Doda nie ustaje w swojej misji ratowania zwierząt. Tym razem pojechała do Sobolewa, gdzie zimowa interwencja przerodziła się w dramatyczną konfrontację. Wróciła wstrząśnięta tym, co zobaczyła i usłyszała na miejscu.
Awantura przed schroniskiem w Sobolewie. „Jak on na nich huknie”
Doda zaangażowała się w pomoc zwierzętom przebywającym w schroniskach. Artystka nagłośniła już wcześniej sytuację w bytomskim schronisku, gościła z płomiennym wystąpieniem na obradach sejmowej komisji, a kolejnym punktem na jej trasie ratunkowej stało się schronisko „Happy Dog” w Sobolewie. To właśnie tam właściciel placówki, Marian D., usłyszał zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Wyrok jednak dotąd nie zapadł.
W czwartek, 22 stycznia Doda pojawiła się w Sobolewie. Spotkała się z wójtem gminy, a całemu wydarzeniu towarzyszyły media. Już na miejscu artystka relacjonowała swoje pierwsze wrażenia przed kamerą „Faktu”. „Jak on na nich huknie, to widać, że te psy się od razu wycofują” — mówiła o zachowaniu dyrektora schroniska. Zwracała też uwagę na sposób prowadzenia rozmów z osobami zainteresowanymi adopcją. „Przyznam, że jestem w szoku, bo w życiu nie byłam w schronisku, w którym słyszałam: bierze pani czy nie bierze?! Taka była rozmowa: tak albo nie, koniec” — relacjonowała.
Dzierżawa za 500 zł. „Pan Marian jest osobą niewinną”
Po spotkaniu z wójtem Doda, wraz z prawniczką i współpracownikami, ustaliła, że teren, na którym działa schronisko, został wydzierżawiony dyrektorowi za 500 zł. Artystka zaczęła publicznie mówić o możliwości istnienia „lokalnego układu” i zaapelowała do władz państwowych o interwencję.
Wójt Sobolewa, Maciej Błachnio, w rozmowie z reporterem „Faktu” stanowczo odpierał zarzuty. „Schronisko jest własnością prywatną, a pan Marian ma swoje zasady co do wejścia. Ziemię dzierżawi mu Gmina Sobolew. To jest dawne wysypisko śmieci, a umowa kończy się w kwietniu tego roku. Jeśli chodzi o oskarżenia, to należy je udowodnić” — podkreślał. Dodał również: „Pan Marian jest osobą niewinną, a póki jest osobą niewinną, ja jako wójt nie widzę podstaw, żeby mu tę umowę wypowiedzieć”. Wójt sam przyznał, że proces przeciwko Marianowi D. „ciągnie się już chyba ósmy rok, w dalszym ciągu nie ma wyroku”.
„Nie pozwolił mi zabrać psów”
Marian D. nie zgodził się na wejście na teren schroniska ani mediów, ani osób zainteresowanych adopcją. Wyjątek zrobił jedynie dla Dody, która przeszła przez zamykaną na klucz furtkę. Po wyjściu nie kryła emocji.
„Chciałam wziąć trzy psy, nie pozwolił mi. Jakieś absurdalne preteksty. Powiedział, żebym przyjechała w poniedziałek” — relacjonowała. Zwracała uwagę na zachowanie zwierząt. „Psy są bardzo agresywne. To nie są psy tak jak w schroniskach, że możesz podejść, ubrać je, że człowieka lubią i człowiek chce dobrze. Większość z tych psów… Jak on na nich huknie, to widać, że te psy się od razu wycofują. No tam jest ostra ręka”.
Jednocześnie zaznaczała, że nie widziała skrajnie wychudzonych czy poranionych zwierząt. „Nie ma tam chudych psów, budy są słabe, nie wyglądają na ocieplone, ale widziałam gorsze. Nie widziałam żadnych chudych, poranionych psów, tylko bardzo zlęknione i agresywne”. W rozmowie z „Faktem” dodała: „Przyznam, że jestem w szoku, bo w życiu nie byłam w schronisku, w którym słyszałam: bierze pani czy nie bierze?! Taka była rozmowa — tak albo nie, koniec”.
„To jest inny rodzaj znęcania”. Nie opłaca mu się trzymać zwierząt
Po wizycie w Sobolewie Doda udzieliła także wywiadu serwisowi Jastrząb Post. W emocjonalnych słowach opisywała skalę problemu. „Pan Marian, kierownik schroniska, to inny przypadek niż Bytom. I jest to dziesięć razy gorsza sytuacja. On dostaje 3 tys. zł za odłowienie psa jednorazowo, w związku z powyższym nie opłacała mu się tych zwierząt ani karmić, ani leczyć, ani utrzymywać” — mówiła.
Artystka nie kryła łez. „To jest inny rodzaj znęcania i inna skala znęcania. To jest sytuacja, w której 200 psów, wchodząc do schroniska, wchodzi do jeszcze większego piekła. Miesiącami są głodzone” — podkreślała, apelując o zerwanie umowy dzierżawy.
Co na to urzędy? Doda nie odpuści!
Mazowiecki Urząd Wojewódzki odniósł się do sprawy w grudniu 2025 roku. W wydanym oświadczeniu poinformowano, że przeprowadzone kontrole nie potwierdziły rażących zaniedbań. „Wyniki przeprowadzonych kontroli nie potwierdzają podnoszonych w mediach i przestrzeni internetowej rażących nieprawidłowości i niedożywionych czy zaniedbanych zwierząt, poza tymi w trakcie leczenia” — przekazali przedstawiciele urzędu.
Doda zapowiedziała jednak, że nie zamierza rezygnować z nagłaśniania sprawy. W mediach społecznościowych pisała wprost o dramacie zwierząt i apelowała o dalsze zainteresowanie tematem. „Dziś na Waszą prośbę pojechałam spróbować zakończyć koszmar w Sobolewie, nazywanym »Auschwitz dla zwierząt«. Od lat setki dowodów i prośby ludzi o interwencję nic nie dają, to miejsce jest nietykalne. PROSZĘ WAS ! Wiem, że wciąż przeżywacie Bytom, ale TERAZ musimy iść dalej -jest dziesiątki gorszych miejsc, które muszą być nagłośnione jak najszybciej! Bez Waszej interwencji będą umierać tam w męczarniach dzień po dniu. Każdy dzień braku zainteresowania innymi mordowniami to CODZIENNIE setki zwierząt konających za nasze pieniądze i ciche przyzwolenie! DO DZIEŁA”” — zaapelowała piosenkarka.
Czytaj też:
„Legalna blondynka” wraca w serialu! Tak wygląda nowa ElleCzytaj też:
Łzy matki i szok córki. Tak reagowano na nominację do Oscarów 2026
