5 maja 1938 roku w Łodzi przyszedł na świat człowiek, z którym polska kinematografia przez dekady nie do końca wiedziała, co z nim zrobić. Jerzy Skolimowski kończy dziś 88 lat i wciąż pozostaje tym, czym był od początku: artystą, którego nie sposób zaszufladkować.
Jerzy Skolimowski – człowiek, który boksował, reżyserował, malował. Nie tylko
Bokser, poeta, malarz, scenarzysta, aktor charakterystyczny w hollywoodzkich produkcjach i jeden z najbardziej oryginalnych reżyserów w historii europejskiego kina. Jego biografia to gotowy scenariusz na film: skandal z cenzurą w PRL, wieloletnia emigracja, sukcesy na Zachodzie, niespodziewany powrót i triumf w dojrzałym wieku. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim dwadzieścia lat spędzonych przy sztalugach, gdy kino musiało poczekać. Skolimowski jest jednym z tych twórców, którym życie dostarcza materiału bogatszego niż jakakolwiek fikcja.
Zanim jednak stał się ikoną, był studentem filmówki, który pisał dialogi dla Polańskiego, boksował amatorsko i chodził na uczelnię w Pradze, gdzie za kolegów miał Miloša Formana i Václava Havla. Potem trafił do Londynu, gdzie za sąsiada miał Jimiego Hendrixa. Skolimowski zawsze znajdował się w epicentrum epoki, nigdy na jej obrzeżach. Na planie, przy sztalugach czy jako charakterystyczna, twarda twarz w hollywoodzkich produkcjach Tima Burtona i Josha Whedona, Skolimowski zawsze też jest sobą. Wieczny outsider, który wygrywa na własnych zasadach. Oby tylko tak dalej.
Te filmy Skolimowskiego trzeba znać
„Rysopis”
Rok 1964 przyniósł pełnometrażowy debiut zmontowany z etiud studenckich, który natychmiast okazał się manifestem pokoleniowym. Bohaterem jest Andrzej Leszczyc, student ichtiologii, który rzuca studia i zgłasza się na komisję wojskową. Błąka się po Łodzi, testuje przypadkowe relacje, przymierza kolejne maski społeczne. Film otwarcie nie interesuje się wielką historią ani rozrachunkiem z wojenną traumą, do czego przyzwyczaili widzów Wajda i Munk. Skolimowski stawia na bohatera zagubionego w teraźniejszości, pełnego ironii i przekory. Postać Leszczyca zagrał sam reżyser, inaugurując swój zwyczaj obsadzania się we własnych produkcjach.
„Bariera”
Dwa lata później Skolimowski dostarczył widzom jeden z najbardziej osobliwych filmów polskiego kina lat 60. Student porzuca ideały akademickie, marząc o luksusie i szybkim samochodzie jako substytutach wolności. Gdy spotyka dziewczynę, musi skonfrontować się z pytaniami, przed którymi dotąd uciekał. Obraz gęsty od alegorii, poetycki w formie, polemiczny wobec romantycznej tradycji i wojennego dziedzictwa, które ciążyło nad całym pokoleniem. Skolimowski nie moralizuje, ale zmusza do myślenia.
„Walkower”
Andrzej Leszczyc powraca po wojsku i startuje w pokazowych walkach bokserskich, wędrując od miasta do miasta. Spotyka kobiety i dawnych przyjaciół, lecz za każdym razem, gdy pojawia się szansa na zakorzenienie, on już jest gdzieś indziej. Film portretuje bezideowość i strach przed samookreśleniem z jazzową dynamiką, która bliższa jest improwizacji niż klasycznej dramaturgii. Bokserskie doświadczenia reżysera nadają tej historii coś, czego nie da się po prostu zapisać w scenariuszu.
„Wrzask”
Rok 1978 i nagroda jury w Cannes za psychologiczny horror, który do dziś uchodzi za klasykę gatunku. Cross (Alan Bates), wędrowny muzyk obdarzony nadprzyrodzoną mocą, sieje chaos w życiu małżeństwa granego przez Johna Hurta. Oniryczna, niepokojąca opowieść inspirowana literackim pierwowzorem, zrealizowana z Anglikami, przez Polaka, w sposób niemożliwy do przypisania żadnej jednej tradycji narodowej.
„Start”
Start
Belgijska produkcja z Jeanem-Pierre'em Léaudem w roli pomocnika fryzjera, który za wszelką cenę chce wystartować w rajdzie samochodowym, przyniosła Skolimowskiemu Złotego Niedźwiedzia w Berlinie i zmieniła poetykę jego kina. W miejsce łódzkiego pejzażu i polskiego ducha przyszedł europejski chaos, absurdalna pogoń za marzeniem i bunt młodości wyrażony przez farsowy pościg.
„Fucha”
Kiedy w grudniu 1981 roku w Polsce ogłoszono stan wojenny, Skolimowski nakręcił o tym film natychmiast, choć formalnie rzecz dzieje się w Londynie. Polski brygadzista Nowak (Jeremy Irons) kieruje ekipą remontową i ukrywa przed robotnikami prawdę o tym, co dzieje się w kraju. Kameralny, klaustrofobiczny dramat o kłamstwie, izolacji i moralnych dylematach emigranta. Za scenariusz reżyser odebrał nagrodę w Cannes.
„Essential Killing”
Po niemal dwudziestoletniej przerwie od reżyserii, którą Skolimowski poświęcił malarstwu, wrócił z filmem niemal pozbawionym dialogów. Afgański więzień przetransportowany na Zachód ucieka z konwoju i walczy o przeżycie w ośnieżonym polskim lesie. Film nagrodzony Złotymi Lwami w Wenecji
„IO”
Najnowszy wielki sukces przyszedł w wieku, kiedy większość reżyserów dawno oddała kamerę. Oślik IO wędruje przez Europę po zamknięciu cyrku, doświadczając po drodze okrucieństwa i życzliwości ludzi. Inspirowany arcydziełem Roberta Bressona poemat wizualny o empatii wobec zwierząt i absurdzie świata widzianego oczami istoty bez możliwości protestu. Film przyniósł Skolimowskiemu Nagrodę Jury w Cannes i nominację do Oscara.
„Nóż w wodzie”
Pierwszy polski film nominowany do Oscara. Podczas podróży nad jezioro małżeństwo zabiera młodego człowieka, którego następnie zaprasza na swój jacht. W trakcie rejsu dochodzi do rywalizacji pomiędzy mężczyznami. Skolimowski był tu współscenarzystą, obok Romana Polańskiego.
„Marsjanie Atakują”
Skolimowski ma charakterystyczną, „twardą” twarz, którą uwielbiają reżyserzy w Hollywood. W tym rozrywkowym przeboju o inwazji kosmitów zagrał naukowca.
„The Avengers”
Tym razem wschodnią urodę reżysera wykorzystano do stworzenia postaci, która przesłuchuje Czarną Wdowę. Czytaj też:
Aż ponad 30 nowych tytułów w bibliotece HBO Max. Te już sąCzytaj też:
Jest córką najpiękniejszej polskiej aktorki. Widzicie podobieństwo?
