10 lat od debiutu Tindera. Seksuolożka: Słyszę w gabinecie fantazje

10 lat od debiutu Tindera. Seksuolożka: Słyszę w gabinecie fantazje

Czy Tinder zapoczątkował rewolucję?
Czy Tinder zapoczątkował rewolucję? Źródło: Shutterstock
Niektórych unieszczęśliwił i zranił, innym dał szansę na wyjście z samotności i udany związek – tak podsumowuje dekadę istnienia aplikacji Tinder Agata Stola, terapeutka i seksuolożka z Instytutu SPLOT.

Krystyna Romanowska: Właśnie mija dziesięć lat od wejścia na rynek Tindera. Kto najbardziej zyskał, a kto stracił na używaniu tej aplikacji?

Agata Stola: O Tinderze słucham z perspektywy dwóch grup: zdobywców i zdobywczyń, którzy znajdują tam seks, związek i wrażenia, oraz pokonanych, którzy będąc w stałych związkach odkrywają, że Tinder obraca ich relację w gruzy.

A między nimi morze frustracji. Singli i singielek, którzy gonią króliczka oraz tych, którzy nie mogą go złapać. Ostatecznie jednak może dobrze, że chodzą na randki, a nie siedzą w domach i użalają się nad swoją samotnością. Umówmy się, że w Polsce, w której nigdy nie było (i pewnie nie będzie) tradycji „zagadania” do obcej osoby przy barze czy na ulicy, Tinder jest wręcz wybawieniem.

Jeden z moich pacjentów, nie kryjąc wzruszenia, wspominał ostatnio „przedtinderowe”, wirtualne randkowanie, które polegało na losowym wyborze numeru na Gadu-Gadu czy na czatach/wirtualnych pokojach operatorów komórkowych. Tinder w jego przeżywaniu coś zakończył, ale też dużo dał: w łatwy sposób zebrał te inne, mniej efektywne sposoby szukania w Internecie i stworzył aplikację na pierwszy rzut oka idealną.

Co ciekawe, mimo łatwości w dostępie do potencjalnych partnerów i partnerek, właściwie nie zaburza on zwykłego rytmu, który zawsze towarzyszy szukaniu kogoś do relacji.

Cały wywiad dostępny jest w 1/2023 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.