Minionki znów rozrabiają na wielkim ekranie. Obejrzeliśmy „Minionki: Wejście Gru”

Minionki znów rozrabiają na wielkim ekranie. Obejrzeliśmy „Minionki: Wejście Gru”

Kadr z filmu "Minionki: Wejście Gru"
Kadr z filmu "Minionki: Wejście Gru" Źródło: Dystrybutor/Universal Pictures i Illumination
Jedna z ulubionych serii najmłodszych widów doczekała się kolejnej odsłony. Dokładnie 1 lipca na ekrany kin w całym kraju weszły „Minionki: Wejście Gru”, czyli najnowsza propozycja od studia Illumination. Wybraliśmy się na przedpremierowy pokaz, aby sprawdzić, czy nowa część dorównuje poprzednim.

Mimo iż lada dzień skończę 26 lat, to nadal nie wstydzę się przyznać, że lubię oglądać bajki. Wychowałam się na takich klasykach jak „Epoka Lodowcowa”, czy „Shrek”. To właśnie ze względu na sentyment i miłe wspomnienia z dzieciństwa dość uważnie śledzę najnowsze propozycje Disneya, a także kolejne poczynania Minionków.

„Minionki: Wejście Gru”, czyli żółte stworki rozrabiają po raz piąty

Aż trudno uwierzyć, że od premiery pierwszej części filmu z Minionkami, czyli „Jaku ukraść księżyc” minęło już 12 lat. W tym czasie seria doczekała się czterech filmów – jedne były bardziej udane („Minionki Rozrabiają”), inne mniej. Po tym, jak zawiodłam się podczas premiery „Gru, Dru i Minionki” sądziłam, że nie zobaczę już żadnej kolejnej części. Los chciał jednak inaczej.

Tym razem, widzowie, zamiast poznać kolejne losy odmienionego Gru i jego adoptowanych córek, ponownie przeniosą się w przeszłość, aby zobaczyć, jak narodził się złoczyńca Gru. Akcja nowej animacji toczy się w latach 70. Podczas seansu oprócz znanych nam postaci poznamy również wielu nowych bohaterów. Do Kevina, Stuarta i Boba dołączy bowiem Otto, największy i chyba najbardziej niezdarny spośród wszystkich Minionków.

Dwa lata oczekiwania na nowe Minionki. Czy było warto?

Premiera nowej części filmu o minionkach miała mieć miejsce w 2020 roku. Niestety ze względu na pandemię najpierw przełożono ją o rok, a ostatecznie na kinowe ekrany weszła ona dopiero w lipcu 2022 roku.

Z seansu bez wątpienia zadowoleni wyjdą najmłodsi widzowie. Dla nich to w końcu kolejna seria przygód ulubionych bohaterów. Zabawne wpadki i przygody żółtych stworków z pewnością wywołają uśmiech na ich twarzach. Rodziców przestrzegam, że jak na film o super złoczyńcach przystało, nie brakuje tu scen przemocy.

Co z seansu wyniosą dorośli? Mam nadzieję, że będzie to coś więcej niż ból głowy. Moją uwagę zwróciły sceny, które w urokliwy sposób pokazują znane miejsca w USA. Otto będzie pędził na dziecięcym rowerku słynną drogą 66 przez Dolinę Śmierci, a później przez najpiękniejszą autostradę świata wiodącą wzdłuż oceanu. Urokliwie wyglądają również słynne tramwaje i charakterystyczne uliczki San Francisco, którymi dzielnie wędrować będą Minionki. Nie zabrakło również przejazdu przez most Golden Gate.

Dobrą stroną animacji jest również muzyka, choć nie każdy musi być fanem disco. Niestety nie jest to produkcja na miarę „Shreka”, podczas której świetnie bawili się zarówno młodsi, jak i starsi widzowie. Warto jednak podkreślić, że autorzy „puścili oczko” do dorosłych odbiorców, chociażby nawiązując do serii „Kill Bill”. Na uwagę zasługuje również fakt, że animacja nie została pozbawiona morału. Z pewnością pokazuje najmłodszym, jak ważną rolę w naszym życiu odgrywa przyjaźń, lojalność, a także szacunek dla osób starszych.

„Minionki: wejście Gru” moim zdaniem nie są wybitną animacją, która porywa i bawi do łez. Na pewno nie można jednak powiedzieć, że są złe. Oceniłabym je raczej jako solidną animację dla najmłodszych, a także film, który być może momentami rozbawi również starszego widza.

Czytaj też:
Box Office polskich kin. Już cztery filmy z milionem widzów w 2022 roku. A zapowiada się jeszcze lepiej!

Opracowała:
Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także