

„Legia. Do końca” – emocjonalna seria, jakiej w Polsce jeszcze nie było. Rinke Rooyens: Staliśmy się częścią rodziny

„Legia. Do końca”
„Legia. Do końca” Źródło: Legia Warszawa
Rinke Rooyens, Agata Lipnicka-Boszko i Dariusz Mandes opowiedzieli mi o dokumencie „Legia. Do końca”.

W piątek 2 lutego na platformie Amazon Prime Video zadebiutował dokumentalny serial sportowy „Legia. Do końca”, produkowany przez firmę Rochstar, który wyreżyserowali Agata Lipnicka-Boszko i Grzegorz Jankowski. Nadzór merytoryczny i kreatywny nad projektem sprawował Rinke Rooyens.

„Legia. Do końca” pozwala nam z bliska przyjrzeć się zawodnikom, sztabowi trenerskiemu i zarządowi Legii. Pokazane w nim są trudne chwile i to, jak ogromna presja zwycięstw i trofeów, wpływa na każdego, kto zaangażowany jest w ten klub. Twórcy nie pomijają trudnych tematów, uchylają drzwi do życia prywatnego i pokazują, że sport to ludzie, a w tego typu produkcjach najważniejsze jest to, aby nam ich przybliżyć. Obejrzałam ten dokument nie będąc nigdy ani fanką piłki nożnej, ani samej Legii Warszawa. Skończyłam przekonana, że szczególnie kobietom przypadnie on do gustu. Zatem szczerze zachęcam do oglądania i przeczytania, jaką przygodą był ten projekt dla samych twórców.

Gabriela Keklak: Skąd pomysł na ten dokument? Trudno było przekonać zarząd Legii i piłkarzy do tego, aby odsłonili swój świat?

Rinke Rooyens: Pomysł powstał dwa lata temu, tuż przed startem Ligi Mistrzów – myślałem, że to będzie taki piękny sezon, a potem nadszedł kryzys. Gdy zaczęły się zmiany, także filmowaliśmy. Udało mi się przekonać Dariusza Mioduskiego, że to dobry pomysł. Zaczynaliśmy od lekkiej partyzantki, wiedziałem, że to jest w stanie się dobrze sprzedać, tylko musimy pokazać trochę materiału z bliska. Na początku oczywiście było ciężko zbudować zaufanie u piłkarzy, szczególnie, że zaczynaliśmy w momencie, gdy nadszedł ten ciężki moment, nastąpiła zmiana trenerów (Aleksandar Vuković przejął stanowisko po Marku Gołębiewskim – red.). Vuković nie chciał już żadnych kamer, więc zmontowaliśmy tylko fragmenty i dogadaliśmy się na nagrania w następnym sezonie.

I jak to się potoczyło dalej?

Rinke Rooyens: Po powrocie do zdjęć najważniejsze było zbudowanie dobrych relacji z zespołem, całym sztabem i zarządem. Reżyserka Agata Lipnicka-Boszko była ogromnie szczęśliwa, że w dokumencie sportowym będziemy przedstawiać inne podejście, nastawione na storytelling. Zaczęliśmy myśleć, jak w emocjonalny sposób zbliżyć odbiorców do naszych bohaterów. W jaki sposób zbudować relacje z zawodnikami, którzy zapraszają nas do swoich domów, pokazują rodziny. W tym nowym podejściu bardzo pomogli nam także Jacek Zieliński i Marcin Herra, którzy czuli, że dokument będzie dla klubu czymś naprawdę dobrym.

Dużo jest w tej serii o kibicach, trudnych relacjach i sytuacjach z nim związanych. Czy istniały jakieś obawy, że ten serial może im się nie spodobać?

Rinke Rooyens: Byłem przekonany, że nie. Oczywiście, musieliśmy przedstawić to, co się wtedy działo. Było dla mnie istotne, żeby pokazać, jak Darek i Ania (Dariusz Mioduski i jego żona Anna Mioduska – red.) opowiadają o tym, jaki to był dla nich mocny, niesympatyczny, emocjonalny czas i co się wydarzyło. Pokazujemy wszystko od a do z i to, jak Darek się bronił i jaki szacunek potem dostał od kibiców i Żylety. Krytyka zawsze będzie, bo tak musi być. Jeżeli byśmy się tego bali, to nie byłoby sensu niczego robić.

