Kultowy serial „Dom”, jeden najbardziej przejmujących portretów powojennej Polski, nie tylko opowiadał losy mieszkańców warszawskiej kamienicy, ale przez dwie dekady kręcenia zapisał się jako kronika życia w PRL-u. Dziś, wciąż obecny na antenach różnych stacji, od ponad 45 lat nieodmiennie przyciąga miliony widzów. Czego jeszcze nie wiedzą o swoim ukochanym serialu?
Od PRL-owskiej propagandy sukcesu do pięknej opowieści o Polsce
Pomysł na serial narodził się w drugiej połowie lat 70., gdy – jak wspominał Krzysztof Nowak na portalu Dzieje.pl – ekipie Edwarda Gierka coraz bardziej brakowało realnych sukcesów, które można by pokazać społeczeństwu. Projekt miał pierwotnie nosić tytuł „22 lipca” i stanowić pochwałę ludowej ojczyzny.
Jednak aby nie popaść w nachalną propagandę, scenariusz powierzono Andrzejowi Mularczykowi i Jerzemu Janickiemu, prawdziwym mistrzom telewizyjnych produkcji, reżyserem został Jan Łomnicki, perfekcjonista, który jak podkreślali twórcy, potrafił odtworzyć klimat powojennej Warszawy w najdrobniejszym detalu. To była decyzja kluczowa. „Serial nazwaliśmy »Dom«, ponieważ w naszym zamierzeniu przez opowieść o kamienicy chcieliśmy opowiedzieć o Warszawie, a poprzez Warszawę — o Polsce. Nasz Dom stał się pryzmatem, przez który wszystko widać” – tłumaczył Janicki w rozmowie cytowanej w „Życiu Warszawy”.
Burzliwe narodziny „Domu”
Serial „Dom” zadebiutował 9 listopada 1980 roku odcinkiem „Co ty tu robisz, człowieku?”. Już pierwsze sceny pokazały, że nie będzie to klasyczna telewizyjna saga. Inspiracją dla „Domu” okazał się radiowy reportaż, który Mularczyk zrealizował blisko 20 lat wcześniej. Opowiadał o mężczyźnie mieszkającym w ruinach warszawskiej kamienicy, skazanej na rozbiórkę. „Zabarykadował się tam i nie chce wyjść, choć już ściany są rozwalane, bo ma tam powstać nowy budynek” – wspominał scenarzysta.
Na Tamce spotkał dozorcę, pana Jechanowskiego, który z reporterską pasją opowiadał o przedwojennej świetności kamienicy i jej lokatorach. Z ponad siedmiu godzin nagrań do emisji trafiło zaledwie 18 minut. Reszta – jak przyznawał Mularczyk – została „zmagazynowana” w jego pamięci i po latach stała się tworzywem „Domu”.
To na kanwie tej opowieści powstała kultowa postać dozorcy domu przy Złotej 25, pana Popiołka. Jego często i gęsto cytowane mądrości życiowe, jak „Jak ni ma bramy, wlizą chamy!”, „Ustrój to rzecz przejściowa”, czy „Koniec świata!” na stałe weszły do języka potocznego.
Droga do realizacji serialu nie była prosta. Od razu na wstępie Mularczyk i Janicki popadli w ostry konflikt z Januszem Gazdą, szefem redakcji polskich filmów fabularnych TVP, krytykując przygotowywany projekt jako przestarzałą propagandę.
Początkowo „Dom” miał liczyć zaledwie cztery odcinki i obejmować kilka pierwszych powojennych lat. Rzeczywistość napisała jednak inny scenariusz. Pierwsza seria liczyła siedem odcinków, kolejne powstawały w latach 1981–1982, z przerwą spowodowaną stanem wojennym, następne w drugiej połowie lat 80., a dwie ostatnie serie już po upadku komunizmu – w latach 1995–1996 oraz 1999–2000. „Kiedy zaczynaliśmy pracę, nie wiedzieliśmy, że tworzymy najdłużej kręcony polski serial” – podkreślał Mularczyk. Symboliczne było to, że ostatnie odcinki pokazano już właściwie w nowym stuleciu.
