Polityczne napięcie na Złotych Globach. Takie słowa padły na scenie
W czasie, gdy druga administracja Donalda Trumpa ponownie wprowadza już chyba nie tylko Stany Zjednoczone w stan napięcia i niepewności, na gali w Beverly Hills padały mocne słowa i apele, nie zabrakło nawet przytyków do „dyktatury”.
Jean Smart: Każdy wie, co jest słuszne
Jednym z najmocniejszych momentów wieczoru było wystąpienie Jean Smart, nagrodzonej za rolę w serialu „Hacks” HBO Max. Aktorka, która już wcześniej na czerwonym dywanie otwarcie mówiła o swoich obawach dotyczących sytuacji w kraju, na scenie zdecydowała się na bardziej stonowany ton.
„Dziś wieczorem można by wiele powiedzieć. Wygłosiłam swoją tyradę na czerwonym dywanie, więc nie będę tego robić tutaj, ale dziękuję. Postępujmy właściwie. Myślę, że każdy w głębi serca wie, co jest słuszne, więc postępujmy właściwie”.
Smart należała do grona celebrytów, którzy nosili przypinki „Be Good” podczas protestu przeciwko Służbie Imigracyjnej i Celnej po śmierci 37-letniej Renee Good w Minneapolis. W rozmowie z Kevinem Frazierem z Entertainment Tonight aktorka przyznała, że atmosfera w kraju przyćmiewa nawet największe branżowe wydarzenia.
„Wszystko jest trochę przyćmione tym, co dzieje się w naszym kraju. Czuję, że jesteśmy w pewnym sensie w punkcie zwrotnym w tym kraju i mam nadzieję, że ludzie zachowają rozum. Bo tak naprawdę najtrudniej będzie zachować rozum, ponieważ będzie to wymagało mnóstwa odwagi i mnóstwa powściągliwości”.
Odniosła się także do zarzutów wobec gwiazd Hollywood, które zabierają głos w sprawach społecznych i politycznych. „Wiem, że niektórym ludziom przeszkadza, gdy aktorzy wykorzystują takie okazje, by poruszać tematy społeczne i polityczne, ale nie przemawiam tu teraz jako aktorka. Mówię po prostu jako obywatelka i matka i mam nadzieję, że ludzie to zrozumieją”.
Trump bez nazwiska, ale obecny duchem
Nazwisko Donalda Trumpa niemal nie pojawiało się w transmisji gali, ale jego cień był wyczuwalny. Prezentujący nagrody Judd Apatow stwierdził wprost: „Uważam, że teraz mamy dyktaturę”. Prowadząca galę Nikki Glaser otworzyła wieczór słowami: „Złote Globy: najważniejsze wydarzenie, które dzieje się teraz na świecie”, nie kryjąc sarkazmu.
Trump od lat krytykuje gwiazdy za ich polityczne wypowiedzi podczas gal rozdania nagród. Niedawno przechwalał się, że jego udział jako gospodarza Kennedy Center Honors zwiększy oglądalność wydarzenia. Stało się jednak odwrotnie — gala przyciągnęła rekordowo niską widownię według danych Nielsena.
Prowadząca nie unikała natomiast tematów związanych z zamieszaniem wokół Trumpa, żartując z akt Epsteina: „A Złoty Glob za najlepszy montaż trafia do Departamentu Sprawiedliwości”.
„Nadzieja jest piękna”
Wśród bardziej uniwersalnych, ale niepozbawionych politycznego tonu wypowiedzi znalazły się słowa Jacka Thorne’a. Odbierając nagrodę za najlepszy serial limitowany za „Dojrzewanie”, scenarzysta podkreślił odpowiedzialność kolejnych pokoleń.
„Wyeliminowanie nienawiści to odpowiedzialność naszego pokolenia. Wymaga to myślenia odgórnego. Teraz taka możliwość wydaje się odległa, ale nadzieja jest piękna”.