Mietek Szcześniak: Kocham Polskę, ale boli mnie to, co z nami zrobiono
Katarzyna Burzyńska-Sychowicz „Wprost”: Mówisz, że żyjesz inaczej niż większość ludzi. Jak żyjesz i jak ci się żyje?
Mietek Szcześniak: Miałem na myśli życie artysty, które ma specyficzny rytm. W weekendy najczęściej koncertuję, więc odpadają imprezy rodzinne i towarzyskie, odpada kościół. Odpadają rzeczy, które integrują człowieka z rzeczywistością, z codziennością ludzi innych zawodów.
Dodatkowo dzielisz swój czas na dwa domy.
Jestem z tych, którzy albo mieszkają w środku dużego miasta, albo w domu na wsi. Kiedy robi się ciepło, wyjeżdżam na wieś, w okolice mojego rodzinnego Kalisza. Mam tam duży hektarowy ogród, który zajadle uprawiam – to gwarantuje mi odpoczynek, radość życia i oddech; łączy mnie z samym sobą i z tym, co jest dookoła. Potrzebuję tego, również do pisania piosenek. W Warszawie z kolei mieszkam w kamienicy na Starym Mokotowie, gdzie z sąsiadami tworzymy praktycznie rodzinę.
Potrafisz dbać o rośliny, drzewa, o przyrodę. O ludzi również?
Jestem obecny, łatwo się przywiązuję i dbam o wszystko, co żyje. Moje życie zawsze było podporządkowane muzykowaniu, a kiedy muzykowanie stało się moim zawodem – zacząłem zarabiać pieniądze i pomagać rodzinie. Na wszystko, co mam, zarobiłem sam i wszystkim zawsze dzieliłem się z najbliższymi.
Nigdy nie byłeś utracjuszem, nie swawoliłeś?
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.