Alec Baldwin we łzach opowiedział o tragedii na planie filmowym. „Nie pociągnąłem za spust”

Dodano:
Od tragedii na planie filmu „Rust” minęło niecałe 6 tygodni. Alec Baldwin w najnowszym i pierwszym tak długim wywiadzie na ten temat wyjaśniał, jak doszło do śmierci operatorki Halyny Hutchins. Aktor w kilku momentach nie potrafił powstrzymać łez.

Alec Baldwin od momentu tragicznego incydentu na planie „Rust” niemal nie udzielał się w mediach. Po śmierci Hutchins, zastrzelonej z trzymanego przez aktora rewolweru, wydał jedynie oświadczenie i skonfrontował się z nękającymi go dziennikarzami, prosząc o uszanowanie jego prywatności. W nieoficjalnych wypowiedziach dla magazynu „People” osoby znające aktora podkreślały, że był on „zdewastowany” i „w histerii” po koszmarnym wypadku z października.

„Nie ma słów, które wyraziłyby mój szok i smutek z powodu tragicznego wypadku, w którym zginęła Halyna Hutchins, żona, matka i nasza bardzo ceniona koleżanka. W pełni współpracuję w ramach policyjnego śledztwa, aby wyjaśnić, w jaki sposób doszło do tej tragedii i jestem w kontakcie z jej mężem, oferując wsparcie zarówno jemu, jak i całej rodzinie. Moje serce jest złamane z powodu cierpienia męża, syna i wszystkich, którzy znali i kochali Halynę” – pisał Baldwin w oświadczeniu na Twitterze.

Alec Baldwin w długim wywiadzie na temat śmierci Hutchins

Teraz Alec Baldwin zdecydował się na długi wywiad u doświadczonego dziennikarza, George'a Stephanopoulosa ze stacji ABC. Jedno z pytań dotyczyło właśnie tego – decyzji o zabraniu głosu publicznie. W zapowiedzi specjalnej edycji programu „Unscripted” dwukrotnie widzimy bardzo emocjonalne reakcje. Baldwin wstrząsany jest szlochem, w innym ujęciu ociera łzy. Cała, trwająca godzinę i dwadzieścia minut rozmowa, ma zostać wyemitowana 2 grudnia przez NBC News. Stephanopoulos podkreślał, że w całej 20-letniej karierze nie miał drugiej tak intensywnej rozmowy.

Jak zapowiadał dziennikarz, w trakcie tego wywiadu wyjątkowo szczegółowo omówiono wydarzenia, do których doszło na planie filmowym tamtego feralnego dnia. Stephanopoulos zwracał uwagę na fakt, że w scenariuszu nie było mowy o pociągnięciu za spust. – Cóż, spust nie został pociągnięty. Ja tego nie zrobiłem – zapewniał Alec Baldwin. – Nie, nie, nie, nie. Nigdy nie skierowałbym w niczyją stronę broni i nie pociągnąłbym za spust. Nigdy – podkreślał.

Baldwin o śmierci Hutchins: Nawet teraz trudno mi w to uwierzyć

Baldwina spytano też o jego podejrzenia dotyczące pojawienia się prawdziwego pocisku na planie filmowym. – Nie mam pojęcia. Ktoś wniósł prawdziwą kulę na plan. Pocisk, którego nawet nie powinno tam być! – odpowiadał gość programu. – Nawet teraz trudno mi w to uwierzyć. To po prostu, po prostu nie wydaje mi się prawdziwe – mówił w innym momencie. Aktor podkreślał, że Halyna Hutchins była kimś kochanym przez wszystkich, osobą podziwianą za swoje dokonania.

W trakcie wywiadu nie brakło wyjątkowo trudnych pytań. Aktora zapytano, czy nie czuje winy za całą sytuację. Poproszono go też o komentarz do słów George'a Clooneya, który podkreślał, że zawsze sprawdzał swoją broń na planie filmowym. Z dużym przekonaniem Baldwin stwierdził też w trakcie rozmowy, że cała tragedia podczas kręcenia „Rust” była najgorszą rzeczą, która kiedykolwiek mu się przytrafiła.

Śmierć na planie filmowym. Alec Baldwin postrzelił operatorkę

W czwartek 21 października na planie filmu „Rust” Joela Souzy doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Alec Baldwin, czołowy aktor produkcji, znany też z obrazów takich jak „Sok z żuka”, „Polowanie na Czerwony Październik” czy „Tramwaj zwany pożądaniem”, przypadkowo postrzelił dwie osoby – operatorkę i reżysera. 42-letnia Halyna Hutchins zmarła na miejscu. Souza krótko po tym zdarzeniu opuścił szpital w stabilnym stanie. Wciąż nie wiadomo, dlaczego rekwizyt wystrzelił i w jakich okolicznościach doszło do tragedii. Trwa policyjne śledztwo w tej sprawie. Baldwin, mimo swoich zapewnień o braku winy w tej sytuacji, został oskarżony i oczekuje na dwa osobne procesy w tej sprawie.

Jak doszło do tragedii na planie „Rust”?

Pistolet, którego użył Baldwin w dramatycznym wydarzeniu, był jednym z trzech, które specjalista od broni palnej zatrudniony do produkcji umieścił na specjalnym wózku przed budynkiem, w którym ćwiczono jedną ze scen filmu. Zgodnie z dokumentami sądowymi, które wyciekły po tragedii, pistolet podał Baldwinowi asystent reżysera Dave Halls. Miał zapewniać go, że broń jest bezpieczna, mówiąc dokładnie: „zimny pistolet”. Ten jednak był załadowany nabojami. Z dokumentów wynika też, że do tej pory skonfiskowały trzy czarne rewolwery, pudełka z amunicją, saszetkę z pociskami, kilka łusek, dwa skórzane pasy do broni z kaburami oraz artykuły odzieżowe i inne, na których znajdowała się krew.

Do tragedii dojść mogło już wcześniej?

„The Los Angeles Times” powołując się na anonimowych członków ekipy filmowej doniósł, że pięć dni przed tragiczną w skutkach strzelaniną, kaskader Baldwina przypadkowo wystrzelił dwa pociski po tym, jak zapewniono go, że broń jest bezpieczna. Z kolei w rozmowie z „The Guardian” twórcy, którzy pracowali w przeszłości z Hallsem przekazali, że już na poprzednim planie filmowym zgłaszali obawy dotyczące bezpieczeństwa w kontekście używania broni palnej.

Źródło: ABC News
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...