228 skarg do KRRiT. Polsat zadarł z Konfiturą i trafił pod lupę
Program „Państwo w Państwie”, który ukazuje się od 2011 roku, miało demaskować patologie polskiego życia społecznego i nieprawidłowości, piętnować przypadki nadużywania prawa. Tym razem skończyło się na tym, że to sam program znalazł się pod lupą regulatora. Do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji spłynęły setki skarg od widzów, a gość programu publicznie oskarżył redakcję o manipulację materiałem.
Kim jest Konfitura i dlaczego wywołał burzę?
Maksym Szewczuk, znany w sieci jako Konfitura, od dekady prowadzi na YouTube kanał, na którym dokumentuje łamanie przepisów drogowych. Nagrywa kierowców parkujących na chodnikach, jeżdżących po ścieżkach rowerowych i omijających korki w niedozwolony sposób. Ma ponad 150 tys. subskrybentów, a jego najpopularniejsze filmy przekraczają milion wyświetleń. Wśród „bohaterów” jego nagrań znaleźli się już m.in. dziennikarz Marcin Meller oraz Edyta Pazura, która sugerowała, że youtuber nielegalnie rejestruje dzieci.
26 kwietnia Polsat wyemitował odcinek „Państwa w Państwie” poświęcony działalności Szewczuka. W studiu pojawili się sam youtuber oraz aktywista Jan Śpiewak, wyświetlono reportaż, a głos zabrała także psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego. Pytanie przewodnie brzmiało: sygnalista czy internetowy prowokator szukający rozgłosu?
Odpowiedź, jakiej najwyraźniej udzielił program, nie spodobała się widzom.
Lawina skarg na program Polsatu. Youtuber przedstawia swoją wersję
Do KRRiT, jak dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl, wpłynęło jak dotąd aż 228 skarg. Rzeczniczka rady Anna Ostrowska w odpowiedzi wskazała, że dotyczyły one przede wszystkim zastrzeżeń wobec rzetelności dziennikarskiej i bezstronności przekazu. Widzowie zarzucali redakcji, że materiał mógł być odbierany jako usprawiedliwianie łamania prawa, a osoby zgłaszające wykroczenia drogowe zostały przedstawione w sposób stygmatyzujący.
„W części skarg podniesiono również zarzuty dotyczące sposobu prezentowania osób zgłaszających wykroczenia drogowe. W opinii widzów opis działania takich osób był stygmatyzujący i miał na celu zniechęcenie do okazywania prawidłowych postaw obywatelskich. Pojawiły się także wątpliwości związane z możliwym naruszeniem dóbr osobistych i prawa do prywatności, m.in. przez formułowanie oskarżeń bez przedstawienia wystarczających dowodów” – czytamy w odpowiedzi rzeczniczki KRRiT.
Jak ustaliły Wirtualnemedia.pl, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji uruchomiła postępowanie wyjaśniające w tej sprawie.
Sam zainteresowany również nie zamierza milczeć. W mediach społecznościowych Szewczuk napisał wprost, że reportaż został przygotowany pod z góry przyjęte tezy. Zarzucił redakcji wyrywanie scen z kontekstu i zapowiedział, że dla zabawy zmontuje podobny materiał z wypowiedzi reportera. Szczególnie ostro skrytykował decyzję o opublikowaniu pełnych nagrań dopiero po emisji, gdy wybuchła afera.
Internet podzielony. „Całkowita kompromitacja”
„[...] niedzielny reportaż „Państwo w Państwie” w moim odczuciu został przygotowany pod konkretne tezy względem mojej działalności. Pokazano wiele wyrwanych z kontekstu sytuacji. [...] Mamy obraz telewizji, która nie chce wszystkiego pokazać. I teraz najlepsze. Polsat DEMENTUJE, wrzucając PEŁNĄ WERSJĘ NAGRANIA. Kochane słodziaki, mogliście to zrobić od razu podczas niedzielnego programu. Pokazaliście kobietę osaczoną w samochodzie bez kontekstu dot. najechania na człowieka. Przejażdżkę na dachu samochodu bez odcinka przebytego po chodniku. Moją żonę „awanturnicę” bez wyzwalacza w postaci waszego kanapowego gościa reprezentującego pokrzywdzonych kierowców. Mogliście pokazać prawdziwy obraz patologicznych zachowań na warszawskich chodnikach, ale wybraliście inną drogę” – przekazał na swoich profilach w mediach społecznościowych (pisownia cytatów oryginalna — przyp.red.).
Reakcje w sieci jak zwykle są różne. Jedni internauci bronią Szewczuka jako człowieka walczącego o bezpieczeństwo na polskich chodnikach, inni kwestionują jego metody i motywacje.
„Nie chce się pracować albo bronić ojczyzny to poszedł po najmniejszej linii oporu pod pretekstem walki o wspólne dobro. Napisałbym, co o nim sadzę, ale nie wypada tutaj. Bez szacunku”, „On broni dobra wspólnego, żeby ludziom się wspólnie wygodniej żyło”, „Całkowita kompromitacja prowadzącego i zaproszonych „ekspertów". Zamiast wesprzeć Maksyma i Wojtka w słusznej walce o przestrzeganie prawa pan pseudodziennikarz z Polsatu postanowił wesprzeć patologię jeżdżącą po chodniku. Żenada” – czytamy w komentarzach.
„Program ujawniający patologie sam stał się patologią do ujawnienia” – podsumował ktoś gorzko.