Do tej kategorii należy bez wątpienia „Znachor”, który w Wielkanoc 2026 powróci na małe ekrany w wyjątkowej obfitości. Tym razem jednak widzowie dostaną też coś ekstra: obok kultowej wersji Jerzego Hoffmana z 1982 roku stacje telewizyjne pokażą również nowszą adaptację Netfliksa.
„Znachor”. Historia, która zaczęła się inaczej, niż myślisz
Niewielu widzów wie, że Tadeusz Dołęga-Mostowicz napisał „Znachora” właśnie z myślą o filmie, pisząc go jak scenariusz, nie jak powieść. O dziwo jednak początkowo nie zyskał on akceptacji filmowców. Dopiero później materiał ten przerodził się w książkę, a właściwie w dwie: „Znachor” z 1937 roku i „Profesor Wilczur” z 1938 roku. Obie szybko zdobyły popularność, a wtedy ekranizacja stała się już tylko kwestią czasu.
Fabuła jest klasyczna w swojej prostocie i rozdzierająca w szczegółach. Profesor Rafał Wilczur, ceniony chirurg o europejskiej renomie, w jednej chwili traci wszystko. Po osobistej tragedii, odejściu żony Beaty i rozłące z córką Marysią, zostaje pobity i traci pamięć. Błąka się po polskiej wsi jako ktoś bez przeszłości, a dzięki nieoczywistym zdolnościom medycznym zaczyna pomagać ludziom i zyskuje reputację znachora.
Jako pierwszy po tę historię sięgnął Michał Waszyński, jedna z kluczowych postaci przedwojennego polskiego kina. Scenariusz przygotował Anatol Stern, opierając się na książkowym oryginale. W roli tytułowego Wilczura wystąpił Kazimierz Junosza-Stępowski, a Elżbieta Barszczewska zagrała podwójną rolę — żony profesora i jego córki Marysi. Premiera filmu odbyła się 16 września 1937 roku, później doczekał się kontynuacji. W 1938 roku nakręcono „Profesora Wilczura”, a rok później „Testament profesora Wilczura”. Ten ostatni nie przetrwał jednak próby czasu, zaginął podczas II wojny światowej.
Kultowa scena, której nie było. Dziś każdy ją zna
Wersja z 1982 roku to dla zdecydowanej większości widzów punkt odniesienia i emocjonalny standard. Jerzy Bińczycki stworzył Znachora cichego, dumnego i poranionego, ale konsekwentnie gotowego nieść pomoc. Anna Dymna jako Marysia wnosi do tej historii ciepło i kruchość. Wątek romantyczny, czyli hrabia Leszek Czyński w wykonaniu Tomasza Stockingera zakochany w zwykłej dziewczynie, dopełnia obrazu.
Warto jednak pamiętać, że adaptacja Hoffmana w jednym istotnym punkcie różni się od pierwowzoru: w wersji z lat 80. żona opuszcza Wilczura przygnieciona ciężarem jego sławy, z poczuciem, że jest niegodna życia u boku wybitnego lekarza. W oryginale jej odejście wiązało się ze zdradą i ucieczką z kochankiem.
Największa zmiana dotknęła jednak finał. To scena, której nie ma ani w powieści, ani w ekranizacji z 1937 roku. To właśnie ją reżyser dopisał, i to właśnie ona stała się najważniejszym momentem całego filmu.
Dr Magdalena Bałaga, literaturoznawczyni, w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl tak tłumaczyła fenomen tego momentu: „Internauci żartobliwie przyznają, że głównym powodem, dla którego po raz kolejny oglądają »Znachora«, jest scena ujawnienia tożsamości tytułowego bohatera na sali sądowej. Przypomnijmy: to wtedy Piotr Fronczewski, odgrywający rolę doktora Dobranieckiego, wypowiada słynne słowa: »Proszę państwa, Wysoki Sądzie, to jest profesor Rafał Wilczur«. Co ciekawe, scena ta nie występuje ani w powieści, ani w ekranizacji z 1937 r. Oceniający, przeprowadzone przez oskarżonego operacje, ekspert nie wyjawia na sali sądowej prawdy — dzieje się tak z wielu powodów, choć głównie z obawy o utratę stanowiska. Tymczasem w filmie sprawiedliwość triumfuje w iście spektakularnym finale” – relacjonowała.
Komentarze internautów pod tym fragmentem mówią same za siebie: „W historii polskiej kinematografii mało jest tak wzruszających momentów”, „Ta scena to klasyk i piękno Polskiej kinematografii”, „Oglądałem kilkanaście razy i za każdym razem mam łzy w oczach” – potwierdzają jej tezę widzowie w komentarzach pod fragmentem tej sceny opublikowanym w sieci.
Netflix pisze historię od nowa. Emisja „Znachora” w święta
W 2023 roku pojawiła się odświeżona adaptacja, dzięki której młodsi widzowie mogli wejść w tę historię bez bagażu klasyka. W roli profesora Wilczura wystąpił Leszek Lichota, Marysię zagrała Maria Kowalska. Produkcja zachowuje filary fabuły, amnezję, życie bohatera jako wiejskiego znachora i jego wewnętrzny imperatyw niesienia pomocy, ale dopisuje nowe sceny i korzysta z bardziej współczesnego języka filmowego, co wyraźnie zmienia rytm opowieści. W Wielkanoc 2026 roku widzowie będą mogli zestawić obie wersje i ocenić samodzielnie, która bardziej przemawia do emocji.
Wielkanocny weekend od piątku do poniedziałku przyniesie aż 11 emisji „Znachora". W piątek 3 kwietnia Antena HD pokaże film o godzinie 20:00, Zoom TV o 21:00. W sobotę 4 kwietnia Kino Polska sięgnie po klasyk o 17:05. Niedziela Wielkanocna 5 kwietnia to prawdziwa uczta dla fanów: TVP 1 o 13:40, Polsat o 14:35 — w tym przypadku w wersji Netfliksa, TVN o 16:15, Tele 5 o 20:00 i TVP Seriale o 21:35. Poniedziałek Wielkanocny 6 kwietnia domknie świąteczną serię: TVP Seriale o 11:20, Antena HD o 17:20 i Zoom TV o 17:45.
Czytaj też:
15 seriali, które polecamy z konkretnego powodu. Top w swojej kategoriiCzytaj też:
Szybki przegląd nowości: Aż 5 premier od Netflix i 2 od HBO Max!
