Film „Klecha” nie jest odpowiedzią na „Kler”. „To absurd” – komentuje reżyser

– To absurd. Prace nad filmem „Klecha” trwają już od blisko czterech lat! Więc jak to może być doraźna odpowiedź na „Kler”? Film dokumentalny o księdzu Romanie Kotlarzu zrobiłem już ponad 20 lat temu. Teraz czas na fabułę – mówił w wywiadzie. – Oczywiście, bardzo miło byłoby mi gościć Wojtka Smarzowskiego na premierze mojego filmu w marcu 2019, zwłaszcza że to mój fabularny debiut – dodawał pojednawczo.
Znajdujący się obecnie na etapie montażu film „Klecha” opowiada o losach księdza Romana Kotlarza spod Radomia (w tej roli Mirosław Baka. Opisuje jego wystąpienia przeciwko komunistycznej władzy oraz szykany ze strony Służby Bezpieczeństwa. Twórcy sugerują też, że jeden z agentów SB (gra go Piotr Fronczewski) przyczynił się do śmierci duchownego. Choć IPN nie potwierdza tego w stu procentach, Gwizdała jest przekonany o swojej racji. – Winnego wskaże film „Klecha” – stwierdza. – „Mistrzo” to pseudonim esbeka, która żyje do dziś, nie niepokojony przez nikogo, a który, naszym zdaniem, jest odpowiedzialny za śmierć księdza – zapewnia.
Gwizdała jest pewien, że historia ks. Kotlarza warta jest opowiedzenia, zwłaszcza, że jest on postacią niemal anonimową. – Nikomu nieznany, skromny proboszcz z podradomskiego Pelagowa błogosławi strajkujących robotników na ulicach Radomia! I to w czasach, kiedy nie było jeszcze rozwiniętych struktur podziemia opozycyjnego. Wszak KOR powstanie dopiero za rok, w 1977 roku, a Solidarność dopiero cztery lata później, w roku 1980. Kotlarz był więc sam. To pierwszy kapłan w sutannie wśród protestujących robotników w Polsce po 1945 roku. Nie było bowiem żadnego księdza na ulicach Poznania w 1956 roku, ani na ulicach Gdańska w 1970 – podkreśla.