Dużym plusem tego dokumentu i tym co może przyciągnąć i zaciekawić, nawet osoby, których do tej pory nie interesowała piłka nożna i sama Legia, jest pokazanie takiej prawdziwej, często trudnej, surowej rzeczywistość pracy – zarówno piłkarzy, jak i zarządu. Mówi się głośno też o problemach w klubie. Czy miały miejsce rozmowy na zasadzie „to musimy pokazać” i czy nie było obaw, że może to być zbyt ryzykowne?

Rinke Rooyens: Mówiliśmy cały czas o tym, że filmujemy wszystko i przedstawiliśmy Legii, co chcemy pokazać i dlaczego. Muszę powiedzieć, że nasze konsultacje z Legią, były bezproblemowe. Jedynym wyzwaniem było wybranie z wielu godzin materiału, jaki nagraliśmy, tego co musiało zmieścić się w sześciu odcinkach po 45 minut. To była duża sztuka, zapakować cały sezon w taki format. Nie ukrywam, że mam z Darkiem bardzo bliskie relacje, co też mogło wpłynąć na realizację serialu i podejście zarządu klubu do tego pomysłu. Poza tym wszyscy w Legii od razu zakochali się w ekipie filmowej i naprawdę miło było słuchać, że mam fajnych ludzi i obserwować, jak budowali relacje. Dzięki temu piłkarze też nie bali się przed nami otwierać i mówić, nawet czasami negatywnie o kolegach, z którymi grają. Trochę wzorowaliśmy się na „All or Nothing” (seria dokumentalna Amazon Prime dotycząca klubów sportowych i drużyn narodowych – red.) o Borussii Dortmund, Arsenalu czy Manchesterze City. Ale w nich widzieliśmy tylko szatnię, trenera, może ze dwa razy dyrektora sportowego, ale nie widzieliśmy nikogo z zarządu i to jest w naszej produkcji nowość. Czuliśmy, że staliśmy się częścią rodziny. Mam nadzieję, że widzowie to odczują.

Galeria:
„Legia. Do końca”. Zdjęcia z nowego dokumentu Amazon Prime Video

Dokument sportowy, który nie jest laurką, to nowość na polskim rynku. Czy są plany na inne tego typu serie? Czy są produkcje, które chciałby pan wprowadzić na polski rynek, jednak odbiorcy mogą jeszcze nie być na to gotowi?

Rinke Rooyens: Próbowaliśmy w jakiś sposób budować relację z Żyletą i oczywiście to wszystko nagrać. Wiemy, jak to wszystko na początku wyglądało – nie było łatwo. Ale na szczęście uległo to zmianie i frekwencja na stadionie jest coraz większa. To wszystko dzięki temu co robi Marcin Herra, odkąd został wicedyrektorem. Może też ten dokument, dzięki wykonanej przez nas pracy otworzy inne możliwości, pokaże, że ludzie lubią oglądać tego typu produkcje.

Jeżeli chodzi o serie o innych, polskich piłkarskich klubach sportowych – nie mamy takich planów. Mamy za to pomysły na inne sportowe dokumenty – widzimy duży potencjał w żużlu. To jest jedyny taki sport motoryzacyjny, gdzie każdy ma taki sam silnik, więc liczą się najbardziej umiejętności kierowcy. To jest taki fajny, mały świat i myślimy, że interesujące byłoby śledzenie całego sezonu.

Dariusz Mandes: Jest cała masa mega ciekawych ludzi, o których mogliśmy zrobić tego rodzaju dokumenty. Ważny jest jednak odbiór. Wcześniej ja czy Agata nie interesowaliśmy się piłką nożną jakoś specjalnie i nie śledziliśmy Legii Warszawa, co też pokazuje, że jesteśmy otwarci na różne formy i jesteśmy w stanie się odnaleźć w różnych tematach bez problemu.

Jakie mają państwo pierwsze wspomnienia z Legią?

Dariusz Mandes: Moje pierwsze wspomnienie z Legią jest takie, że gdy byłem małym dzieckiem, mój brat, fan Pogoni Szczecin, który był klubem zaprzyjaźnionym z Legią Warszawa, pojechał właśnie do stolicy na mecz. Ja byłem pod wrażeniem tego ogromnego, kilkumetrowego szalika Legii, który miał. Potem pokazywał mi całą relację, zdjęcia, które wydrukowali. Już jako dzieciak miałem takie „WOW, ale to ale to musi być event i ogromne wydarzenie”. A poza tym pamiętam już to, jak się wprowadziłem do Warszawy i zobaczyłem to, jaka wszechobecna jest Legia w tym mieście. Właściwie chyba nie ma drugiego klubu w Polsce, który tak mocno identyfikowałby się z miastem, jak Legia Warszawa.

