Festiwal żenady w 2025 roku. Dramy, awantury i ustawki

Festiwal żenady w 2025 roku. Dramy, awantury i ustawki

Małe i duże dramaty w celebryckim świecie
Małe i duże dramaty w celebryckim świecie Źródło: Instagram / Agnieszka Kaczorowska, Rolnik szuka żony, Daniel Martyniuk
Polski świat celebrycki nie zawiódł. Zapewnił w minionym roku tyle dram, że nic tylko siąść, wspominać i płakać.

Głośne rozstania, publiczne pranie brudów, oskarżenia o manipulację, ustawki, obrażanie jury i widzowie krzyczący o „ustawkach”. W 2025 roku w polskim show-biznesie nie sposób było się nudzić ani przez chwilę.

Rok 2025 – rok pierwszy

Pod wieloma względami był to rok przełomowy. Po raz pierwszy w historii tanecznego show na parkiecie wystąpiła żeńsko-żeńska para. Po raz pierwszy jeden z uczestników randkowego show wycofał się z programu w trakcie emisji. Na dodatek nawrzucał producentom, że to ich wina, bo na każdym kroku starali się mu dowalić. Widzowie zaczęli masowo narzekać na „sztuczne dramy” i „ustawki”. Rozpadły się naprawdę wieloletnie związki, nie tylko partnerskie, ale i związki z pracą, czy macierzystą stacją telewizyjną. Najczęściej w dość niemiłej atmosferze, by nie powiedzieć w oparach skandali. Nagle okazało się, że dotychczasowi bohaterowie mediów, influencerzy, umoczeni są w różne, nie do końca fajne sytuacje, a przemiłe skądinąd panie, potrafią publicznie nawrzucać koleżankom, ile wlezie. Po raz pierwszy też chyba słuchaczom więdły uszy nie tylko z powodu playbacku i tradycyjnie kiepskiego nagłośnienia, ale też i po żarcikach prowadzących wielkie krajowe imprezy.

Dramy, afery i skandale. Byle błysnąć. Choć na chwilę

Poza tym niewiele się zmieniło. Liderzy nie zawiedli, nie było dnia bez dramy z udziałem Daniela Martyniuka, czy Marianny Schreiber, Kubicka podjęła kolejną próbę rozstania się z Baronem, a Rafał Patyra z TV Republika nie przepuścił żadnej okazji, by wbić szpilę w tancerkę Kaczorowską. Jedynie dramy zaczynają wchodzić na coraz wyższy poziom. Wojewódzki rozstał się z Teatrem 6. piętro, ale przebił go Martyniuk, który musiał pożegnać się z lotem samolotem. Na szczęście dla syna Zenka do pożegnania doszło już na ziemi. Celebryci, influencerzy i bohaterowie reality show robili wszystko, byśmy o nich nie zapomnieli. Czasem może przez nieuwagę, najczęściej z powodu nagromadzonych emocji, które wymknęły się spod kontroli, ale też pewnie i z premedytacją, bo jak wiadomo (słowa te przypisywane są wielu osobom): Nieważne jak o tobie mówią, ważne by mówili.

