Hymn pokolenia, który powstał przy garach. Każdy Polak go zna

Hymn pokolenia, który powstał przy garach. Każdy Polak go zna

Ryszard Riedel
Ryszard Riedel Źródło: Wikimedia Commons / Wkaczmarczyk / Public domain
To jeden z tych utworów, które zapisały się w historii muzyki, stając się hymnem pokolenia. Na dodatek „narodził się” w niezwykłych okolicznościach.

„Autsajder” Dżemu to coś więcej niż piosenka – to przejmujący portret życia na krawędzi, opowieść o walce z samym sobą i desperackiej potrzebie zachowania człowieczeństwa.

Niezwykłe okoliczności narodzin polskiego przeboju. Wszyscy go znają

Historia „Autsajdera” zaczyna się w 1991 roku, w domu Bena Otręby, gitarzysty basowego kapeli, który z czasem zyskał miano „pracowni”. To właśnie tam powstała muzyka do jednego z największych hitów Dżemu. Żeby było zabawniej, impulsem do stworzenia kompozycji nie było jakieś transcendentalne przeżycie, ale… zakup gitary akustycznej Fender.

Brzdąkanie dla rozruszania wiosła okazało się tak chwytliwe, wpadające, że Beno zaczął nucić melodię zwrotki i refrenu. „Nie miałem żadnej konkretnej inspiracji typu Dylan czy Neil Young. To raczej był, że powtórzę moje ulubione słowa Keitha Richardsa, sygnał z kosmosu. Choć numer wydał mi się tak prosty, że jakiś czas wahałem się, czy przedstawić go kapeli. Ale się spodobał” – wspominał Beno Otręba na łamach Rockgaweda.pl.

Proste, country-rockowe brzmienie zostało wzbogacone o akordeon. Pomysł ten zrealizował Krzysztof Toczko, współpracujący z zespołem muzyk, który jak sam przyznawał, na akordeonie grał, choć mistrzem nie był. „[...] Przyniosłem akordeon, spróbowaliśmy. Poszedłem po linii prostej, nie musiałem szukać szczególnych dźwięków. Prosta tonacja- C dur- głownie białe klawisze, tylko raz D-dur, czyli użycie czarnego klawisza” – opowiadał Toczko.

W 1993 roku zespół stanął przed poważnym problemem – Ryszard Riedel coraz bardziej zmagał się z pisaniem tekstów, ze względu na postępującą chorobę uzależnieniową coraz gorzej mu to szło, a termin nagrań zbliżał się nieubłaganie. Wtedy zapadła decyzja o zaproszeniu do współpracy Mirosława Bochenka, prawnika i poety.

„Dostałem kasetę z wersją szybszą niż ta później znana, graną i zabawnie śpiewaną po angielsku przez Bena w jego pokoiku, a w tle słychać było, jak żona strzela garnkami. Wyobraziłem sobie, że facet z jednej strony jest uwielbiany, artystycznie spełniony, a z drugiej cierpi, oskarża sam siebie o życie, jakie ma, o swoje słabości. To są trudne momenty dla wrażliwego mężczyzny. A artysta zawsze jest wrażliwy. Ale w tym tekście Riedel walczy, próbuje zrzucić pęta, nawet jeśli to ucieczka na tamten świat. Pamiętam, że pisząc to, miałem cały czas twarz Ryszarda w oczach – taką z zarostem, spoconą” – relacjonował Bochenek dla Rockgaweda.pl.

Tekst powstał w domu autora w Rudzie Śląskiej i choć Bochenek nie znał Riedla osobiście, okazał się niezwykle trafnym portretem wokalisty. Słowa oddawały jego życiową filozofię, opartą na prostym przesłaniu: „żyj i pozwól żyć”.

Gdy Ryszard Riedel po raz pierwszy zetknął się z tekstem, natychmiast się z nim utożsamił. Wystarczyło jedno podejście, by zaśpiewał go w swoim charakterystycznym stylu. „Wszystkie elementy w tym numerze dopasowały się i zestrzeliły w całość. Jego przesłanie jest tak proste, jak muzyka – że warto żyć w zgodzie ze sobą. Numer dla tych, którzy mają rozterki i szukają azymutu” – podkreślał Beno Otręba.

„Autsajder” szybko stał się czymś więcej niż kolejnym utworem – dla wielu fanów to muzyczna autobiografia Riedla. Refren z pamiętnymi słowami „Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy” do dziś uchodzi za jedno z najmocniejszych przesłań w historii polskiego rocka.

„Autsajder” do dziś pozostaje jednym z najważniejszych utworów w dorobku Dżemu. Pojawia się m.in. w filmie „To ja, złodziej”, a na koncertach fani wysłuchują go na stojąco, często z płonącymi zapalniczkami i latarkami.

To historia outsidera, który mierzy się z presją świata i własnymi demonami. Opowieść o destrukcji, ale też o próbie ocalenia siebie. I przypomnienie, które mimo upływu lat nie traci na znaczeniu, że warto być człowiekiem.

To była ostatnia płyta Dżemu. Potem było już tylko źle

Piosenka pochodzi z albumu „Autsajder” wydanego w grudniu 1993 roku. To ostatnia płyta zespołu z premierowym materiałem nagrana za życia Ryszarda Riedla. Sesje odbyły się w październiku 1993 roku w krakowskim studiu J.M. Audio.

W kolejnych miesiącach stan zdrowia wokalisty dramatycznie się pogarszał. Problemy z narkotykami uniemożliwiały dalszą pracę, a jego ostatni koncert z zespołem odbył się 16 marca 1994 roku w Krakowie. W maju tego samego roku został usunięty ze składu Dżemu. Zmarł 30 lipca 1994 roku na niewydolność serca, mając zaledwie 37 lat.

Czytaj też:
Kryminały PRL, które do dziś trzymają w napięciu. Przeszły do historii
Czytaj też:
Kadry z PRL-u: Rozpoznajesz te filmy i seriale? QUIZ

Źródło: WPROST.pl / RockGawęda.pl