Rinke Rooyens: Ja jestem fanem piłki nożnej. Pochodzę z Amsterdamu i w moim sercu zawsze będzie Ajax Amsterdam. A co do Legii, to mam bardzo bliskie relacje z Darkiem Mioduskim. Obserwuje go, jego pasję, jego serce do tego klubu, wizję i bolało mnie sposób, w jaki był odbierany. Według mnie te zmiany, które zaszły w klubie i które pokazujemy w dokumencie, sprawiają, że Darek może być naprawdę bardzo dumny z tego, że ma takich ludzi teraz wokół. Przez to, że Darek jest mi bliski, sam klub jest mi bliski.

Agata Lipnicka-Boszko: Życie jest bardzo przewrotne, dlatego że mój mąż jest kibicem Legii od urodzenia, to jest chłopak z Brudna, który ma DNA Legii we krwi. Dla mnie oznaczało to na przykład, że w weekendy chodzimy na paluszkach po domu, bo jest mecz, że mamy pasje, które się wykluczają. Przed dołączeniem do zespołu produkującego dokument, tej miłości do Legii, w ogóle do piłki nożnej, we mnie nie było. Nie rozumiałam fascynacji, tego nabożeństwa sobotnio-niedzielnego które się odbywa, bo klub gra. Nie rozumiałam tych emocji, które temu towarzyszą, tej wielkiej radości, gdy wygrywają i tego smutku i rozczarowania, gdy Legii nie idzie. Nie rozumiałam też takiego bardzo ciekawego u kibiców mechanizmu, tzn. jak idzie dobrze, wszyscy celebrujemy, ale gdy przegrywamy, to przychodzi ten moment – najpierw złości później smutek i rozgoryczenie, ale już w następny weekend jesteśmy znowu gotowi do tego, żeby wyciągać te barwy klubowe, iść na stadion i kibicować, co jest wspaniałe. Taka bezgraniczna lojalność. To jest moje pierwsze zestawienie z Legią.

Jak w takim razie pani mąż przyjął informację o tym, że będzie pani reżyserować dokument o Legii?

Agata Lipnicka-Boszko: Jak przyszedł ten dzień, kiedy miałam przyjść do domu i mu powiedzieć (swojemu mężowi – red.), co ja teraz będę robić, że będę pracować z trenerem, z całą drużyną, wejdę do nich na chatę i będę jeszcze ten mecz mogła obejrzeć z centralnej loży... to był trudny moment w moim domu, bo to ja dostałam taką możliwość, chociaż o to nie prosiłam, a to dla niego znaczyło świat. Ta wiedza była więc tak przekazywana bardzo stopniowo.

A jak wyglądały dla pani te pierwsze dni na planie?

Agata Lipnicka-Boszko: Zawsze będę pamiętała ten pierwszy dzień, gdy pojechałam na zdjęcia i musiałam stanąć w oko z dwudziestoma dwoma zawodnikami, trenerem i sztabem. Wszyscy to silni faceci, mocni i z osobowością, charakterem. Ja z zerową wiedzą na temat piłki nożnej. To jest to takie zestawienie, które na pewno długo będę pamiętać, ale może to właśnie, że się tak zestawiliśmy, ostatecznie było siłą efektu który państwo możecie teraz oglądać. Bo to film o poznawaniu ludzi i pokazywaniu, że życie klubu to nie tylko żmudne treningi, ale ogromne emocje, przeciążenia, stres, który także towarzyszy zawodnikom na co dzień. Piłka nożna jest taką dyscypliną sportową, która może być tłem do opowiedzenia o ludzkich emocjach. Rozmawialiśmy nawet między sobą, że ja tak bardzo bym chciała, żeby ten serial nie trafił tylko do kibica Legii, ale żeby był czymś takim, co łączy wszystkich ponad podziałami wynikającymi właśnie z płci, zainteresowań, żeby był właśnie także dla kobiet.

Galeria:
Premiera dokumentu „Legia. Do końca”
Czytaj też:
Bartosz Kapustka dla „Wprost”: Moja kariera jest szalona
Czytaj też:
Dariusz Mioduski: Marzyłem, by pokazać Legię jako klub, który łamie stereotypy