Jeden z najbardziej charakterystycznych, niezapomnianych, a przy tym jeden z najbardziej szczerych polskich aktorów. Jacek Braciak bez pardonu mówi to, co myśli i nie zamierza za to przepraszać. Bo w odróżnieniu od wielu gwiazd i gwiazdeczek, wie, co mówi.
Jacek Braciak kończy 58 lat. „Kupiłem sobie wolność” – przyznaje otwarcie
Urodził się 12 maja 1968 roku w Drezdenku. Wychował się na wsi, przez wielkopolskie technikum trafił do Warszawy, w 1991 roku dostał się do szkoły teatralnej i od tamtej pory gra. Na scenie Teatru Powszechnego, w kinie, w serialach. Trzy Polskie Nagrody Filmowe dla najlepszego aktora drugoplanowego: za „Ediego” (2002), „Różę” (2011) i „Ślady” (2021). Liczby robią wrażenie, ale Jacek Braciak to nie jest aktor, któremu zależy na imponowaniu. Zależy mu na czymś innym i mówi o tym głośno.
W jednym z wywiadów Braciak powiedział wprost, że przez lata brał wszystkie role, jakie się dało, ale też, że robił to z konieczności, nie z wyboru. „Kiedyś powiedziałem o sobie szmata serialowa. Ci, którzy mają poczucie humoru, nie obruszyli się. W życiu coś robi się dla pieniędzy, a coś dla honoru domu” — przyznał w „Gazecie Lubuskiej".
Z tamtego okresu wyciągnął wniosek, który dziś jest dla niego czymś w rodzaju zasady: że praca ma dwa rejestry. Jeden — dla pieniędzy, bez wstydu i bez udawania, że jest inaczej. Drugi — dla czegoś, co sam nazywa „honorem domu". Nie miesza tych dwóch, nie hierarchizuje ich publicznie. Mówi po prostu, że „robił dużo dla pieniędzy, bo nie miał wyboru, a potem kupił sobie wolność, żeby nie musieć".
Ta wolność, możliwość selekcjonowania propozycji, odmawiania tego, co „zabija duszę”, jest dla niego dziś ważniejsza niż kolejne nagrody czy większa rozpoznawalność.
Coś się komuś nie podoba? Jacek „ma to w du*ie”
Braciak jest jednym z niewielu aktorów, którzy potrafią powiedzieć o własnej ambicji nie z dumą, lecz z ostrożnością. W wywiadach wielokrotnie wracał do tematu tego, jak chęć „wykazania się” na każdym kroku dużo go kosztowała na początku kariery. „Ambicja mnie zrujnowała” — mówił, nie jako dramatyczne wyznanie, lecz jako chłodną obserwację człowieka, który coś sprawdził na własnej skórze i wyciągnął wnioski.
Nie uważa też, że aktorstwo jest posłannictwem. Nie czuje się nauczycielem ani ratownikiem — mówi o sobie jako o kimś, kto próbuje „zostać człowiekiem” pośród wszystkiego, co przynoszą mu kolejne role. To brzmi skromnie, ale w jego ustach skromność nie jest pozą. Jest po prostu trzeźwym spojrzeniem na rzeczywistość.
Kuba Wojewódzki zapytał go kiedyś, czy obawia się konsekwencji udziału w „Klerze” — jednym z najbardziej kontrowersyjnych polskich filmów ostatnich lat. Odpowiedź Braciaka była krótka i niewymagająca rozwinięcia. „Mam to w du*ie”.
Wojewódzki drążył temat popularności i pozycji, Braciak z rozbawieniem skwitował, że jest tym, czym jest, a reszta to nie jego problem. Mówi o tym z humorem, ale bez kokieterii. Jest to coś znacznie trudniejszego do osiągnięcia niż jakikolwiek artystyczny sukces: spokój kogoś, kto wie, kim jest i kogo czyjaś opinia nie wyprowadza z równowagi.
W jednym z wywiadów dla „Elle” pojawił się u niego motyw, który można by streścić jako propozycję „pojechania w lewo” — rezygnacji z wyścigu, w którym rywalizuje się o pozycję, fortunę, o wszystko naraz. Mówił o tym lekko, z lekką ironią, ale ton był serio: że w życiu mu się mu powiodło i że teraz chce robić to, co da się zrobić w spokoju, „a reszta niech idzie, jak idzie".
Braciak nie udziela rad. Nie wchodzi w rolę aktora-filozofa, który z ekranu lub łamów gazety poucza widzów, jak żyć, bo wie i zna się na wszystkim. Zamiast tego mówi o sobie — konkretnie, bez upiększeń, z ironią tam, gdzie trzeba, i z powagą tam, gdzie naprawdę na nią zasługuje. Może właśnie dlatego to, co mówi, w nas zostaje.
Czytaj też:
Oto nowy film Pawła Pawlikowskiego! Ogłoszono datę premiery „Ojczyzny”Czytaj też:
Leonardo DiCaprio – najlepsze filmy aktora online. 25+ absolutnych perełek
