100 zawodników, brak mety, wygrywa 1, reszta ginie. Hit Kinga zostanie zekranizowany!

Dodano:
Amerykańska okładka książki "The Long Walk" ("Wielki marsz") Źródło: Amazon
Książka „The Long Walk”, znana w Polsce jako „Wielki marsz”, doczeka się swojej filmowej wersji. To prawdziwa gratka, nie tylko dla fanów Stephena Kinga (w tym wypadku pisał pod pseudonimem Richard Bachman). Czy jednak twórcy sprostają wyzwaniu, na jakie się porwali?

Nie bez przyczyny „Wielki marsz” przez tyle lat pomijany był przez filmowców, a z bogatego repertuaru „króla horroru” wybierano znacznie mniej ciekawe tytuły. To konkretne dzieło Stephena Kinga wyjątkowo angażuje czytelnika i trudno nawet pomyśleć o przełożeniu tych samych emocji na język kina.

W końcu jednak za scenariusz zabrał się James Vanderbilt, pracujący przy takich filmach, jak „Zodiac”, „Niesamowity Spider-Man” czy „Dzień Niepodległości: Odrodzenie”. Reżyserią z kolei zajmie się André Øvredal, znany dotąd z „Łowcy trolli” i „Autopsji Jane Doe”.

O czym opowiada „Wielki marsz”?

Jeśli jeszcze nie czytaliście „Wielkiego marszu”, to jest to dobry moment, by nadrobić. Gwarantujemy, że - w przeciwieństwie do wielu przereklamowanych dzieł Stephena Kinga - będziecie czytać ją jednym tchem i prawdopodobnie skończycie całość w jeden, góra dwa dni. Istnieje też całkiem duże prawdopodobieństwo, że po lekturze będziecie mieć zakwasy!

Najlepiej z tym tytułem zapoznać się, nie wiedząc za wiele o jego fabule. Jeśli jednak chcecie wiedzieć o czym jest, to nie będzie spoilerem przedstawienie zarysu fabuły. Ta prezentuje się prosto: jesteśmy rzucani w świat, w którym młodzi ludzie co roku uczestniczą w zabójczym wyzwaniu. 100 zawodników musi iść przed siebie z określoną prędkością, kto nie wytrzymuje, jest uśmiercany na miejscu. Wygrać może oczywiście tylko jeden. Zaintrygowani? To do czytania!

Źródło: Deadline, Wprost.pl
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...