Wybrane celebryckie dramy i żenady 2025 roku

„Taniec z gwiazdami”. Bitwa o zasięgi i żenujące rozstania

Jubileuszowa edycja „Tańca z gwiazdami” była zarazem jedną z najbardziej przełomowych i konfliktowych odsłon w historii programu. Po raz pierwszy na parkiecie pojawiła się żeńsko-żeńska para — Katarzyna Zillmann i Janja Lesar — co już samo w sobie wywołało ogromne emocje. Prawdziwa burza rozpętała się jednak dopiero w finale.
Zwycięstwo Mikołaja „Bagiego” Bagińskiego i Magdaleny Tarnowskiej zostało przez część widzów przyjęte z entuzjazmem, ale znacznie głośniej manifestowali oburzeni. W internecie zaroiło się od komentarzy, że w tym sezonie „wygrały zasięgi, a nie taniec”. Influencer, który mógł pochwalić się ogromnym zapleczem fanów, pokonał pary powszechnie uznawane za lepsze technicznie. Do ognia oliwy dolały wypowiedzi jurorów. Iwona Pavlović i Tomasz Wygoda otwarcie przyznali, że ich zdaniem najlepiej tańczyła Wiktoria Gorodecka. Sama Pavlović mówiła wprost, że jej oceny wobec Bagiego były „prawdziwe”, bo — jak stwierdziła — tańczył najsłabiej z finałowej trójki. W komentarzach pojawiły się ostre słowa: „To chyba jakiś żart nieśmieszny. Tańczył zdecydowanie najgorzej z tej trójki”, „Biorą TikTokerów dla zasięgu programu i tak to się później kończy. Wygrywa zasięg, a nie taniec”.
Na tym nie koniec mało tanecznych dram. Projektantka Ewa Minge, która odpadła już w drugim odcinku, pożegnała się z programem w sposób, który na pewno zapisał się w pamięci widzów. Najpierw deklarowała ulgę, że już ma to za sobą, chwilę później oskarżyła na wizji Rafała Maseraka i jurorów o ośmieszenie jej występu. Widzowie nie mieli dla niej litości, zarzucając brak klasy i nieumiejętność przyjęcia krytyki. Sama Minge nie zamierzała jednak milczeć. W kolejnych wywiadach mówiła o „podwójnych standardach”, zarzucając Iwonie Pavlović, że inaczej ocenia Tomasza Karolaka, a inaczej ją. Jej wypowiedzi tylko pogłębiły wrażenie chaosu i emocjonalnej huśtawki, która zdominowała jubileuszową edycję.
Popalić dała też Agnieszka Kaczorowska w duecie — tanecznym i prywatnym — z Marcinem Rogacewiczem. Para odpadła stosunkowo wcześnie i również zrobiła to w stylu, który wywołał ogromne poruszenie. Po eliminacji padły oskarżenia o hejt i niski poziom rywalizacji, a całość zakończyła się demonstracyjnym zniknięciem z planu i nieobecnością w programach towarzyszących.
Kilka miesięcy później Kaczorowska opublikowała długi wpis, w którym mówiła o manipulacjach, niesprawiedliwości i fali nieprawdziwych informacji na swój temat. Zapowiedziała odejście z programu i nowy etap kariery, ale już poza parkietem Polsatu. Bez wątpienia tancerka była jedną z najjaśniej panujących gwiazd celebryckich 2025 roku.

„Rolnik szuka żony”. Apogeum sztucznych dram

Dwunasta edycja „Rolnika” przeszła do historii jako jedna z najbardziej gorzkich. Roland zakończył program samotnie, mimo że o jego względy walczyły trzy kobiety. Finał przyniósł szczere, momentami brutalne wyznania i zdanie, które obiegło internet: „Jedną i drugą skrzywdziłem”.
Karolina, wybrana przez Rolanda, nie ukrywała poczucia oszukania, gdy okazało się, że jednym z kluczowych argumentów była… odległość między miejscami zamieszkania. Ola i Kasia również nie szczędziły gorzkich słów, wskazując na jego brak decyzyjności. Widzowie nie mieli wątpliwości — ten finał obnażył wszystkie słabości formatu. „Szkoda słów”, „Wszystko pod TV”, „Czy tylko ja widzę dystans między parami? [...] tak, wiem, że są kamery, ale przypomnijcie sobie poprzednie edycje… tu jest jakoś tak sztucznie”, „Zgłaszają się ludzie, którzy myślą innymi realiami. By zaistnieć w show-biznesie” – komentowali rozgoryczeni internauci. Najwyraźniej nawet najwięksi fani randkowego reality show mają już dość sztucznie kreowanych dramatów w programie, w którym tak naprawdę o rolników biznesmenów walczą miastowe panny.

„Ślub od pierwszego wejrzenia”, czyli „szukanie byle g***a, byle się dowalić”

