Polacy go uwielbiali. W każdej roli bez wyjątku. Dla milionów widzów pozostał na zawsze „Siarą” z przebojowego „Kilera”, ale dla wielu jego kultową postacią był Misiek z Kabaretu Olgi Lipińskiej.
Skąd wziął się Misiek Janusza Rewińskiego? „Słuchało się tych cymbałów z KC”
Sporo nieznanych dotąd, zakulisowych faktów i ciekawostek z tamtego okresu przynosi pierwsza biografia artysty „Siara. I nic nie jest jasne”, która ukazała się w styczniu 2026 roku nakładem Wydawnictwa Otwartego. To pierwsza tak pełna opowieść o Rewińskim — aktorze, satyryku, kabareciarzu i, na chwilę, polityku, który zmarł 1 czerwca 2024 roku, mając 75 lat. Artyście, który był nie tylko „Siarą”, ale też gwiazdą „Kabaretu Tey”, „Kabaretu Olgi Lipińskiej” czy serialowych „Tygrysów Europy”.
W Kabarecie Olgi Lipińskiej, do którego dołączył w 1979 roku, Janusz Rewiński stworzył jedną ze swoich najbardziej kultowych i rozpoznawalnych ról kabaretowych – postać Miśka. Gburowatego, gruboskórnego, a zarazem pewnego siebie dyktatora teatru w nieco przyciasnym garniturze, który gasił artystów urzędniczą nowomowę.
Skąd się wziął Misiek? „Z pierwszych sekretarzy warszawskich. Stamtąd się brał ten jego język – mówił Rewiński. – Były nagrania tych cymbałów z KC. To były niewyobrażalne typy. Pamiętam, jak jeden z nich mówił: »Dlaczego nikt nie tąpnie na tę Solidarność. Niech wstanie i tąpnie«. Tego się słuchało i wypracowywało się język. Misiek mówił Karkoszką, Czeczotką albo Baryłą. Każdy miał wtedy swojego Miśka-bęcwała, który mówił: wicie, rozumicie” – zdradza Beata Biały, autorka książki „Siara. I nic nie jest jasne”, z której pochodzi poniższy fragment.
„Padał trup, my żartowaliśmy, a ludzie tańczyli”. Fragment książki „Siara. I nic nie jest jasne”
Janusz Rewiński wszedł na scenę Kurtyny w górę i nie potrzebował więcej niż spojrzenia. Grał z dystansem, ale też z czułością. Olga Lipińska wspominała, że potrafił śmiać się z chamstwa, nie stając się przy tym chamem. „Misiek, chcesz cukerka?" – sekretarka (Iwona Biernacka) i Bella (Izabella Olejnik) co chwila pytały granego przez Rewińskiego Dyrektora. „Chcę” – odpowiadał Rewiński. „To se kup” – mówiły dziewczyny i słowa stawały się cięższe od milczenia. To nie była błaha fraza. To była diagnoza narodu, który się śmiał, bo nie miał nic lepszego.
Olga Lipińska wspominała: „To nie był żart". [...] „Cukerek" okazał się ponurym prezentem, który mógł, ale nie musiał być zaakceptowany. I rzeczywiście – „To se kup” zastępowało tysiące argumentów. Wystarczyło zamilknąć i pozwolić temu zdaniu rezonować. Ludzie powtarzali je po domach, tramwajach, przy śniadaniu. Jak mantrę. Jak wyznanie. Misiek nie był groteską – był lustrzanym odbiciem pokolenia, które ciągle na coś czekało. A nie dostawało. Rewiński dał mu życie – ciche, udręczone, precyzyjne. Spokojne, ale głębokie. To jedna scena. A jednak rozumie się bez słów, że cały Kabaret Olgi Lipińskiej był scenariuszem naszego wyczekiwania: na resztę, na ulgę, na coś więcej niż cukierek. Ten jeden dowcip okazał się wielkim gestem aktorstwa, który przerasta scenę.
„Bardzo późno dowiedziałem się, w jakim strasznym reżimie ja sobie żartowałem i jak bardzo nie zdawałem sobie sprawy, w jakim my świecie żyliśmy. Padał trup, my żartowaliśmy, a ludzie tańczyli. Było jak za okupacji. Dopiero dziś człowiek się zastanawia, po jakiej wąskiej kresce szedł i dlaczego oni nas wtedy nie zabili. Widocznie byliśmy im potrzebni” – wspominał Rewiński.
[...] Był jednym z nielicznych, którzy potrafili mówić o władzy tak, by poczuła się nieswojo, ale nie miała podstaw, by zamknąć mu usta. Dziennikarze pytali go czasem, czy się nie boi. Odpowiadał, że strach to dobre paliwo, ale tylko do momentu, gdy nie zatruje silnika.
Jego śmiech był jak stary rower – skrzypiał, ale jechał. Potrafił przejechać przez każdą cenzorską dziurę. Potrafił wjechać w temat będący dla innych polem minowym. Bo mówił nie wprost. Mówił bokiem. Mówił oczami. W skeczach potrafił jednym zdaniem obnażyć absurd systemu. Gdy grał urzędnika, mówił z całkowitą powagą: „Obywatelu, to nie tak, że my nic nie mamy. My mamy wszystko, tylko gdzie indziej”. Ludzie śmiali się z własnego życia. I ten śmiech był aktem oczyszczenia. W jednym z wywiadów Rewiński powiedział: „Kabaret to była terapia zbiorowa. Siedzieliśmy z tym narodem w jednej sali, tylko my na scenie, oni w ciemności. Ale lęki mieliśmy te same”.
Czytaj też:
Ten film ma już niemal 90 proc. pozytywnych recenzji. „Klimatyczny odjazd”Czytaj też:
„Ogląda się jednym tchem”. Ten polski kryminał z Więckiewiczem zawojował HBO Max
