Przeżyła piekło, została ukochaną aktorką Polaków

Przeżyła piekło, została ukochaną aktorką Polaków

Alina Janowska w serialu „Wojna domowa”
Alina Janowska w serialu „Wojna domowa” Źródło: TVP
Przeżyła piekło, z uśmiechem na twarzy wyrzuciła je z pamięci. Na pozór chłodna i wyniosła nie narzekała na swój los, dla każdego miała wielkie serce.

Łączniczka Powstania Warszawskiego, więźniarka Pawiaka, mistrzyni szpagatu w dzieciństwie, wiecznie uśmiechnięty tytan pracy i dobra ciocia z telewizji wszystkich Polaków. Alina Janowska nie była aktorką. Była zjawiskiem, które już się nie powtórzy. Gdyby żyła, dziś obchodziłaby 103 urodziny.

Noga w górę otworzyła jej drzwi do kariery

Wszystko zaczęło się od nogi uniesionej zbyt wysoko w teatralnym korytarzu. Młoda Alina ćwiczyła grand battement (podstawowy ruch w balecie polegający na energicznym wyrzuceniu wyprostowanej nogi w powietrze — przyp. red.), gdy mężczyzna idący za jej plecami ledwie zdążył się uchylić. Zamiast reprymendy usłyszała pytanie: czy chce zagrać w filmie? Pytający był Tadeusz Karwański, kierownik produkcji, a filmem — legendarne „Zakazane piosenki” Leonarda Buczkowskiego. Tak przypadek zamienił tancerkę w aktorkę.

Janowska od dziecka żyła ruchem. Robiła mostki, szpagaty, chodziła na rękach. Gdy doznała poważnego urazu kolana i lekarz zasugerował porzucenie tańca, po prostu zignorowała radę. Tańczyła dalej, bo tak postanowiła. Ta sama cecha charakteru miała ją nieraz uratować i to w okolicznościach znacznie poważniejszych niż uraz kolana.

Z piekła Pawiaka na gwiazdorskie salony

Zanim trafiła na ekrany, przeszła piekło wojny. Alina Janowska była łączniczką Powstania Warszawskiego w batalionie „Kiliński". Pseudonim „Alina”, choć bardziej znana była pod drugim — „Setka”, bo na niej można było polegać w stu procentach. W 1942 roku, mając dziewiętnaście lat, trafiła na Pawiak za pomoc rodzinie żydowskiej. Siedem miesięcy w celi, wielokrotne przesłuchania w siedzibie Gestapo, nad jej głową wisiała groźba wywózki do Auschwitz.

Wspominała później nocne misje przez zbombardowane ulice Warszawy — jak z koleżanką niosły gar kaszy do powstańców, przebiegając między barykadami pod snajperskim ostrzałem. W jednym z późniejszych wywiadów powiedziała wyraźnie, że nie chce już opowiadać o swojej martyrologii — o więzieniu, cierpieniu i lękach. Chce mówić ludziom o tym, że życie bez miłości jest nic niewarte. To zdanie, wypowiedziane przez kobietę, która otarła się o obóz koncentracyjny, brzmi jak credo, obok którego nie można przejść obojętnie.

Alina Janowska — żywioł nie do opanowania

Jej recepta na sukces była prosta do zapamiętania i dla wielu trudna do wykonania. Trzy razy S, mawiała: Sprawność, Sumienność i Samoironia. Mąż Aliny, słynny szermierz i architekt Wojciech Zabłocki, mawiał, że jego żona była żywiołem, którego nie da się okiełznać. Gdy się kłócili, potrafiła wyrzucić przez okno telewizor albo cenną wazę, a chwilę później z uśmiechem nastawiać herbatę.

Dla wielu pokoleń Polaków Alina Janowska to przede wszystkim Eleonora Gabriel ze „Złotopolskich” — nieco apodyktyczna, nieprzewidywalna, za to z wielkim sercem ukrytym za maską wyniosłości. Aktorka przyznawała, że ta rola dawała jej szczególną przyjemność, bo mogła legalnie rozstawiać ludzi po kątach. Wcześniej, w „Wojnie domowej", stworzyła Irenę Kamińską — postać, którą widzowie do dziś wspominają jako telewizyjną matkę i ciocię w jednym. Kogoś bliskiego, nawet jeśli oglądanego tylko przez szklany ekran.

Choć miała na swoim koncie wiele ról w produkcjach, które zapisały się w historii polskiej kinematografii, jak „Zakazane piosenki”, „Skarb”, „Smarkula”, „Dzięcioł” „Rozmowy kontrolowane” „Podróż za jeden uśmiech”, „Stawka większa niż życie”, „Czterdziestolatek”, czy „Plebania”, największą popularność przyniosły jej właśnie „Wojna domowa” i później „Złotopolscy”, które uczyniły z niej jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej telewizji.

Ostatnie lata były dla niej trudne. Choroba Alzheimera odbierała Janowską kawałek po kawałku. Nie poddawała się. Zawsze z uśmiechem, choć później może już nieco zamglonym, melancholijnym. Nie tylko nie narzekała na swój los, ale pochylała się nad losem innych. Przez lata angażowała się w pomoc dzieciom z Żoliborza, zakładając stowarzyszenie „Gniazdo". Na ekranie potrafiła być chłodna i wyniosła. W życiu — ciepła, a przy tym zadaniowa, za to zawsze oddana i lojalna do końca.

Czytaj też:
Quiz z wieczorynek PRL-u. Rozpoznaj kadry!
Czytaj też:
Nowy polski serial kryminalny nadchodzi! „Morfeusz” z niewidzianymi dawno aktorami