Dramat aktorów i historia Polski, które wpłynęły na fabułę
Długi czas produkcji sprawił, że wydarzenia historyczne i osobiste dramaty aktorów realnie wpływały na serial. Po wprowadzeniu stanu wojennego z „Domu” odeszła Joanna Szczepkowska, a Tomasz Borkowy, odtwórca roli Andrzeja Talara, wyjechał do Anglii. Z tego też powodu w odcinku 12 zagrał tylko w jednej scenie, kiedy wraca pijany z FSO. W innych zastąpił go dubler. Wcześniej wyemigrowała Joanna Pacuła, którą zastąpiła Halina Rowicka.
Jednym z najbardziej poruszających momentów była serialowa śmierć dozorcy Popiołka. W sierpniu 1982 roku w wypadku samochodowym zginął Maciej, syn Wacława Kowalskiego. Aktor, przybity stratą, zrezygnował na zawsze z kariery filmowej, autorzy scenariusza zareagowali, tworząc jedną z najbardziej pamiętnych scen w historii polskich seriali.
Także śmierć Bronka Talara, brata głównego bohatera, była celowym zabiegiem twórców serialu, którzy musieli jakoś rozwiązać problem związany z wyjazdem aktora Krzysztofa Pieczyńskiego do USA. Niespodziewane i nagłe zakończenie w 13. odcinku wątku doktora Sergiusza Kazanowicza wymuszone zostało osobistym dramatem aktora Tadeusza Janczara, który cierpiał już wówczas na postępującą chorobę dwubiegunową.
„Dom” jako obraz PRL-u? Warszawy? Polski!
Mimo cenzuralnych ograniczeń lat 80. „Dom” zachował wyjątkowy realizm. Codzienność bohaterów, ich prywatne dramaty i drobne wybory tworzyły wiarygodny obraz epoki, w której polityka była wszechobecna, ale rzadko artykułowana wprost. Twórcy podkreślali, że scenariusz wyrósł z setek autentycznych życiorysów bohaterów reportaży. „Scenariusz był sumą naszych osobistych i zawodowych doświadczeń. To właśnie one sprawiły, że postacie serialu mówią autentycznym językiem, są z krwi i kości” – mówił Mularczyk.
Z perspektywy lat serial stał się, może i trochę nieoczekiwanie, jednym z najpełniejszych zapisów życia codziennego w PRL-u. Nie wielkie polityczne daty, lecz zwykli ludzie i ich codzienność złożyły się na obraz epoki. „Jak go powtarzają w telewizji, to ludzie mówią, że oglądają go jak film dokumentalny” – przyznawał Mularczyk w 2023 roku.
„Dom” liczy 25 odcinków po 90 minut, które powstawały przez rekordowe 20 lat, co samo w sobie czyni go ewenementem. Ruiny Warszawy z pierwszych epizodów kręcono nie w Polsce, lecz w czeskim Moście, a serialową kamienicę przy Złotej 25 „grały” m.in. budynki przy Pańskiej 25, Marszałkowskiej 45 i Kowelskiej 6. Tekstami z filmu, nie tylki tymi „autorstwa” pana Popiołka, mówiły ulice. Jan Englert, serialowy Mundek żartował: „Rola nie kosztowała mnie zdrowia, pykałem ją, a dziś słyszę 'riki-tiki-tak'". Zbigniew Buczkowski (Henio Lermaszewski) dzięki „Domowi” z amatora przeobraził się w profesjonalnego aktora z równie słynnym cytatem – „koniec balu, panno lalu” – na koncie.
Prawdziwa siła serialu tkwi jednak w tym, że nie jest to opowieść ani wyłącznie o PRL-u, czy tylko o Warszawiakach, ale przede wszystkim o Polsce i Polakach. O ich codziennych radościach, miłościach, dramatach osobistych i historycznych, które nie zmieniają się bez względu na ustrój i czasy. Dlatego wciąż tak kochamy go oglądać.
Czytaj też:
Te trzy nowe filmy na HBO Max warto mieć na radarze. Sporo od mistrza thrillerówCzytaj też:
Hollywood wraca do afery Polańskiego. Oczami ofiary
