Ponadczasowy klasyk na święta. Oglądaliście ten film?

Ponadczasowy klasyk na święta. Oglądaliście ten film?

Kadr z filmu „Sklep za rogiem”
Kadr z filmu „Sklep za rogiem” Źródło: Metro-Goldwyn-Mayer (MGM)
Mało znane arcydzieło, a szkoda, bo to film, który udowadnia, że święta są piękne właśnie dlatego, że nie są idealne.

Boże Narodzenie w kinie często bywa przesadnie cukierkowe. Tymczasem film Ernsta Lubitscha „Sklep za rogiem” z 1940 roku przypomina, że świąteczna atmosfera jest pełna sprzeczności. Radości splecionej z odrobiną melancholii, nadziei podszytej niepewnością. Pomimo że od jego powstania upłynęło ponad osiemdziesięciu lat, dzieło z Jamesem Stewartem i Margaret Sullavan w rolach głównych powinno być obowiązkowym punktem programu na grudniowy wieczór.

Romantyczna komedia, ale święta bez filtrów

Akcja filmu rozgrywa się w Budapeszcie, w tygodniach poprzedzających Boże Narodzenie. Alfred Kralik, w którego wciela się Stewart, jest głównym sprzedawcą w sklepie skórzanym Matuschek and Company. Jego relacja z nowo zatrudnioną Klarą Novak od początku iskrzy, ale nie tak, jak myślicie. Para dosłownie zderza się ze sobą, a zgrzyty i niesnaski widoczne są na pierwszy rzut oka. Wspólna praca tylko pogłębia konflikt. Alfred i Klara nie wiedzą jednak, że gdzieś tam w innej rzeczywistości… korespondują ze sobą jako anonimowi przyjaciele. W wymienianych regularnie wiadomościach zakochują się w sobie, nieświadomi, że uczucia kierują do osoby, z którą nie potrafią się porozumieć twarzą w twarz.

Coś wam to przypomina? Tak, tak. Najbardziej znaną adaptację, czyli komedię „Masz wiadomość” z 1998 roku. W tym absolutnym przeboju kasowym korespondencję listowną zastąpiły e-maile, a tłem stał się Nowy Jork. Choć film z Tomem Hanksem i Meg Ryan zyskał status kultowego, wielu krytyków i widzów zgodnie podkreśla, że nie dorównuje oryginałowi pod względem emocjonalnej głębi, czy subtelności ukazywania rodzącej się relacji.

Poza tym amerykańska produkcja wciąż pozostaje lekką komedyjką, a jak zauważa Jacqueline Lynch, autorka książki „Boże Narodzenie w klasycznych filmach”, produkcja Lubitscha jest „bardzo czarująca”, pełna humoru i prostoty, ale też „podszyta nieoczywistym smutkiem”.

Kadr z filmu „Sklep za rogiem”

Kochane święta, znienawidzone święta. Żaden film tak tego nie pokazał

Jeremy Arnold, historyk kina, podkreśla, że film mimo lekkości zagląda w rejony zwykle pomijane w świątecznych opowieściach. Właściciel sklepu, Hugo Matuschek, jest przekonany, że jeden z pracowników romansuje z jego żoną. Wynajmuje więc prywatnego detektywa i wyładowuje frustrację na swoich podwładnych, nie zdradzając prawdziwego powodu wybuchów. W jednym z najmocniejszych momentów produkcji bohater targnie się na własne życie.

Równie ostre są słowne potyczki Klary i Alfreda. „Naprawdę nie chciałabym się wtrącać, panie Kralik, bo wiem dokładnie, co bym znalazła. Zamiast serca – torebkę. Zamiast duszy – walizkę. A zamiast intelektu – zapalniczkę… która nie działa” – to tylko jeden z przykładów ich rozmówek. Nie brzmi zbyt romantycznie ani świątecznie, prawda?

Arnold wskazuje, że właśnie ta mieszanka romansu, komedii i tragedii czyni film tak wyjątkowym. Boże Narodzenie w życiu bohaterów działa niczym soczewka – skupia emocje i obnaża wszelkie słabości. Czas, który powinien budować wspólnotę, często staje się okresem samotności. Z jednej strony święta niosą miłość i ciepło, z drugiej potrafią uwidocznić poczucie pustki.

W filmie Lubitscha pokazane jest to po mistrzowsku, odpowiednią narracją i zdjęciami. Im bliżej Bożego Narodzenia, tym więcej w kadrze choinek, prezentów i świątecznych dekoracji. To nie tylko naturalne tło, ale też element pchający akcję ku finałowi, w którym nienawiść powoli zmienia się w miłość.

„Boże Narodzenie masz tam, gdzie je znajdziesz”

Wspomniana Jacqueline Lynch przekonuje, że klasyczne filmy świąteczne mają znacznie większą głębię niż współczesne produkcje. Wskazuje przy tym właśnie na jedną z ostatnich scen „Sklepu za rogiem”, w której Matuschek idzie na kolację z młodym pracownikiem, bo reszta ekipy ma już swoje plany. To właśnie w tym geście – prostym, ciepłym, niepozornym wydawałoby się – kryje się prawdziwy przekaz filmu.

„To opowieść o grupie pracowników małego sklepu, którzy są jak rodzina. To rodzina Matuscheka. Jest dla nich jak ojciec. Rodzinę masz tam, gdzie ją znajdziesz i Boże Narodzenie masz tam, gdzie je znajdziesz. Czasami Boże Narodzenie nie przychodzi samo. Trzeba je stworzyć” – dodaje Lynch.

„Sklep za rogiem” łączy w sobie wszystkie emocje, które towarzyszą większości z nas w tym niezwykłym grudniowym okresie. Jest w nim miejsce na smutek, nadzieję, śmiech i czułość. Jest przestrzeń na ból i na przemianę. Na miłość. To film, który mówi o świętach bez upiększeń, ale z głęboką wiarą w ludzi.

Jak podkreśla Lynch: „Po prostu traktuje święta w bardzo interesujący, wciągający i ludzki sposób. Pozostawia widzowi ciepłe i pełne nadziei uczucie Bożego Narodzenia”.

Czytaj też:
6 seriali na HBO Max, które chcecie obejrzeć. Polecamy to, co najlepsze
Czytaj też:
Tak Przetakiewicz szykuje się na święta. „Szał i obłęd”

Źródło: WPROST.pl / BBC History