Reżyser oryginału życzył im śmierci, oni stworzyli arcydzieło. Kryminał, który trzeba zobaczyć

Dodano:
„Zły porucznik” Źródło: Millennium Films, Edward R. Pressman Film, Lieutenant Productions, Nu Image Films, Osiris Productions, Polsky Films, Saturn Films
Wzięli na tapetę nazwę kultowego filmu Ferrary i nakręcili coś absolutnie własnego. Absurdalnego, porażającego i wbrew pozorom — genialnego!

Kiedy w 2009 roku ogłoszono, że powstaje nowy „Zły porucznik” („Bad Lieutenant: Port of Call – New Orleans”), środowisko filmowe zareagowało niemal jednogłośnie: skandal. Abel Ferrara, reżyser oryginału z 1992 roku, życzył twórcom, żeby „wszyscy razem wylecieli w powietrze w tramwaju". Werner Herzog wzruszył ramionami i nakręcił film dokładnie taki, jaki chciał i dobrze zrobił.

O czym jest „Zły porucznik” z Nicolasem Cage'em?

Bo to nie jest remake. Nie jest kontynuacja. Nie jest hołd ani bluźnierstwo wobec poprzednika. To oddzielny organizm — z tym samym imieniem bohatera, tym samym tytułem służbowym i tym samym Nowym Orleanem w tle, ale zbudowany na zupełnie innych zasadach. Ferrara kręcił moralitet z religijną gorączką. Herzog nakręcił coś, co najlepiej opisuje słowo „psychotrip” — z krokodylami na podłodze, wężami w kadrze i Nicolasem Cagem, który gra detektywa równocześnie genialnego i kompletnie rozłożonego przez narkotyki.

Sierżant Terence McDonagh ratuje więźnia z zalewanej celi podczas huraganu Katrina i dostaje medal. Dostaje też przepuklinę dysku, a wraz z nią receptę na leki przeciwbólowe, które szybko przestają wystarczać. Sześć miesięcy później jest porucznikiem prowadzącym śledztwo w sprawie zabójstwa rodziny senegalskich imigrantów i jednocześnie człowiekiem, który kradnie narkotyki od dilerów, szantażuje przypadkowych ludzi i widzi rzeczy, których inni nie widzą. Dosłownie.

Ten kryminał nazywany był filmowym „psychotripem”

To właśnie te sceny, kiedy kamera nagle przechodzi w perspektywę iguany siedzącej na barze albo krokodyla przechadzającego się przez zalaną autostradę, definiują ton całego filmu. Herzog nie wchodzi w moralną debatę o winie i karze. On rejestruje świat tak, jak widzi go jego bohater: dziwny, mokry, pełen logiki, która dla nikogo innego nie ma sensu, a mimo to działający. Herzog nie pyta, czy człowiek zasługuje na odkupienie. Pyta, czy w ogóle rozumie, co się z nim dzieje. Cage odpowiada: nie, ale jakoś to ogarnie. McDonagh rozwiązuje sprawy. Jest, paradoksalnie, dobrym gliniarzem.

Widzowie i krytycy byli zaskoczeni, że film w ogóle działa — bo na papierze nie powinien. Nicolas Cage w szczytowej formie, Werner Herzog znany z dokumentów o ludziach pożeranych przez niedźwiedzie, scenariusz balansujący między kryminałem a surrealizmem, a jednak ta mieszanka trzyma się razem z siłą, której nie da się logicznie wytłumaczyć. Może dlatego wciąż tak fascynuje. Trzeba przekonać się samemu. „Zły porucznik” (Bad Lieutenant: Port of Call – New Orleans) wpadnie na ekrany już dziś, we wtorek 12 maja o godz. 22:25. Emisja na antenie TV Puls.

Źródło: WPROST.pl
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...