Prawdziwą bombą był jednak najnowszy sezon „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. Maciej, jeden z uczestników, tuż przed finałem ogłosił, że rezygnuje z programu, oskarżając produkcję o niszczenie jego wizerunku i „szukanie taniej sensacji”. To pierwszy taki numer w historii programu. „Pytania do mnie są zawsze oczerniające mnie albo mające na celu szukanie taniej sensacji, której nie ma. Więc ja już nie będę brał w tym udziału. Nie po to przez czterdzieści lat walczyłem o swoje dobre imię, żeby teraz jednym programem, za który nie dostaję ani złotówki, się pogrążać” — tłumaczył swoją decyzję Maciej. „Ja jestem mega zawiedziony. Ja tak mega żałuję, że my nie dostaliśmy kogoś, kto chciał zrobić z tego programu coś fajnego, tylko szukał byle g***a, byle się dowalić” - dodawał. Jego emocjonalne wystąpienie, pełne zarzutów o manipulację i reżyserowanie konfliktów, było bezprecedensowe. Produkcja milczała, a eksperci bronili formatu, podkreślając, że program nie jest wyreżyserowany. Napięcie wokół show było jednak tak duże, że dwie ekspertki ogłosiły odejście, nie zgadzając się na narrację opartą na konflikcie i hejcie.
Julitta Dębska, psycholożka, oraz terapeutka par Zuzana Bijan poinformowały na Instagramie, że żegnają się z programem. „Nie zgadzam się na podejście, w którym program o relacjach opiera się przede wszystkim na napięciu, konflikcie i sensacji” – napisała Dębska. „Biorąc udział w telewizyjnym eksperymencie byłam przygotowana, że będzie to związane z oceną. Jednak ostatnio słyszę na swój temat zbyt wiele niekonstruktywnych i obrażających mnie komentarzy. Długi czas na to nie reagowałam, natomiast moje granice zostały przekroczone. Coraz bardziej widzę, że hejt nie jest rozmową” – przekazała z kolei Bijan. Na początku grudnia pojawiła się informacja, że produkcja show planuje wymienić cały zespół ekspertek.
Finał i tak nie przyniósł szczęśliwego zakończenia — obie pary po emisji ogłosiły rozstania, co tylko potwierdziło wrażenie, że telewizyjny eksperyment coraz częściej kończy się rozczarowaniem.

TV Republika jedzie po bandzie, a inni na ustawkach?

Fala żenady przetoczyła się też przez inne stacje i programy. W Telewizji Republika brylował w 2025 roku Rafał Patyra. „Zasłużył” się tym, że nie potrafił nie wbić szpili w Agnieszkę Kaczorowską, bez względu na to, czego dotyczył program, który prowadził lub komentował. „Agnieszka jest kimś na kształt seryjnego mordercy, jeśli chodzi o serca męskie i przy okazji małżeństwa też” - stwierdził na wizji Patyra i od tego zaczęła się, ciągnąca się miesiącami drama. Kiedy aktorka i tancerka, znana z „Klanu” i „Tańca z Gwiazdami”, wystosowała przedsądowe wezwanie zarówno do Telewizji Republika, jak i do samego dziennikarza, oskarżając ich o naruszenie dóbr osobistych, panowie z Republiki zrobili sobie z całej afery kabaret. Na wizji, przed telewidzami. „Nie wiem, dlaczego pani Agnieszka się gniewa, skoro w tej wypowiedzi zaszyty jest ukryty podziw” — ocenił w programie „znawca show-biznesu” (przynajmniej tak przedstawiono go na antenie TV Republika). „Pani Agnieszko, o całej sprawie zapomniałem już na śmierć. Potwierdzam, może pani całować i kochać, choćby na zabój, kogo tylko pani chce. Pod warunkiem że będzie to miłość aż po grób” — ironizował z kolei Patyra na wizji.
Zupełnie na poważnie za to dziennikarze informacyjni Republiki - Michał Rachoń, Karol Gnat i Katarzyna Ciepielewska - zaczęli się pojawiać w programie „Dżungla goryla”, czyli takich jakby telezakupach, promujących platformę e-commerce związaną ze spółką związaną z Republiką. Towarzyszyły im na ekranie zabawki, kosmetyki, lalki, klocki i inne takie informacyjne i dziennikarskie gadżety.
Żeby nie było, że tylko o Republice. Rok 2025 przyniósł też falę oskarżeń o „ustawki” w programach innych stacji. Zwycięstwo Michała Kota w „Top Model” wywołało burzę — widzowie zarzucali produkcji, że wygrał influencer z doświadczeniem, a nie osoba, dla której program miałby być startem kariery. „Słabo i niesprawiedliwe, że on wygrał!! Gościu, który ma doświadczenie w modelingu, wygrał. Bardzo, bardzo słabe. Powinien wygrać Mateusz!!!”, „Wow facet, który od lat siedzi w modelingu, wygrał top model. Normalnie szok”, „Znowu wygrywa top influencer, nie top model” – komentowali internauci.
Podobnie było w „The Voice of Poland”, gdzie półfinałowe decyzje doprowadziły do oskarżeń o brak przejrzystości, plagiaty i manipulowanie głosami widzów. „Ale ten program jest ustawiony. Żanetka, która śpiewa jak w »Od przedszkola do Opola« i do tego dziewczynka, która umie tylko wyśpiewywać długie dźwięki. W finale powinien być Dominik i Mateusz. Ale najprawdopodobniej produkcji nie spodobałoby się pięciu facetów. A widzom można wcisnąć wszystko, że tak wyszło z głosowania SMS” — pisała jedna z internautek.
W sieci dominowało jedno pytanie: czy te formaty nadal są uczciwymi konkursami, czy już tylko telewizyjnym spektaklem?

