„Kevin sam w domu” bez tajemnic? Sprawdź, czego nie wiedziałeś

„Kevin sam w domu” bez tajemnic? Sprawdź, czego nie wiedziałeś

„Kevin sam w domu”
„Kevin sam w domu” Źródło: Disney+
Wydaje ci się, że znasz „Kevina...” na pamięć i na wyrywki? Mylisz się. Tego jeszcze o tym filmie nie wiedziałeś.

Świąteczna ramówka bez przygód Kevina McCallistera jest dziś jak Wigilia bez opłatka. Choć od premiery minęło ponad trzy dekady, „Kevin sam w domu” nie przestaje bawić i wzruszać, a kolejne pokolenia z zapałem wracają do historii chłopca, który w święta musi stawić czoła dwóm pechowym włamywaczom. Tymczasem i kulisy produkcji kryją nie mniej zabawne anegdoty, które pokazują, jak naprawdę powstawał jeden z najbardziej rozpoznawalnych filmów świątecznych na świecie.

Fenomen „Kevina sam w domu”. Powstał w 9 dni, zarobił miliony

Do 2017 roku komedia Chrisa Columbusa zarobiła 285,7 mln dolarów, co jak podawał „Forbes”, było rekordowym wynikiem wśród aktorskich produkcji komediowych. Popularność filmu trwa nieprzerwanie, a jego świąteczna moc okazuje się nie do zdarcia.

Scenariusz Johna Hughesa narodził się w błyskawicznym tempie. Autor takich tytułów jak „Klub winowajców” czy „Szesnaście świeczek” napisał pierwszą wersję historii w dziewięć dni. Jak zdradzał magazyn „Chicago”, pomysł przyszedł do niego po rodzinnej podróży do Europy, kiedy sporządzając listę rzeczy do spakowania, przyszło mu do głowy pytanie, które przeszło do historii gatunku. „Wyjeżdżałem na wakacje” – mówił Hughes w „Time” – „i robiłem listę wszystkiego, o czym nie chciałem zapomnieć. Pomyślałem: »No cóż, lepiej nie zapomnieć o moich dzieciach«. Potem pomyślałem: »A co, gdybym zostawił mojego 10-letniego syna w domu? Co by zrobił?«”.

Hughes był niezwykle stanowczy, jeśli chodzi o scenariusz, a improwizacja była na planie rzadkością. Wyjątek dotyczył postaci Starego Marleya, którą Columbus postrzegał jako emocjonalny filar filmu. To on dopisał fragment rozmowy w kościele, w którym Marley wyznaje z bólem, że nie może zobaczyć swojej wnuczki, oraz finałową scenę pojednania. „To chyba mój najwspanialszy dodatek do filmu” – podkreślał reżyser w rozmowie z Business Insider.

Kadr z filmu „Kevin sam w domu”

Kultowy krzyk Kevina powstał przez przypadek

Culkin stworzył scenę, którą zna dziś cały świat, z płonącymi po wodzie kolońskiej policzkami, przypadkiem. Po prostu trzymał dłonie na policzkach dłużej, niż przewidywał scenariusz. Columbus radził mu, by krzyczał i natychmiast oderwał ręce od twarzy, jednak młody aktor w pierwszym ujęciu zrobił coś odwrotnego. „To zabawne, że ten kultowy moment w filmie 'Kevin sam w domu' był przypadkiem” – wspominał reżyser.

Kadr z filmu „Kevin sam w domu”

Animowany śrut i budżetowe triki

W 1990 roku efekty komputerowe były luksusem, na który twórcy filmu nie mogli sobie pozwolić. Dlatego śrut z wiatrówki Kevina uderzający w głowę Marva został… ręcznie animowany. Columbus wspominał, że zapłacono 600 dolarów artyście mieszkającemu w piwnicy domu swojej matki w Chicago, który własnoręcznie domalował efekt na sześciu klatkach filmu. „To był film za 18 milionów dolarów, więc biorąc pod uwagę nasz budżet, jestem całkiem zadowolony z efektu końcowego”.

Kadr z filmu „Kevin sam w domu”

John Candy wjeżdża na plan i kradnie scenę

Epizod Gusa Polinskiego, „Króla Polki Środkowego Zachodu”, powstał w ciągu jednego, trwającego 23 godziny dnia zdjęciowego. Candy improwizował niemal wszystko, łącznie z historią o zostawieniu syna w zakładzie pogrzebowym. Co więcej, jego rola – zagrana jako przysługa dla Hughesa – została opłacona według minimalnej stawki. Aktor zarobił mniej niż filmowy dostawca pizzy, Dan Charles Zukoski.

Kevina grała… piłka tenisowa

Przepisy dotyczące pracy dzieci nie pozwalały kręcić scen z Culkinem po 22.00. W efekcie Catherine O’Hara, wcielająca się w jego matkę, wielokrotnie mówiła swoje kwestie… do piłki tenisowej ustawionej na statywie. Columbus bywał jej „technicznym Kevinem”, prowadząc dialog spoza kadru.

Joe Pesci i metoda, która miała przestraszyć Kevina

Pesci, znany z pedantycznego przygotowania do swoich ról, nie zamierzał odpuszczać nawet przy świątecznej komedii. Na planie unikał młodego Culkina, aby chłopiec odczuwał autentyczny strach przed filmowym włamywaczem.

Kadr z filmu „Kevin sam w domu”

Culkinów dwóch: Macaulay i Kieran

Filmowy Fuller, kuzyn Kevina, to w rzeczywistości młodszy brat Macaulaya – Kieran Culkin. Dziś ma na koncie role m.in. w „Igby Goes Down”, „Scott Pilgrim kontra świat” oraz serialu „Sukcesja”.

Ta sztuczka nazywa się „Kevin sam w domu”

Ryzykowne zjazdy po schodach na sankach czy przejazd tyrolką nie były udziałem Culkina. Dublerem był doświadczony, 30-letni kaskader Larry Nicholas, znany później z „Parku Jurajskiego” czy „Matrixa Reaktywacji”. Na planie nie używano mat ani cyfrowych wspomagaczy, dlatego ekipa często miała tylko jedno podejście. Dubler Joe Pesciego, Troy Brown, wspominał, że przy pierwszym upadku na oblodzonych schodach „po prostu rzucił się tak daleko i tak wysoko, jak tylko mógł”.

Operator Julio Macat zauważał później, że ekstremalne upadki z filmu na stałe weszły do branżowego slangu. „Kiedy ktoś upadnie, zatracając się w powietrzu i lądując na plecach, nazywa się to »Kevinem samym w domu«”.

Czytaj też:
Andrzej Grabowski zaskakuje swoimi popisami w kuchni. Oto, co potrafi
Czytaj też:
„Wielkie Kolędowanie” pierwszy raz na żywo. Kiedy emisja?

Źródło: WPROST.pl