Joanna Racewicz jadąc na spotkanie miała słuczkę. Wiemy, w jakim jest stanie

Joanna Racewicz jadąc na spotkanie miała słuczkę. Wiemy, w jakim jest stanie

Joanna Racewicz
Joanna Racewicz Źródło: Instagram / joannaracewicz
Joanna Racewicz miała stłuczkę, przez którą spóźniła się na wieczór autorski. Dziennikarka przyznała, że „uruchomiłam wszystkie znajomości”, by szybko załatwić sprawę. Dwie osoby zostały poszkodowane.

Joanna Racewicz napisała kolejną książkę „Sypiając z Prezesem”, o której chciała porozmawiać ze swoimi fanami podczas spotkania autorskiego w Muzeum im. Bolesława Biegasa. Dziennikarka jednak mocno się spóźniła, a wszystko przez stłuczkę, która się jej przydarzyła. O całej sprawie poinformował portal Pomponik.

Joanna Racewicz miała stłuczkę. „Uruchomiłam wszystkie znajomości”

Joanna Racewicz o całym zdarzeniu opowiedziała fanom, którzy zebrali się na jej spotkaniu autorskim. Jak się okazało, podczas stłuczki dziennikarka rozmawiała przez telefon, ale to nie ona była winna. Przyznała, że kosztowało ją to wiele nerwów, a mężczyzna, który uderzył w jej samochód, nie chciał współpracować.

Jechałam do Państwa al. Niepodległości, główną drogą. Rozmawiając z moją kochaną Agnieszką, którą kocham nad życie, która jest po prostu, jak moja grupa wsparcia, mówię: Agnieszka, ja już jadę, będę za moment. Ona dzwoniła do mnie pół godziny wcześniej: jedź, bo Jerozolimskie zakorkowane. No więc pędzę. Rzeczywiście nie ruszyłam od razu, kiedy samochody ruszyły przede mną, no i to był błąd, bo pan z Filtrowej pomyślał, że go przepuszczam. Ja się spieszę do pracy, więc go nie przepuściłam, no i oczywiście jest bum! – powiedziała Racewicz.

Winny mężczyzna nie chciał spisać oświadczenia, a dziennikarka śpieszyła się na wspomniane spotkanie. Gwiazda przyznała, że sprawę udało się dość szybko załatwić tylko dzięki znajomościom. – Proszę mi wierzyć, uruchomiłam wszystkie znajomości. Przydała mi się praca w newsach i zapraszanie rzeczników prasowych oraz innych bardzo ważnych panów mundurowych. Wytłumaczyłam, o co chodzi. Naprawdę czasem to się przydaje, a to była wyższa konieczność – tłumaczyła.

Gwiazda dodała, że po tym jak mężczyzna odmówił współpracy, dzwoniła na 112, ale żaden patrol policji nie mógł przyjechać do razu. Dopiero dzięki znajomościom pojawili się mundurowi, którzy zajęli się całą sprawą. Ostatecznie Joannie Racewicz nic się nie stało i mogła spotkać się z czytelnikami, dwie inne osoby zostały poszkodowane.

Czytaj też:
Dorota Szelągowska opublikowała smutny wpis. Fani są zaniepokojeni
Czytaj też:
Marcin Prokop szczerze o zarobkach w „DDTVN”. „To nie jest praca, która płaci aż tak znakomicie”

Źródło: WPROST.pl / Pomponik
 0

Czytaj także