Sandra Kubicka

Tradycyjnie nie mogło zabraknąć głośnych, medialnych rozstań. Agnieszka Kaczorowska, gwiazda tabloidów roku 2025, rozstała się z mężem, Maciejem Pelą, potem z programem „Taniec z Gwiazdami”, a w końcu i z telewizją Polsat, z którą przez lata współpracowała.
Katarzyna Zillmann rozstała się z partnerką, Julią Walczak, a Muniek Staszczyk „wziął rozwód” ze swoimi kolegami z kapeli. Najpierw pozbył się z zespołu gitarzysty Jana Benedeka, a potem wyrzucił perkusistę Sidneya Polaka. Ten ostatni był podobno w szoku, bo nic nie zapowiadało rozstania, o których dowiedział się zresztą z SMS-a. Tymczasem lider T.Love tłumaczył, że były to decyzje „przemyślane, bolesne i konieczne”.
Sandra Kubicka i Aleksander Milwiw-Baron też się rozstali, ale tego akurat nie da się stuprocentowo potwierdzić. Już raz się bowiem "rozstali”, a potem do siebie wrócili. Niewykluczone więc, że kiedy o Sandrze zrobi się już odpowiednio głośno, na tyle, że dramy będą niepotrzebne, to znowu do siebie wrócą.
Kuba Wojewódzki, który w 2025 roku wyjątkowo słabo błyszczał (głównie wieszając psy na młodym Martyniuku i dziewczynie Hakiela), rozstał się z Teatrem 6. piętro, w którym przez 15 lat grał główną rolę w spektaklu Woody’ego Allena „Zagraj to jeszcze raz, Sam”, bo mu się nie podobało, że w na tych samych deskach, co samozwańczy król TVN-u ma występować niejaki Żurnalista, przez niektórych zwany królem wywiadów z celebrytami. „W związku z planami pojawienia się na scenie @teatr6pietro niejakiego Żurnalisty, którego osoba, światopogląd, etyka i estetyka są mi całkowicie obce, zmuszony jestem zrezygnować z dalszej współpracy z Teatrem” — wyjaśnił Wojewódzki.

Friz i Wersow – klapa na miarę „Smoleńska”

Karol Wiśniewski i Weronika Sowa wzięli ślub. W tajemnicy. Pewnie po to (w tajemnicy), żeby z hukiem zapowiedzieć film — a jakże — o nich samych. Jesienią w kinach obraz „Friz & Wersow. Miłość w czasach online". Dokument „o sekretnym ślubie pierwszej pary polskiego internetu” miał „odsłaniać kulisy powstawania ich największych przedsięwzięć, presję czasu i oczekiwań widowni, ale też ciepło codziennych gestów i rozmów, które budują prawdziwą relację”, jak można było przeczytać w opisie. Niestety, tym razem cudowne dziecko polskiego świata influencerów przepaliło i nawet na Orła nie może liczyć, nie wspominając o Oscarach. Użytkownicy serwisu Filmweb ocenili to dzieło mniej więcej tak, jak pamiętny „Smoleńsk”. W ostatni dzień roku produkcja z Frizem i Wersow miała średnią na poziomie 2,3 na 10 przy 12 tys. ocen. Ocena krytyków: 1,7. „Sorry, ale to jest tak źle, że musiałem oczy wybielaczem umyć po oglądnięciu tego czegoś” - pisał jeden z kinomanów.

Marianna Schreiber

Osoba publiczna, ż𝐨𝐥̷𝐧𝐢𝐞𝐫𝐳 𝐖𝐨𝐣𝐬𝐤𝐚 𝐏𝐨𝐥𝐬𝐤𝐢𝐞𝐠𝐨 (żołnierka chyba??), aktywistka, jak sama siebie przedstawia, a na dodatek zawodniczka freak'owych „walk” (choć słowo walka z trudem przeciska się przez usta), gospodyni programu w prawicowej telewizji i (była) partnerka prawicowych działaczy. Mając tyle aktywności na głowie, nie sposób się nudzić, nic więc dziwnego, że Marianna niemal codziennie zapewniała mediom jakąś robotę. Najgłośniej było o jej rozstaniach z partnerami, po których natychmiast dzieliła się ze wszystkimi swoimi mądrościami życiowymi na temat… związków partnerskich i facetów ogólnie. W zamierzchłej przeszłości (czyli w 2024 roku) rozstała się z Łukaszem Schreiberem, posłem PiS, potem już w 2025 urwała krótki, medialny związek z Przemysławem Czarneckim, by w końcu rozstać się i z Piotrem Korczarowskim, którego określała mianem „miłości życia”.
Naprawdę trudno byłoby wybrać jedną, „the best” dramę z jej udziałem, ale na pewno głośnym echem odbiły się dywagacje Marianny na temat mężczyzn, feministek oraz tego, co kto powinien w związku. Przypominamy, gdyby komuś ta światła myśl uleciała: „Widzę, że wielu chłopczyków zamkniętych w ciele dorosłych mężczyzn, nie rozumie, więc specjalnie dla Was: Jeżeli związek ma właściwie działać, to kobieta powinna urodzić swemu mężczyźnie dzieci, wspierać go w jego drodze zawodowej, zadbać o dom, być jego najlepszą przyjaciółką, partnerką tudzież żoną, kochanką. Rolą mężczyzny jest zadbać finansowo o rodzinę, mówiąc krótko — utrzymać ją. [....] Jeżeli kobieta chce, będzie mu uległa i podporządkowana — nie oznacza to jednak, że nie może być przy tym finansowo niezależna” — pisała Marianna.
Wkrótce po tym, pochwaliła się, że… pobiła faceta. Facetem okazał się ktoś znany w internecie jako „najgorszy polski dziennikarz”, który w programie zaliczył solówkę z Marianną. Celebrytka, kobieta, aktywistka wymłóciła go tak, że pokazowo wyleciał z pseudo ringu. Umiejętności aktorsko-kaskaderskich mógłby im pozazdrościć sam Jackie Chan. Powaga!

Daniel Martyniuk

Po prostu Król Dram Daniel I. (Nie)litościwie nam przez cały rok dostarczający pożywki. Nie starczyłoby miejsca i czasu, by przypomnieć wszystkie przygody syna Zenka Martyniuka, zatem w telegraficznym skrócie. Daniel pojawiał się w sieci i znikał, migocząc jak zepsuta latarka. Zmieniał profile i nastawienie do życia. To puszczał filmik, na którym zarejestrowano nocną kąpiel w morzu i dziwne, bełkotliwe dźwięki, w których wręcz trudno rozpoznać ludzki głos, to fotki przy normalnej, porządnej robocie, za którą się zabrał, albo i z całą rodziną, na porodówce. Kiedy już na horyzoncie pojawiła się iskierka nadziei, że Daniel się uspokoił, ten zaczynał bezpardonowo atakować swoją żonę, rodzinę, pisać o przemocy psychicznej, której paść ofiarą. „Moja żona ma mnie przeprosić. Co ja jest śmieć jakiś? Nara. Albo przeprasza, albo będę ją jechał, dopóki nie weźmie rozwodu” - grzmiał w sieci.
Niemal międzynarodowy skandal wywołał, kiedy awanturując się pod wpływem alkoholu o piwo na pokładzie samolotu, doprowadził do awaryjnego lądowania maszyny. Skończył w kajdankach. Już kiedyś do wyprowadzono po burdzie, nie w samolocie, ale w hotelu (podczas nocy sylwestrowej przełom 2023/2024). Co zatem zrobił w tym roku młody Martyniuk? Zapowiedział, że będzie się domagał od hotelu rekompensaty. „Osobiście powiem, że po tym, co się wydarzyło w Zakopanem w Sylwestra, ten hotel Belvedere zapłaci mi rekompensatę. I frajerek w dresiku Gucci też mnie przeprosi. Biznesmenie zas**ny w wieśniackim ubranku. Nigdy nie lubiłem tego miejsca, a teraz go nienawidzę” – grzmiał w sieci, by pod koniec roku apelować o świat bez „szlabanów”. „[...] Wszystko dostępne. Żadnych szlabanów. Kim my jesteśmy? Ludźmi! Ludzie, precz z władzą. Precz z prawem. Tylko my! Ludzie, którzy wolność kochają!” — głosił w jednej z relacji.
Swoją drogą, to też niezła ciekawostka i drama: jak ktoś, kto jest znany tylko dlatego, że ma znanego ojca, nagle sam staje się znany? Sam mogę wyliczyć bez zastanowienia, co najmniej z 10 osób, które podobne farmazony plotą nawet na trzeźwo i żaden Pudelek o nich nie pisze.

Muzyczne podsumowanie roku. Suchary, rozkraczona panna i wycie ze sceny

Największe polskie festiwale muzyczne tradycyjnie dały ciała. Na dodatek tym razem po równo oberwało się śpiewającym, co i prowadzącym. W trakcie 62. edycji Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu publiczność narzekała: „Masakra dźwiękowa. Nic nie można zrozumieć, pomimo nadstawiania uszu”, „W tv głos wokalistów szybciej słychać niż śpiewają faktycznie, co pokazuje obraz, jakby playback był źle podłożony”. Fatalny debiut w roli gospodarzy zaliczyli Bovska, Tribbs i Zalia. „Konferansjerka pod psem, masakra”; „[...] komu przyszło do głowy, żeby Tribbs był konferansjerem?”; „Dziwniejszych prowadzących trudno znaleźć. Panna po prawej, w krynolinie, rozkraczona jak…” – pisali widzowie, nie zostawiając suchej nitki na polskiej piosenkarce i aktorce dubbingowej.
Nie lepiej spisały się gwiazdy TVN-u. Z komentarzy w sieci jasno wynikało, że mało kogo bawią już suchary rzucane przez duet żartownisiów ze śniadaniówki, czyli Marcina Prokopa i Dorotę Wellman. „Ja już nie trawie żartów ani p. Doroty, ani p. Marcina”, „Mogli sobie darować Prokopa [...], żenujący typ, przez który program traci styl, natomiast pani Dorota klasa sama w sobie — pisali rozczarowani widzowie.
DO poziomu żenady równała telewizja publiczna, emitując koncert „Polska na TAK!”, który odbył się 11 listopada w Lublinie z okazji Święta Niepodległości, na którym Sarsa popisowo zarżnęła kultowy utwór „Chcemy być sobą” zespołu Perfect. „Zachowuje się, jakby potrzebowała egzorcysty…”, „Co to za dziwactwo? Ani to taniec, ani to śpiew, ani to wygląd. Porażka, delikatnie mówiąc” – i tak łaskawie oceniali internauci.
Przez cały rok kotłowała się także burza wokół Eurowizji 2026 w związku z wojną w Strefie Gazy i udziałem Izraela w konkursie. Ostatecznie Izrael wystąpi, nie wystąpią za to reprezentanci wielu innych krajów, które na znak protestu wycofały się z udziału w konkursie. Polska wystąpi, bo jak tłumaczyła Telewizja Polska w oficjalnym oświadczeniu, „Wierzymy jednak, że Eurowizja ma jeszcze szansę na to, by ponownie stać się przestrzenią, którą wypełnia muzyka. I tylko muzyka. My tę szansę dajemy, tak jak przeważająca większość członków EBU”. A internauci na to: „W tym roku to nie moja Eurowizja”, „Po raz pierwszy nie oglądam”, „Dziwię się, że nie zwracacie uwagi na krytykę”.
Tak czy inaczej, już teraz wiadomo, że 70. Konkurs Piosenki Eurowizji, który odbędzie się 12, 14 i 16 maja 2026 roku w Wiener Stadthalle w Wiedniu przejdzie do historii z powodu rekordowo niskiej liczby uczestników. Możemy też być pewni, że nie będzie to jedyna „drama” tegorocznego konkursu. O celebryckim roku nie wspominając.
Czytaj też:
Aż 120+ seriali na liście najlepszych w tym roku! Przegląd najwyżej ocenianych premier
Czytaj też:
Romska ceremonia i fala nienawiści. Rodzina Viki Gabor zabiera głos

Źródło: WPROST.pl